THE KIDDIE w sierpniu wydało photobook...
Tak, wiem, że zaraz zacznie się nagonka "Jak to w sierpniu? Dlaczego dopiero teraz o tym piszesz? O co chodzi?". Tak więc już mówię. Wydali ten photobook w sierpniu, ale piosenki, które tam dodali, znalazłam dopiero w październiku, a PVki dziś.
Tak, bo to THE KIDDIE, nie Gazette, którego wszystko ukazuje się dzień wcześniej.
Fakt faktem, w tym photobooku, prócz tych piosenek i zdjęć, były trzy teledyski, które pozwolę sobie teraz opisać.
I PV - "Wonder World"
Chłopaki stoją sobie w bladoseledynowych ubrankach i grają albo śpiewają i machają parasolką w przypadku Yusy. Yuuseia prawie nie widać, bo zrobił sobie emo grzywkę i zbyt mocny makijaż. Yusa w pewnym momencie próbował być chyba groźny, ale mu te czerwone włoski i to wdzianko trochę pokrzyżowało plany. A potem zwiał, zdejmując wszystko, co mógł, by nie świecić golizną, po czym wskoczył do morza. A tam syrenka. Okej, nie mam pytań. XD
II PV - "Same"
To PV można streścić krótko - Co oni ćpali? I w sumie tyle, nagromadzenie głupoty w tym teledysku mnie dobiło. o.O
III PV - "Tameiki no jumon"
Yusa łazi w idealnie dopasowanych do jego stóp czerwonych bucikach [Do włosów zresztą też. XD (Ale jakie on ma małe i słodkie te stópki!)] i lekko rozchełstanej, białej koszuli po jakimś molo. Reszta siedzi na murku. Yuusei chyba już dawno tak ładnie nie wyglądał, fangirling mnie złapał, że aż Hana zaczęła się śmiać. Wracając do PV, oni siedzą, Yusa łazi, a w międzyczasie migają jakieś sceny z kręcenia wszystkich PV, sesji zdjęciowych i tak dalej. Na koniec Yusa podchodzi do reszty siedzącej na murku i w pięknym stylu wpycha się między Yuuseia i Juna, dzięki czemu potwierdza moje OTP.
Ogólnie oceniam te teledyski bardzo dobrze, oni wyglądają ślicznie, piosenki fajne, zwłaszcza ta balladka z ostatniego PV. Dobra robota, chłopaki.
A na gwiazdkę dostanę ich składankę z maja, której jeszcze nikt nie wrzucił, yay! (ノ◕ヮ◕)ノ*:・゚✧
poniedziałek, 9 grudnia 2013
czwartek, 14 listopada 2013
Dwie strony medalu
Ostatnio łaziłam po YouTube i znalazłam jakieś filmiki z D=OUT i vistlip. Doszłam do wniosku, że jeden i drugi zespół jest zbiorowiskiem wariatów i zboczeńców, bo inaczej tego nazwać nie potrafię. A Kouki&Ibuki oraz Tomo&Tohya stały się nagle ulubionymi OTP z tych zespołów, bo oni nic innego nie robią, tylko fanservice'y.
Właśnie. Zatrzymajmy się może przy tym drugim zespole. A tak dokładniej przy Tomo. Co o nim pomyślałam w momencie, jak obejrzałam te filmiki?
"Tomo jest uroczy. Zboczony, zwariowany, lekko stuknięty, ale uroczy. XD"
Pal licho, że to samo pomyślałam o Tohyi, ale on nie jest moim ulubieńcem i to nie do jego osoby nawiązuje tytuł tego posta.
Dla niezorientowanych w sytuacji, choć było o tym bardzo głośno swego czasu - vistlip w 2010 roku miało poważny wypadek samochodowy. Prowadził Tohya, w aucie znajdowała się reszta zespołu, ich menadżerka i dwóch technicznych. Wszyscy wyszli z tego prawie bez szwanku, z lekkimi obrażeniami szyi i ramion, Yuh miał chyba ranę na policzku. Jednakże ich menadżerkę wyrzuciło z auta. Nie wiadomo, dlaczego. Może nie zapięła pasów? Nie wiem. Fakt faktem, zginęła na miejscu. Niech spoczywa w pokoju.
vistlip miało przerwę na pół roku, wrócili do pracy jakoś tuż przed trzęsieniem ziemi w marcu 2011. A później wyruszyli w trasę, kończąc ją siódmego lipca, w swoje czwarte urodziny.
Finałowy koncert nagrali na DVD. Jak go oglądałam po raz pierwszy, to zastanawiałam się, dlaczego Tomo aż tak płacze. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że jest to ich pierwszy finałowy koncert po tym ciężkim wypadku. A widać tutaj, że to są inne łzy niż te, które widzimy zazwyczaj podczas jrockowych koncertów. Na poprzednim Tomo też się spłakał jak małe dziecko, przez co na koniec wyglądał jak panda, bo tak szlochał, że aż się rozmazał. Ale tutaj to aż widać i słychać było, że chodzi o coś ważniejszego. O innej rangi uczucia.
I dzisiaj weszłam spokojnie na JaME, chcąc sprawdzić, czy pod wiadomością o wypadku vistlip jest jakikolwiek komentarz. Ale nie było żadnego. Młoda kobieta zginęła, zespół na rok zniknął ze sceny, Tohya pewnie do dzisiaj ma wyrzuty sumienia i nie śpi po nocach, a ludzi guzik to obchodzi. Miło.
Fakt faktem, przez przypadek natrafiłam na recenzję ich ostatniego koncertu. Przeczytałam ją, uśmiałam się nad tym, jak zderpili Umiego i wyłączyłam. Nie wiem, czym im zalazł za skórę, ale musiał nieźle sobie nagrabić. A później zobaczyłam, że jest recenzja tamtego koncertu. Tego pierwszego po wypadku, tego, co go mam i nie ogarniam w pełni. I przeczytałam, by zrozumieć.
I zrozumiałam. Tomo mi to bardzo dokładnie wyjaśnił.
"Stanie tutaj, na tej dużej scenie Zepp, jest spełnieniem jednego z naszych marzeń. Życie może być ciężkie, ale możemy ruszyć znów dalej, jeśli dajemy i mamy wsparcie. Z tego właśnie powodu pragnę zaśpiewać tę piosenkę. Proszę, posłuchajcie TSUIRAKU"."
"A wraz z tą piosenką poczułem, że znów możemy chodzić. SINDRA"."
"Dziś udało mi się zaśpiewać bez łez. Oto jak ludzie stają się silniejsi. Pokażemy wam zapewne naszą miękką stronę następnym razem, ale ten 'następny raz'… ach. Sama możliwość powiedzenia 'następnym razem' sprawia, że czuję się bardzo szczęśliwy. Dziękuję. Jestem zachwycony, że możemy się zobaczyć z wami w czwartym roku naszego istnienia. Zawsze będziemy razem. Dziękuję. Skoro jest tu tyle ludzi, możemy wspólnie skoczyć? Chcę zobaczyć tę wspaniałą scenę. Chwyćcie się więc za ręce, dobrze? Będziemy odtąd ciężko pracować, więc proszę, wspierajcie nas dalej!"
Tomo. Ten wariat z ADHD, ten zboczeniec, ten uciekinier z psychiatryka, któremu, jak się go postawi obok Tohyi, to już zupełnie zaczyna mu odwalać. On jest taki...
Kochany.
Innego słowa po prostu nie potrafię znaleźć. Chyba jeszcze nikt mnie aż tak nie wzruszył. Nawet Akiya swoją najważniejszą prawdą życiową, którą podczas swej marnej egzystencji usłyszałam, nawet Isshi swoimi słowami na ostatnim koncercie, nawet tekst do "Ribetsu", nawet tekst do "Love Song", nawet Ao i jego słowa o tym, że nie potrafimy sobie wyobrazić bólu po śmierci kogoś bliskiego. Nic i nikt nie poruszyło mnie do takiego stopnia, że miałam ochotę usiąść i płakać. Jestem chyba zbyt empatyczną osobą, nie sądzicie? Patrząc na to, jak bardzo przejmuję się ocenami Yami i Janette... Tak, bardzo.
I w sumie po tych filmikach zastanawiałam się, czy dobrze wybrałam sobie ulubieńca w vistlip.
Odpowiem sama sobie: Adawinry Chou Kurineko, to był jeden z twoich najlepszych wyborów w twym marnym życiu.
Właśnie. Zatrzymajmy się może przy tym drugim zespole. A tak dokładniej przy Tomo. Co o nim pomyślałam w momencie, jak obejrzałam te filmiki?
"Tomo jest uroczy. Zboczony, zwariowany, lekko stuknięty, ale uroczy. XD"
Pal licho, że to samo pomyślałam o Tohyi, ale on nie jest moim ulubieńcem i to nie do jego osoby nawiązuje tytuł tego posta.
Dla niezorientowanych w sytuacji, choć było o tym bardzo głośno swego czasu - vistlip w 2010 roku miało poważny wypadek samochodowy. Prowadził Tohya, w aucie znajdowała się reszta zespołu, ich menadżerka i dwóch technicznych. Wszyscy wyszli z tego prawie bez szwanku, z lekkimi obrażeniami szyi i ramion, Yuh miał chyba ranę na policzku. Jednakże ich menadżerkę wyrzuciło z auta. Nie wiadomo, dlaczego. Może nie zapięła pasów? Nie wiem. Fakt faktem, zginęła na miejscu. Niech spoczywa w pokoju.
vistlip miało przerwę na pół roku, wrócili do pracy jakoś tuż przed trzęsieniem ziemi w marcu 2011. A później wyruszyli w trasę, kończąc ją siódmego lipca, w swoje czwarte urodziny.
Finałowy koncert nagrali na DVD. Jak go oglądałam po raz pierwszy, to zastanawiałam się, dlaczego Tomo aż tak płacze. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że jest to ich pierwszy finałowy koncert po tym ciężkim wypadku. A widać tutaj, że to są inne łzy niż te, które widzimy zazwyczaj podczas jrockowych koncertów. Na poprzednim Tomo też się spłakał jak małe dziecko, przez co na koniec wyglądał jak panda, bo tak szlochał, że aż się rozmazał. Ale tutaj to aż widać i słychać było, że chodzi o coś ważniejszego. O innej rangi uczucia.
I dzisiaj weszłam spokojnie na JaME, chcąc sprawdzić, czy pod wiadomością o wypadku vistlip jest jakikolwiek komentarz. Ale nie było żadnego. Młoda kobieta zginęła, zespół na rok zniknął ze sceny, Tohya pewnie do dzisiaj ma wyrzuty sumienia i nie śpi po nocach, a ludzi guzik to obchodzi. Miło.
Fakt faktem, przez przypadek natrafiłam na recenzję ich ostatniego koncertu. Przeczytałam ją, uśmiałam się nad tym, jak zderpili Umiego i wyłączyłam. Nie wiem, czym im zalazł za skórę, ale musiał nieźle sobie nagrabić. A później zobaczyłam, że jest recenzja tamtego koncertu. Tego pierwszego po wypadku, tego, co go mam i nie ogarniam w pełni. I przeczytałam, by zrozumieć.
I zrozumiałam. Tomo mi to bardzo dokładnie wyjaśnił.
"Stanie tutaj, na tej dużej scenie Zepp, jest spełnieniem jednego z naszych marzeń. Życie może być ciężkie, ale możemy ruszyć znów dalej, jeśli dajemy i mamy wsparcie. Z tego właśnie powodu pragnę zaśpiewać tę piosenkę. Proszę, posłuchajcie TSUIRAKU"."
"A wraz z tą piosenką poczułem, że znów możemy chodzić. SINDRA"."
"Dziś udało mi się zaśpiewać bez łez. Oto jak ludzie stają się silniejsi. Pokażemy wam zapewne naszą miękką stronę następnym razem, ale ten 'następny raz'… ach. Sama możliwość powiedzenia 'następnym razem' sprawia, że czuję się bardzo szczęśliwy. Dziękuję. Jestem zachwycony, że możemy się zobaczyć z wami w czwartym roku naszego istnienia. Zawsze będziemy razem. Dziękuję. Skoro jest tu tyle ludzi, możemy wspólnie skoczyć? Chcę zobaczyć tę wspaniałą scenę. Chwyćcie się więc za ręce, dobrze? Będziemy odtąd ciężko pracować, więc proszę, wspierajcie nas dalej!"
Tomo. Ten wariat z ADHD, ten zboczeniec, ten uciekinier z psychiatryka, któremu, jak się go postawi obok Tohyi, to już zupełnie zaczyna mu odwalać. On jest taki...
Kochany.
Innego słowa po prostu nie potrafię znaleźć. Chyba jeszcze nikt mnie aż tak nie wzruszył. Nawet Akiya swoją najważniejszą prawdą życiową, którą podczas swej marnej egzystencji usłyszałam, nawet Isshi swoimi słowami na ostatnim koncercie, nawet tekst do "Ribetsu", nawet tekst do "Love Song", nawet Ao i jego słowa o tym, że nie potrafimy sobie wyobrazić bólu po śmierci kogoś bliskiego. Nic i nikt nie poruszyło mnie do takiego stopnia, że miałam ochotę usiąść i płakać. Jestem chyba zbyt empatyczną osobą, nie sądzicie? Patrząc na to, jak bardzo przejmuję się ocenami Yami i Janette... Tak, bardzo.
I w sumie po tych filmikach zastanawiałam się, czy dobrze wybrałam sobie ulubieńca w vistlip.
Odpowiem sama sobie: Adawinry Chou Kurineko, to był jeden z twoich najlepszych wyborów w twym marnym życiu.
sobota, 28 września 2013
Angielski
Wczoraj poszłam po raz pierwszy na dodatkowy angielski. Powiem tak: nauczyłam się przez te dwie godziny więcej, niż przez kilkanaście lat nauki. Nauczyciel jest genialny, potrafi wszystko wytłumaczyć łopatologicznie. Czułam się tak, jak Edward Elric, gdy otworzył Bramę Prawdy. Głowa mało nie eksplodowała mi od informacji. Ale było fajnie. Ludzie nie chcieli się integrować, więc nie musiałam nawiązywać niepotrzebnych znajomości.
niedziela, 8 września 2013
Psychofanizm
Kiedyś, dawno temu, podawałam wam linka do strony o Isshim. I tak w sumie, to było jakieś dwa lata temu.
Pół roku temu zajrzałam na tę stronę. Były przetłumaczone ze trzy płyty, kilka singli i parę losowych piosenek.
Dzisiaj też tam zajrzałam. I co? I wszystko. Każdy jeden tekst jest przetłumaczony. Plus większość opowiadań i wywiadów.
Powiem tak - ta strona jest prowadzona dobrze, ale... Aż za dobrze. Ta dziewczyna przetłumaczyła ponad sto tekstów! Isshiego! Wiecie, jak on pisał? Używał mnóstwa archaicznych znaków, metafor, nawiązań... Każdy normalny człowiek podda się po kilku tekstach.
Poza tym - wywiady. Jeśli wywiadu udzielili tylko np. Izumi i Shin albo Nao i Akiya, to go tam nie zobaczysz. W wywiadzie MUSI być Isshi, bo to jest strona O NIM.
Naprawdę, ludzie, Kagrra, to nie tylko Isshi. To też Akiya, Shin, Izumi i Nao. Zrozumcie to w końcu.
Ta strona byłaby fajna. Nie ociekałaby psychofanizmem, gdyby... No właśnie. Jak to powinno być?
Po pierwsze: Strona powinna być o całej Kagrrze,, a nie tylko o jednym muzyku.
Po drugie: Tę stronę powinno prowadzić kilkanaście osób. Siedem tłumaczyłoby albumy, dwie mini albumy, dwie teksty Crow i shiki project, a reszta single. Potem wszyscy podzieliliby się opowiadaniami i wywiadami. Wyszło by szybciej, lepiej i mniej psychofanicznie, a wszyscy tłumacze mieliby życie, a nie tylko ekspienie w teksty.
I to tyle. Ale jeśli ktoś chce mieć ołtarzyk i być psychofanką - jego sprawa. Mi mogą jedynie ręce opaść z bezsilności nad ludzką głupotą.
Pół roku temu zajrzałam na tę stronę. Były przetłumaczone ze trzy płyty, kilka singli i parę losowych piosenek.
Dzisiaj też tam zajrzałam. I co? I wszystko. Każdy jeden tekst jest przetłumaczony. Plus większość opowiadań i wywiadów.
Powiem tak - ta strona jest prowadzona dobrze, ale... Aż za dobrze. Ta dziewczyna przetłumaczyła ponad sto tekstów! Isshiego! Wiecie, jak on pisał? Używał mnóstwa archaicznych znaków, metafor, nawiązań... Każdy normalny człowiek podda się po kilku tekstach.
Poza tym - wywiady. Jeśli wywiadu udzielili tylko np. Izumi i Shin albo Nao i Akiya, to go tam nie zobaczysz. W wywiadzie MUSI być Isshi, bo to jest strona O NIM.
Naprawdę, ludzie, Kagrra, to nie tylko Isshi. To też Akiya, Shin, Izumi i Nao. Zrozumcie to w końcu.
Ta strona byłaby fajna. Nie ociekałaby psychofanizmem, gdyby... No właśnie. Jak to powinno być?
Po pierwsze: Strona powinna być o całej Kagrrze,, a nie tylko o jednym muzyku.
Po drugie: Tę stronę powinno prowadzić kilkanaście osób. Siedem tłumaczyłoby albumy, dwie mini albumy, dwie teksty Crow i shiki project, a reszta single. Potem wszyscy podzieliliby się opowiadaniami i wywiadami. Wyszło by szybciej, lepiej i mniej psychofanicznie, a wszyscy tłumacze mieliby życie, a nie tylko ekspienie w teksty.
I to tyle. Ale jeśli ktoś chce mieć ołtarzyk i być psychofanką - jego sprawa. Mi mogą jedynie ręce opaść z bezsilności nad ludzką głupotą.
czwartek, 5 września 2013
Ai wa baka desu
Wiecie, dużo razy byłam zakochana. Naukowcy odkryli, że zazwyczaj człowiek zakochuje się 7 razy w życiu. Haha, ja dobiłam już do 10, a mam dopiero 18 lat. Chociaż, jak to stwierdziła Hana, "Siedem razy kochałaś się w chłopcach, teraz czas na dziewczyny". I miała rację.
Ale zazwyczaj działało to tak, że ja kochałam, a ten ktoś nie.
Zawsze to ktoś był tym/tą złą, kto widział lub nie, że go kocham. To ten ktoś nosił ciężar mojej miłości, albo nawet w ogóle nie był tego świadomy.
"Zakochani widzą wszystko, oprócz swoich spojrzeń".
No właśnie. To bardzo dobry sposób na odkrycie, czy się kogoś kocha. Jeśli zacznie do ciebie wzdychać, a ty to zauważysz, to nie jest dla niego dobrze. Bo to oznacza, że traktujesz tę osobę jako przyjaciela, jako rodzinę, a nie jako najważniejszą osobę na świecie...
Ale zazwyczaj działało to tak, że ja kochałam, a ten ktoś nie.
Zawsze to ktoś był tym/tą złą, kto widział lub nie, że go kocham. To ten ktoś nosił ciężar mojej miłości, albo nawet w ogóle nie był tego świadomy.
"Zakochani widzą wszystko, oprócz swoich spojrzeń".
No właśnie. To bardzo dobry sposób na odkrycie, czy się kogoś kocha. Jeśli zacznie do ciebie wzdychać, a ty to zauważysz, to nie jest dla niego dobrze. Bo to oznacza, że traktujesz tę osobę jako przyjaciela, jako rodzinę, a nie jako najważniejszą osobę na świecie...
niedziela, 28 lipca 2013
Nauka pisowni imion japońskich
Dzień dobry. Jak pisałam na Tumblrze, zauważyłam, że większość ludzi ma problem z odmianą niektórych imion japońskich muzyków oraz z pisaniem apostrofów. Dlatego służę wam pomocą. :)
Zajmijmy się imionami kończącymi się na “i", bo z tym jest największy problem.
Podam dwa podobne imiona: Kai i Kei. Wypowiedzcie je na głos. Co słyszycie na końcu? Otóż na końcu imienia Kai słychać wyraźnie “i", na końcu imienia Kei - “j". W takim razie odmieniamy:
Mianownik: Kai, Kei
Dopełniacz: Kaiego, Keia
Celownik: Kaiemu, Keiowi
Biernik: Kaiego, Keia
Narzędnik: Kaim, Keiem
Miejscownik: Kaim, Keiu
Weźmy drugą parę: Mai i Dai. I tak samo. Mai, Maiego, Maiemu, Maiego, Maim, Maim oraz Dai, Daia, Daiowi, Daia, Daiem, Daiu.
Przejdźmy teraz do apostrofów. Jeśli mamy imię Izumi, to piszemy normalnie Izumiego, Izumiemu itd. Jeśli jednak imię kończy się na “y", np. Shindy, to wstawiamy apostrof - Shindy’ego, Shindy’emu. Tak samo postępujemy w przypadku np. imienia Die, czyli odmieniamy Die’a, Die’owi.
O tych zasadach mówiła mi moja polonistka, bo sama w pewnym momencie się pogubiłam i po prostu poszłam do niej po radę. :)
Dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że trochę wam pomogłam.
Zajmijmy się imionami kończącymi się na “i", bo z tym jest największy problem.
Podam dwa podobne imiona: Kai i Kei. Wypowiedzcie je na głos. Co słyszycie na końcu? Otóż na końcu imienia Kai słychać wyraźnie “i", na końcu imienia Kei - “j". W takim razie odmieniamy:
Mianownik: Kai, Kei
Dopełniacz: Kaiego, Keia
Celownik: Kaiemu, Keiowi
Biernik: Kaiego, Keia
Narzędnik: Kaim, Keiem
Miejscownik: Kaim, Keiu
Weźmy drugą parę: Mai i Dai. I tak samo. Mai, Maiego, Maiemu, Maiego, Maim, Maim oraz Dai, Daia, Daiowi, Daia, Daiem, Daiu.
Przejdźmy teraz do apostrofów. Jeśli mamy imię Izumi, to piszemy normalnie Izumiego, Izumiemu itd. Jeśli jednak imię kończy się na “y", np. Shindy, to wstawiamy apostrof - Shindy’ego, Shindy’emu. Tak samo postępujemy w przypadku np. imienia Die, czyli odmieniamy Die’a, Die’owi.
O tych zasadach mówiła mi moja polonistka, bo sama w pewnym momencie się pogubiłam i po prostu poszłam do niej po radę. :)
Dziękuję za uwagę, mam nadzieję, że trochę wam pomogłam.
poniedziałek, 22 lipca 2013
Głupia potrzeba
Mam głupią potrzebę bycia szczęśliwą.
Śmieszne, prawda?
Przecież niby jestem szczęśliwa. Niby to wszystko, co mnie otacza, daje mi to głupie szczęście.
Problem polega na tym, że chciałabym się nim z kimś podzielić.
To tak trudno zrozumieć? To, że chcę mieć do kogo się przytulać, do kogo wysyłać wiadomości o treści "Dzień dobry" i "Dobranoc"? Komu będę mogła powiedzieć "Kocham cię?" Kto nie jest moim przyjacielem/przyjaciółką ani nie jest z mojej rodziny?
Tęsknię za czymś, czego nigdy tak naprawdę nie miałam. Czasem mam wrażenie, że to dla mnie nieosiągalne. Bo nie jestem piękna, bo mam trudny charakter, bo wolę kupić sobie czekoladę od tony kosmetyków. Lubię jeść. Lubię słuchać "dziwnej" muzyki. Lubię być sobą, a jestem kompletną wariatką i to pewnie ludzi tak ode mnie odrzuca. Czasem mam wrażenie, że ludzie naprawdę potrafią mnie lubić, nie lubić i nienawidzić, a o kochaniu nie ma mowy. No chyba, że to ktoś z mojej rodziny.
Ostatnio się dowiedziałam, że Rei starała się o mnie trzy miesiące. A zerwała ze mną po tygodniu. Jaki w tym sens? I dlaczego niby mnie pokochała?
Ludzie się dziwią, że ja się do wszystkich tulę. Ledwo go poznam, a ja już się przyklejam. Wiecie, dlaczego tak robię?
Bo lubię czuć ciepło ciała drugiego człowieka. Bo lubię słyszeć, jak bije mu serce. Bo czuję się wtedy dziwnie bezpieczna. Bo nie czuję się samotna.
A wiecie, dlaczego piszę tyle fików?
Właśnie dlatego. Dlatego, że sama pragnę, by ktoś pokochał mnie tak, jak kochają siebie jrockowcy w moich opowiadaniach.
Głupia potrzeba małej, szarej myszki.
Tak łatwo, a jednocześnie tak trudno osiągalna.
Śmieszne, prawda?
Przecież niby jestem szczęśliwa. Niby to wszystko, co mnie otacza, daje mi to głupie szczęście.
Problem polega na tym, że chciałabym się nim z kimś podzielić.
To tak trudno zrozumieć? To, że chcę mieć do kogo się przytulać, do kogo wysyłać wiadomości o treści "Dzień dobry" i "Dobranoc"? Komu będę mogła powiedzieć "Kocham cię?" Kto nie jest moim przyjacielem/przyjaciółką ani nie jest z mojej rodziny?
Tęsknię za czymś, czego nigdy tak naprawdę nie miałam. Czasem mam wrażenie, że to dla mnie nieosiągalne. Bo nie jestem piękna, bo mam trudny charakter, bo wolę kupić sobie czekoladę od tony kosmetyków. Lubię jeść. Lubię słuchać "dziwnej" muzyki. Lubię być sobą, a jestem kompletną wariatką i to pewnie ludzi tak ode mnie odrzuca. Czasem mam wrażenie, że ludzie naprawdę potrafią mnie lubić, nie lubić i nienawidzić, a o kochaniu nie ma mowy. No chyba, że to ktoś z mojej rodziny.
Ostatnio się dowiedziałam, że Rei starała się o mnie trzy miesiące. A zerwała ze mną po tygodniu. Jaki w tym sens? I dlaczego niby mnie pokochała?
Ludzie się dziwią, że ja się do wszystkich tulę. Ledwo go poznam, a ja już się przyklejam. Wiecie, dlaczego tak robię?
Bo lubię czuć ciepło ciała drugiego człowieka. Bo lubię słyszeć, jak bije mu serce. Bo czuję się wtedy dziwnie bezpieczna. Bo nie czuję się samotna.
A wiecie, dlaczego piszę tyle fików?
Właśnie dlatego. Dlatego, że sama pragnę, by ktoś pokochał mnie tak, jak kochają siebie jrockowcy w moich opowiadaniach.
Głupia potrzeba małej, szarej myszki.
Tak łatwo, a jednocześnie tak trudno osiągalna.
czwartek, 18 lipca 2013
"Death is the beginning of eternity"
Two years ago...
Seriously? It's two years?
I don't feel that.
My heart is calm. I think that I accepted that You aren't with us.
One year ago I had full of ideas what I want to write in post about You. But I wrote everything. And now I don't know what.
One year ago I was depressed a few days before 18th July. But this year... I wasn't.
This is good, Isshi? That I'm calm and only little sad?
I think that yes.
So, thank You for everything, Isshi. See You in heaven, my amazing vocalist.
Seriously? It's two years?
I don't feel that.
My heart is calm. I think that I accepted that You aren't with us.
One year ago I had full of ideas what I want to write in post about You. But I wrote everything. And now I don't know what.
One year ago I was depressed a few days before 18th July. But this year... I wasn't.
This is good, Isshi? That I'm calm and only little sad?
I think that yes.
So, thank You for everything, Isshi. See You in heaven, my amazing vocalist.
niedziela, 14 lipca 2013
Kraków, czyli dwie ciapy w jednym domu stały
Kiedy w końcu P(oczekaj)K(iedyś)P(rzyjedziemy) przywiozło mnie z 90 min opóźnieniem, stanęłam na dworcu w Krakowie obwieszona pakunkami. Po kilku minutach zaczęłam pisać smsa do Kann, która pojawiła się pół minuty później z nieśmiałym uśmiechem na twarzy. Obok niej pojawił się jej tata.
Pan Tata: Dzień dobry, jestem tatą Kann.
Ja: Adawinry Kurineko, miło mi.
Później Pan Tata poszedł po jakiegoś kolegę, a my dostałyśmy misję powrotu do domu autobusem. Wyglądało to mniej więcej tak, że ja mówiłam, a Kann kiwała głową i się uśmiechała.
Wyszłyśmy z galerii. Kann dostała smsa. Odpisywała na niego. Na jej drodze stał słup.
Ja: *w myślach* *10 metrów przed słupem* Ona widzi ten słup. *5 metrów przed słupem* Widzi, prawda? *metr przed słupem* Prawda?! *10 centymetrów przed słupem łapie Kann za ramiona i ratuje ją przed spotkaniem pierwszego stopnia ze słupem*
Kann: Co?
Ja: Słup.
Kann: A, dzięki.
Drzwi od mieszkania otworzyła nam Murećka, młodsza siostra Kann, z Larą u boku. Lara jest to duży... Wait, nope. Lara jest największym psem, jakiego widziałam i jednocześnie najspokojniejszym i najleniwszym. I umie pukać do drzwi.
Prócz tego dziewczyny mają też sześć świnek morskich. Edek najpierw każe się głaskać, a potem mnie gryzie, Felek i Franio niby mnie lubią, Józia i Stefcia raczej nie, a chyba jedyną świnką, która naprawdę mnie polubiła, była Lesia. :)
Fakt faktem, później spotkałam mamę dziewczyn.
Ja: Adawinry Kurineko, miło mi.
Pani Mama: Violka.
Tu miałam wtf? na twarzy. Ale spoko, każdy przedstawia się, jak lubi.
Prócz tego poznałam babcię dziewczyn i ich przyjaciółkę (Gabrysia, pozdrawiam cię!).
Spałam na śpiworze i kołdrze. Nogi miałam pod stołem, ale co tam.
Kann otworzyła się następnego dnia, gdy zaczęłyśmy rozmawiać o Shou i ogólnie o Alisu. Dzięki Hide!
Przekonałam ją do wielu zespołów, ona mnie do ani jednego. Wybredna jestem chyba.
Pani Mama robi świetnego kurczaka z ryżem. Mniam po prostu. Mniam.
Ja kontra Pani Babcia:
Pani Babcia: Chcesz coś jeść?
Ja: Nie.
P.B.: *wymienia menu lodówki* To co, zrobić ci coś?
Ja: *po raz 30 przeprowadzając podobną konwersację* Proszę pani, jestem pełnoletnia, jak będę coś chciała, to sama sobie zrobię.
P.B.: O_O *wychodzi z pokoju*
Pan Tata: *zaciesz na twarzy, kciuk podniesiony w górę*
Ja: Like a boss.
Wysłałam Nishi, Yami i Janette pocztówki. I kupiłam sześciokolorowy długopis. XD
Ja i Kann: *śmiejemy się*
Murećka: Boże, wy się nawet tak samo śmiejecie. Weźcie mi dajcie znać, kiedy dzwonić.
Hello, my clone...
Wracałyśmy z dworca. W deszczu. Po tym, jak wysiadłyśmy przystanek dalej, bo drzwi się nie otworzyły. Na środku drogi stało coś czarnego.
Kot?
Pies?
KOBRA?
Nie.
Kalosz.
Wpadłyśmy w taką głupawkę, że mało nie przewróciłyśmy się ze śmiechu na chodnik. Jak można nie zauważyć, że zgubiło się but? XD
Wiecie, że ze słyszenia "mąka, mąka" w "Affection" powstaje pełno wersji wizji Shou w fartuszku i facepalmującego Sagi?
Wiecie, że można mieć ubaw ze ścielenia łóżka i leżenia pod stołem?
Wiecie, że świnki morskie mogą oglądać z wami koncert?
Wiecie, że w Hirołsach możecie stworzyć sobie derpa, który będzie wam przesyłał kasę?
W sumie trudno to tak wszystko opisać. Dużo żartów było sytuacyjnych, dużo wynikało tylko z głupawki.
Chciałabym tam wrócić. Dziewczyny pewnie nadal nie śpią. Pogadałabym z nimi. Pośmiałabym się. A tak u mnie już wszyscy lulają. I towarzyszy mi tylko cisza przerywana chrapaniem kota i muzyką. Chyba powinnam chodzić szybciej spać.
Ciekawe, kiedy tam wrócę.
Chcę jutro.
Dzisiaj.
Za godzinę.
Już.
Tak bardzo.
Pan Tata: Dzień dobry, jestem tatą Kann.
Ja: Adawinry Kurineko, miło mi.
Później Pan Tata poszedł po jakiegoś kolegę, a my dostałyśmy misję powrotu do domu autobusem. Wyglądało to mniej więcej tak, że ja mówiłam, a Kann kiwała głową i się uśmiechała.
Wyszłyśmy z galerii. Kann dostała smsa. Odpisywała na niego. Na jej drodze stał słup.
Ja: *w myślach* *10 metrów przed słupem* Ona widzi ten słup. *5 metrów przed słupem* Widzi, prawda? *metr przed słupem* Prawda?! *10 centymetrów przed słupem łapie Kann za ramiona i ratuje ją przed spotkaniem pierwszego stopnia ze słupem*
Kann: Co?
Ja: Słup.
Kann: A, dzięki.
Drzwi od mieszkania otworzyła nam Murećka, młodsza siostra Kann, z Larą u boku. Lara jest to duży... Wait, nope. Lara jest największym psem, jakiego widziałam i jednocześnie najspokojniejszym i najleniwszym. I umie pukać do drzwi.
Prócz tego dziewczyny mają też sześć świnek morskich. Edek najpierw każe się głaskać, a potem mnie gryzie, Felek i Franio niby mnie lubią, Józia i Stefcia raczej nie, a chyba jedyną świnką, która naprawdę mnie polubiła, była Lesia. :)
Fakt faktem, później spotkałam mamę dziewczyn.
Ja: Adawinry Kurineko, miło mi.
Pani Mama: Violka.
Tu miałam wtf? na twarzy. Ale spoko, każdy przedstawia się, jak lubi.
Prócz tego poznałam babcię dziewczyn i ich przyjaciółkę (Gabrysia, pozdrawiam cię!).
Spałam na śpiworze i kołdrze. Nogi miałam pod stołem, ale co tam.
Kann otworzyła się następnego dnia, gdy zaczęłyśmy rozmawiać o Shou i ogólnie o Alisu. Dzięki Hide!
Przekonałam ją do wielu zespołów, ona mnie do ani jednego. Wybredna jestem chyba.
Pani Mama robi świetnego kurczaka z ryżem. Mniam po prostu. Mniam.
Ja kontra Pani Babcia:
Pani Babcia: Chcesz coś jeść?
Ja: Nie.
P.B.: *wymienia menu lodówki* To co, zrobić ci coś?
Ja: *po raz 30 przeprowadzając podobną konwersację* Proszę pani, jestem pełnoletnia, jak będę coś chciała, to sama sobie zrobię.
P.B.: O_O *wychodzi z pokoju*
Pan Tata: *zaciesz na twarzy, kciuk podniesiony w górę*
Ja: Like a boss.
Wysłałam Nishi, Yami i Janette pocztówki. I kupiłam sześciokolorowy długopis. XD
Ja i Kann: *śmiejemy się*
Murećka: Boże, wy się nawet tak samo śmiejecie. Weźcie mi dajcie znać, kiedy dzwonić.
Hello, my clone...
Wracałyśmy z dworca. W deszczu. Po tym, jak wysiadłyśmy przystanek dalej, bo drzwi się nie otworzyły. Na środku drogi stało coś czarnego.
Kot?
Pies?
KOBRA?
Nie.
Kalosz.
Wpadłyśmy w taką głupawkę, że mało nie przewróciłyśmy się ze śmiechu na chodnik. Jak można nie zauważyć, że zgubiło się but? XD
Wiecie, że ze słyszenia "mąka, mąka" w "Affection" powstaje pełno wersji wizji Shou w fartuszku i facepalmującego Sagi?
Wiecie, że można mieć ubaw ze ścielenia łóżka i leżenia pod stołem?
Wiecie, że świnki morskie mogą oglądać z wami koncert?
Wiecie, że w Hirołsach możecie stworzyć sobie derpa, który będzie wam przesyłał kasę?
W sumie trudno to tak wszystko opisać. Dużo żartów było sytuacyjnych, dużo wynikało tylko z głupawki.
Chciałabym tam wrócić. Dziewczyny pewnie nadal nie śpią. Pogadałabym z nimi. Pośmiałabym się. A tak u mnie już wszyscy lulają. I towarzyszy mi tylko cisza przerywana chrapaniem kota i muzyką. Chyba powinnam chodzić szybciej spać.
Ciekawe, kiedy tam wrócę.
Chcę jutro.
Dzisiaj.
Za godzinę.
Już.
Tak bardzo.
niedziela, 30 czerwca 2013
Kilka krótkich scenek
Babcia: *na cmentarzu* O, patrz, jaki ładny nagrobek. *po chwili* Pamiętaj, jak ja ten, to chcę taką Bozię.
Adawinry: *mentalny facepalm* Wiedziałam, że powiesz coś, co będzie się zaczynało od "Pamiętaj, jak umrę, to..." od momentu, jak spojrzałaś na ten pomnik.
Babcia: Ale ja nie powiedziałam słowa "umrę"!
Adawinry: Ale powiedziałaś w domyśle. Wiem, co znaczy "Jak ja ten".
Babcia: *dziki, histeryczny śmiech*
*w radio leci O.N.A."
Pani Ewa: *do Pana Andrzeja* Weź przełącz to bobkowanie.
Adawinry: Eee co?
Pani Ewa: Bobkowanie. Tylko pyska drą, nic więcej.
Adawinry: =.=
Pan Andrzej: *przełącza na jakiś słodki, komercyjny popik*
Pani Ewa: I to jest muzyka.
Adawinry: OoO
*po obiedzie*
Babcia: Mariusz, rób kawę, Zygmuś, postaw stół z powrotem pod ścianę, a ja se siądę i nawet nogą nie merdnę.
Adawinry: *dziki śmiech*
Adawinry: *mentalny facepalm* Wiedziałam, że powiesz coś, co będzie się zaczynało od "Pamiętaj, jak umrę, to..." od momentu, jak spojrzałaś na ten pomnik.
Babcia: Ale ja nie powiedziałam słowa "umrę"!
Adawinry: Ale powiedziałaś w domyśle. Wiem, co znaczy "Jak ja ten".
Babcia: *dziki, histeryczny śmiech*
*w radio leci O.N.A."
Pani Ewa: *do Pana Andrzeja* Weź przełącz to bobkowanie.
Adawinry: Eee co?
Pani Ewa: Bobkowanie. Tylko pyska drą, nic więcej.
Adawinry: =.=
Pan Andrzej: *przełącza na jakiś słodki, komercyjny popik*
Pani Ewa: I to jest muzyka.
Adawinry: OoO
*po obiedzie*
Babcia: Mariusz, rób kawę, Zygmuś, postaw stół z powrotem pod ścianę, a ja se siądę i nawet nogą nie merdnę.
Adawinry: *dziki śmiech*
niedziela, 21 kwietnia 2013
Sny
Noc z czwartku na piątek
Śniło mi się, że oglądałam jakiś program. Prowadzili go Shou, Shini i Akiya. Shou i Shini gadali, a Akiya się nudził. W sumie norma.
Śmieszne w tym śnie było to, że występowali w nim wszyscy, którzy kiedykolwiek byli w PSC - Kagrra,, Alice Nine, Kra, Gazette, Miyavi, SuG, Screw, ale także D=OUT, ViViD i Born. Zobaczyć Maiego i Taizo w jednym miejscu - wtf? na twarzy murowane. Albo Mitsuru i Shinpeia...
Noc z piątku na sobotę
Tym razem śniła mi się jakaś bitwa zespołów. Pamiętam tylko, że całość prowadził Mały, a Gazette przegrało. Reszta gdzieś tam się przewijała.
Noc z soboty na niedzielę
Ten sen przebił na głowę wszystkie poprzednie. Śniło mi się, że oglądałam jakieś filmy typu "Battle Royale" czy inne "Igrzyska Śmierci". Ludzie biegali, zabijali się, ćwiartowali, cięli i przekłuwali. Ogólnie mój mózg chyba miał zapotrzebowanie na krew, bo była wszędzie.
A pomiędzy oglądaniem tych filmów przeszłam się do starej sypialni Babci. Babcia miała kiedyś takie wielkie łóżko, na którym spokojnie mogły przespać się trzy osoby. Zajrzałam do pomieszczenia i kogo zobaczyłam? Tia, właśnie. Izumiego, Akiyę i Isshiego śpiących obok siebie. Dlaczego oni? Poza tym, było to oczywiście dla mnie kompletnie normalne. Akiya stwierdził chyba, że łóżko jest jednak dwuosobowe i w pięknym stylu zrzucił Isshiego na podłogę, nawet się przy tym nie budząc. I tu zaczyna się najlepsze.
Isshi wstał, ominął mnie tak, jakbym wcale tam nie stała i poszedł do kuchni... A przynajmniej powinien znaleźć się w kuchni po otwarciu tamtych drzwi. Oczywiście polazłam za nim i zobaczyłam dwuosobowe łóżko, w którym w najlepsze spali sobie Nao i Shin. W taki sposób dowiedziałam się, gdzie jest reszta Kagrry,. Zaczęłam się zastanawiać, jak Isshi chce się tam zmieścić, ale on mi to łopatologicznie wytłumaczył, biorąc Shina na ręce i przenosząc go do sypialni. Położył go obok Izumiego i wrócił do tamtego pokoju. Po czym zasnął obok Nao.
Co zrobiłam ja? Poszłam dalej oglądać te chore filmy. Przecież to, co widziałam, było absolutnie normalne, prawda?
Śniło mi się, że oglądałam jakiś program. Prowadzili go Shou, Shini i Akiya. Shou i Shini gadali, a Akiya się nudził. W sumie norma.
Śmieszne w tym śnie było to, że występowali w nim wszyscy, którzy kiedykolwiek byli w PSC - Kagrra,, Alice Nine, Kra, Gazette, Miyavi, SuG, Screw, ale także D=OUT, ViViD i Born. Zobaczyć Maiego i Taizo w jednym miejscu - wtf? na twarzy murowane. Albo Mitsuru i Shinpeia...
Noc z piątku na sobotę
Tym razem śniła mi się jakaś bitwa zespołów. Pamiętam tylko, że całość prowadził Mały, a Gazette przegrało. Reszta gdzieś tam się przewijała.
Noc z soboty na niedzielę
Ten sen przebił na głowę wszystkie poprzednie. Śniło mi się, że oglądałam jakieś filmy typu "Battle Royale" czy inne "Igrzyska Śmierci". Ludzie biegali, zabijali się, ćwiartowali, cięli i przekłuwali. Ogólnie mój mózg chyba miał zapotrzebowanie na krew, bo była wszędzie.
A pomiędzy oglądaniem tych filmów przeszłam się do starej sypialni Babci. Babcia miała kiedyś takie wielkie łóżko, na którym spokojnie mogły przespać się trzy osoby. Zajrzałam do pomieszczenia i kogo zobaczyłam? Tia, właśnie. Izumiego, Akiyę i Isshiego śpiących obok siebie. Dlaczego oni? Poza tym, było to oczywiście dla mnie kompletnie normalne. Akiya stwierdził chyba, że łóżko jest jednak dwuosobowe i w pięknym stylu zrzucił Isshiego na podłogę, nawet się przy tym nie budząc. I tu zaczyna się najlepsze.
Isshi wstał, ominął mnie tak, jakbym wcale tam nie stała i poszedł do kuchni... A przynajmniej powinien znaleźć się w kuchni po otwarciu tamtych drzwi. Oczywiście polazłam za nim i zobaczyłam dwuosobowe łóżko, w którym w najlepsze spali sobie Nao i Shin. W taki sposób dowiedziałam się, gdzie jest reszta Kagrry,. Zaczęłam się zastanawiać, jak Isshi chce się tam zmieścić, ale on mi to łopatologicznie wytłumaczył, biorąc Shina na ręce i przenosząc go do sypialni. Położył go obok Izumiego i wrócił do tamtego pokoju. Po czym zasnął obok Nao.
Co zrobiłam ja? Poszłam dalej oglądać te chore filmy. Przecież to, co widziałam, było absolutnie normalne, prawda?
czwartek, 4 kwietnia 2013
Alice Nine jest genialne, a Sadie zmierza w złym kierunku, czyli recenzja teledysków
Wolę być Number Six, niż Undead i wciąż to sobie uświadamiam.
Żeby było po równo, wezmę po dwa PV każdego zespołu.
Na pierwszy ogień pójdzie "Daybreak".
Słysząc po raz pierwszy tę piosenkę, miałam skojarzenie z takim amerykańskim serialem, w sumie nie wiem, z jakiego powodu. Jednak później przekonałam się, że to takie typowe Alisu, bez żadnych debilnych, orkiestrowych wstawek, jak przy "Gemini". Teledysk mimo braku jakiejkolwiek historii, ogląda się ciekawie, a oni wyglądają genialnie, więc nic nie można mu zarzucić.
Później nadeszło "Shadowplay".
Jak usłyszałam początek tej piosenki, to mnie zmroziło. Odbiło mi się "Gemini", palce zmarzły momentalnie i miałam ochotę krzyczeć, bo byłam pewna, że cała piosenka pozostanie w takim nudnym, wolnym tempie, ni to ballada, ni to coś szybszego. Jednakże...
Huknęło. Może nie jakoś mocno, ale na tyle, by obudzić mnie ze stanu na pograniczu choroby sierocej, w którą nie wpadłam jedynie przez Sagę i Shou siedzących plecami do siebie (nie wiem, czemu, ale taki motyw rusza mnie bardziej od całowania się na scenie). Przez następne minuty wlepiałam się w Sagę grającego na fortepianie, Shou wykonującego trochę znajome mi ruchy, wciąż blondwłosego Hiroto, który niedługo skończy jak Kyo i będzie musiał ściąć włosy na zero, super ekstra przystojnego Torę i Nao, na widok którego zapierało mi dech w piersiach i nie wiedziałam zbytnio, jak się nazywam. Poza tym, kontrast między ciemnym tłem teledysku, a kwiatami pojawiającymi się za Alisiakami był, krótko mówiąc, genialny.
Jednakże, później obejrzałam dwa PV Sadie - do "Setsugekki" i do "Madary".
"Setsugekka" jest piosenką, która nagle zwalnia. To tak, jakby biec coraz szybciej i szybciej, a potem gwałtownie się zatrzymać. Można się wtedy przewrócić, siła pędu po prostu zwala nas z nóg. I tak właśnie robi "Setsugekka". Zwala z nóg, a ja, siedząc na podłodze, walę się ręką w twarz. Ale to jeszcze da się wytrzymać. Za to Kei w krótkich włosach jest kompletnie nieatrakcyjnym widokiem i najlepiej niech założy sobie worek na głowę, bo innego sposobu nie widzę.
A "Madara"? "Madara" to najgorsza piosenka, jaką kiedykolwiek nagrało Sadie. PV zaś mogę określić jako podrzędny horror autorstwa Sadie en grey, bo takie schizy to są tylko w teledyskach Dira. Jedynymi plusami są Tsurugi i Kei, który wtedy jeszcze miał długie włosy i wyglądał tak, że zwalało z nóg w tym dobrym sensie.
I dzięki temu po raz kolejny uświadomiłam sobie, dlaczego Alisu jest na trzecim miejscu w moim rankingu, a Sadie na ósmym. Bardzo dobrze to sobie uświadomiłam.
Żeby było po równo, wezmę po dwa PV każdego zespołu.
Na pierwszy ogień pójdzie "Daybreak".
Słysząc po raz pierwszy tę piosenkę, miałam skojarzenie z takim amerykańskim serialem, w sumie nie wiem, z jakiego powodu. Jednak później przekonałam się, że to takie typowe Alisu, bez żadnych debilnych, orkiestrowych wstawek, jak przy "Gemini". Teledysk mimo braku jakiejkolwiek historii, ogląda się ciekawie, a oni wyglądają genialnie, więc nic nie można mu zarzucić.
Później nadeszło "Shadowplay".
Jak usłyszałam początek tej piosenki, to mnie zmroziło. Odbiło mi się "Gemini", palce zmarzły momentalnie i miałam ochotę krzyczeć, bo byłam pewna, że cała piosenka pozostanie w takim nudnym, wolnym tempie, ni to ballada, ni to coś szybszego. Jednakże...
Huknęło. Może nie jakoś mocno, ale na tyle, by obudzić mnie ze stanu na pograniczu choroby sierocej, w którą nie wpadłam jedynie przez Sagę i Shou siedzących plecami do siebie (nie wiem, czemu, ale taki motyw rusza mnie bardziej od całowania się na scenie). Przez następne minuty wlepiałam się w Sagę grającego na fortepianie, Shou wykonującego trochę znajome mi ruchy, wciąż blondwłosego Hiroto, który niedługo skończy jak Kyo i będzie musiał ściąć włosy na zero, super ekstra przystojnego Torę i Nao, na widok którego zapierało mi dech w piersiach i nie wiedziałam zbytnio, jak się nazywam. Poza tym, kontrast między ciemnym tłem teledysku, a kwiatami pojawiającymi się za Alisiakami był, krótko mówiąc, genialny.
Jednakże, później obejrzałam dwa PV Sadie - do "Setsugekki" i do "Madary".
"Setsugekka" jest piosenką, która nagle zwalnia. To tak, jakby biec coraz szybciej i szybciej, a potem gwałtownie się zatrzymać. Można się wtedy przewrócić, siła pędu po prostu zwala nas z nóg. I tak właśnie robi "Setsugekka". Zwala z nóg, a ja, siedząc na podłodze, walę się ręką w twarz. Ale to jeszcze da się wytrzymać. Za to Kei w krótkich włosach jest kompletnie nieatrakcyjnym widokiem i najlepiej niech założy sobie worek na głowę, bo innego sposobu nie widzę.
A "Madara"? "Madara" to najgorsza piosenka, jaką kiedykolwiek nagrało Sadie. PV zaś mogę określić jako podrzędny horror autorstwa Sadie en grey, bo takie schizy to są tylko w teledyskach Dira. Jedynymi plusami są Tsurugi i Kei, który wtedy jeszcze miał długie włosy i wyglądał tak, że zwalało z nóg w tym dobrym sensie.
I dzięki temu po raz kolejny uświadomiłam sobie, dlaczego Alisu jest na trzecim miejscu w moim rankingu, a Sadie na ósmym. Bardzo dobrze to sobie uświadomiłam.
czwartek, 21 marca 2013
Dzisiejsza młodzież i ich "problemy"
W dzisiejszym poście nie będę rozpisywać się na temat prawdziwych problemów, typu patologia w rodzinie, brak pieniędzy czy niezrozumienie rówieśników. Zajmę się raczej tzw. "sztucznymi problemami".
Wiecie, jakie ja mam sztuczne problemy? A to się zastanawiam, co wrzucić do winampa, a to mi za cicho, to za głośno, to znów nie mogę znaleźć płyty albo w domu nie ma nic słodkiego. Moi rówieśnicy (choć nie wszyscy) mają inne "problemy".
Dzisiaj czytałam na profilu klasowym dyskusję na temat, czy iść się nachlać do Tsundere czy do Rzeżuchy. Wygrał Rzeżucha, choć Tsundere twierdziła, iż ma dwie łazienki, a jedna jest przeznaczona do rzygania.
Dzisiejsza młodzież pragnie się tylko narąbać. Nie napić, a narąbać tak bardzo, aż urwie im się film, zaczną rzygać, wpadną pod stół, a następnego dnia obudzą się z TAKIM kacem. Największy "problem" to gdzie dostać alkohol i jak się narąbać, żeby rodzice nie zauważyli. Właśnie. Nie wyobrażam sobie mojej Mamy, mamy Nishi, czy Krystka, która puszcza płazem fakt, iż dziecko wróciło do domu późną nocą i nie podlatuje do niego sprawdzić, czy nie jest aby pijane. Dzisiejsi rodzice mają w głębokim poważaniu to, co dzieje się z ich dziećmi. A potem się właśnie takie sytuacje pojawiają.
Kolejnym "problemem" jest to, jak zapalić, by nikt tego nie zauważył. Co obok kogoś przechodzę po długiej przerwie, czuję woń papierosów. I naprawdę nikt tego nie zauważa? Rodzice nie czują, jak ubrania ich dzieci śmierdzą? To co? Nie czują, nie widzą... Jakie jeszcze zmysły utracili?
No i oczywiście kolejny "problem" - jak zaliczyć, żeby nie wpaść. Na którymś Polsacie leci nawet program o nieletnich matkach, to samo jest na MTV, nie mówiąc już o tym, że w zeszłym roku w mojej szkole było 15 dziewczyn w ciąży! W tym roku jeszcze żadnej nie przyuważyłam, aż dziwne. Ja mam już 18 lat, a nadal nie myślę o tym, by iść z kimkolwiek do łóżka. No może z jakąś dziewczyną, z tego chociaż dzieci nie będzie.
Ach, no i snobizm się szerzy. Jak słyszę, że "dostali TYLKO 300zł na Święta i nie mogą sobie kupić iphona, ipada, tableta", to mnie coś strzela! Ja dostałam 300zł na Święta, owszem. Kupiłam za to dwie wersje singla 168 -one sixty eight- i jestem zadowolona. Nie mam dotykowego telefonu, nie mam tableta, nie mam ipada, nie mam iphona. Mam jedynie laptop za swoje pieniążki, odkładane przez kilka dobrych lat. Albo kupowanie 1000 par butów, bluzek i tak dalej. Ja kupuję buty tylko wtedy, kiedy poprzednie nie nadają się już do użytku. Nie mam butów na każdą okazję.
Poza tym, jak już jesteśmy przy pieniądzach. Galerianki. I galerianie, jak się ostatnio dowiedziałam. "Sprzedajmy swoje ciało za jeansy, będzie fajnie!" Nieważne, że złapią AIDS, kiłę czy jakąś inną chorobę weneryczną, że zajdą w ciążę albo klient będzie zbyt brutalny i dupa, trafią do szpitala. Kolejny piękny "problem" nastolatków - nie mam kasy na jeansy, więc idę się zeszmacić, za przeproszeniem,
No cóż, chyba jednak wolę swoje "problemy", np. GDZIE JEST, DO CHOLERY, PŁYTA MONOLITH?! No bo tydzień już minął, no...
Wiecie, jakie ja mam sztuczne problemy? A to się zastanawiam, co wrzucić do winampa, a to mi za cicho, to za głośno, to znów nie mogę znaleźć płyty albo w domu nie ma nic słodkiego. Moi rówieśnicy (choć nie wszyscy) mają inne "problemy".
Dzisiaj czytałam na profilu klasowym dyskusję na temat, czy iść się nachlać do Tsundere czy do Rzeżuchy. Wygrał Rzeżucha, choć Tsundere twierdziła, iż ma dwie łazienki, a jedna jest przeznaczona do rzygania.
Dzisiejsza młodzież pragnie się tylko narąbać. Nie napić, a narąbać tak bardzo, aż urwie im się film, zaczną rzygać, wpadną pod stół, a następnego dnia obudzą się z TAKIM kacem. Największy "problem" to gdzie dostać alkohol i jak się narąbać, żeby rodzice nie zauważyli. Właśnie. Nie wyobrażam sobie mojej Mamy, mamy Nishi, czy Krystka, która puszcza płazem fakt, iż dziecko wróciło do domu późną nocą i nie podlatuje do niego sprawdzić, czy nie jest aby pijane. Dzisiejsi rodzice mają w głębokim poważaniu to, co dzieje się z ich dziećmi. A potem się właśnie takie sytuacje pojawiają.
Kolejnym "problemem" jest to, jak zapalić, by nikt tego nie zauważył. Co obok kogoś przechodzę po długiej przerwie, czuję woń papierosów. I naprawdę nikt tego nie zauważa? Rodzice nie czują, jak ubrania ich dzieci śmierdzą? To co? Nie czują, nie widzą... Jakie jeszcze zmysły utracili?
No i oczywiście kolejny "problem" - jak zaliczyć, żeby nie wpaść. Na którymś Polsacie leci nawet program o nieletnich matkach, to samo jest na MTV, nie mówiąc już o tym, że w zeszłym roku w mojej szkole było 15 dziewczyn w ciąży! W tym roku jeszcze żadnej nie przyuważyłam, aż dziwne. Ja mam już 18 lat, a nadal nie myślę o tym, by iść z kimkolwiek do łóżka. No może z jakąś dziewczyną, z tego chociaż dzieci nie będzie.
Ach, no i snobizm się szerzy. Jak słyszę, że "dostali TYLKO 300zł na Święta i nie mogą sobie kupić iphona, ipada, tableta", to mnie coś strzela! Ja dostałam 300zł na Święta, owszem. Kupiłam za to dwie wersje singla 168 -one sixty eight- i jestem zadowolona. Nie mam dotykowego telefonu, nie mam tableta, nie mam ipada, nie mam iphona. Mam jedynie laptop za swoje pieniążki, odkładane przez kilka dobrych lat. Albo kupowanie 1000 par butów, bluzek i tak dalej. Ja kupuję buty tylko wtedy, kiedy poprzednie nie nadają się już do użytku. Nie mam butów na każdą okazję.
Poza tym, jak już jesteśmy przy pieniądzach. Galerianki. I galerianie, jak się ostatnio dowiedziałam. "Sprzedajmy swoje ciało za jeansy, będzie fajnie!" Nieważne, że złapią AIDS, kiłę czy jakąś inną chorobę weneryczną, że zajdą w ciążę albo klient będzie zbyt brutalny i dupa, trafią do szpitala. Kolejny piękny "problem" nastolatków - nie mam kasy na jeansy, więc idę się zeszmacić, za przeproszeniem,
No cóż, chyba jednak wolę swoje "problemy", np. GDZIE JEST, DO CHOLERY, PŁYTA MONOLITH?! No bo tydzień już minął, no...
środa, 27 lutego 2013
Jedziesz na Zero i Tsu, a wracasz z myślami o Puciu-Puciu, czyli The Micro Head 4N'S we Wrocławiu
Gdzieś w listopadzie bodajże dostałam informację od Nishi, że Maifo będzie we Wrocławiu.
The Micro Head 4N'S. Nowy zespół Zero i Tsukasy z Despy. Tam nie ma Karyu. Kutwa.
Fakt faktem, mój wnerw spotęgowało to, że koncert miał być w Firleju.
Nic nie będę widzieć. Wezmę krzesło.
22 lutego, dzień przed koncertem, na który zgodził się mnie i Hanę zawieźć mój Tata, kompletnie nic nie czułam. Ekscytacja sięgnęła minimum, nawet paznokcie malowałam z lekkim znudzeniem.
Dojechaliśmy do Wrocławia po paru przygodach z pokrętnymi drogami. Spotkałam Nishi, która stała z Yuki. Ale po co mi ją przedstawiać, no Winry, przecież sama możesz się domyśleć, że to ona.
Wszyscy ubrani na czarno, a ja w niebieskiej haleczce z lolicim kołnierzykiem.
Oddałam halkę Tacie.
Spotkałyśmy Mrs. Yagami i Kamilę. Znowu. To już chyba trzeci koncert, na którym je widziałam.
Nie było supportu, bo wokalista coś sobie zrobiła.
Maifo wyszło na scenę. Zero z jego uśmiechem na pół twarzy. Tsukasa poważny i przystojny jak zwykle. Shun wyglądający jak pół dupy zza krzaka. Kazuya, którego prawie nie widziałam. I Ricky w muszastych okularach.
Gdzieś na drugiej czy trzeciej piosence Ricky zdjął okulary. Nie miał aż tak mocnego makijażu, jak na zdjęciach. Przez brak obu tych rzeczy odkryliśmy coś dziwnego.
Ricky, który wszędzie rozsiewa mrok i ogólną powagę, okazał się być...
Dzieciakiem.
On nie jest chudy. Nie jest szczupły. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jest trochę przy sobie.
I ma fąfisie, czyli policzki idealne do szczypania i mówienia przy tym "puciu, puciu, ty mój dziubasku ty".
Zero przez chwilę się nie uśmiechał. Biedak spoważniał na moment, a ja z zacieszem na ryju na niego patrzyłam. Dziwnym trafem spojrzał na mnie, uśmiechnął się promiennie, wskazał na mnie i poszedł wgłąb sceny, a ja stałam z wtf? na twarzy przez pół piosenki.
Zero się do mnie uśmiechnął...
Na przedstawieniu zespołu każdy próbował nas czegoś nauczyć po japońsku, Zero się wydarł, a Tsukasa zaśpiewał "Enkę".
Tsukasa. Zaśpiewał. "Enkę". Hidesmaria, umarłam i jestem w niebie.
Tak więc koncert zaczął się od "Hello my clone", a skończył na "I surrender". Więcej grzechów nie pamiętam... Znaczy, utworów.
Rozdawanie autografów poszło szybko. Odkryłam podczas nich Japonię, czyli fakt, że, no wow, Tsukasa jest przystojny. I ma ciepłe i delikatne dłonie, choć bardzo męskie. W ogóle, skąd ta delikatność w dłoniach perkusisty? Krem do rąk czy co?
W łóżku wylądowałam o 6, wstałam o 14.30. Do teraz nie wiem, gdzie powiesić ten plakat.
The Micro Head 4N'S. Nowy zespół Zero i Tsukasy z Despy. Tam nie ma Karyu. Kutwa.
Fakt faktem, mój wnerw spotęgowało to, że koncert miał być w Firleju.
Nic nie będę widzieć. Wezmę krzesło.
22 lutego, dzień przed koncertem, na który zgodził się mnie i Hanę zawieźć mój Tata, kompletnie nic nie czułam. Ekscytacja sięgnęła minimum, nawet paznokcie malowałam z lekkim znudzeniem.
Dojechaliśmy do Wrocławia po paru przygodach z pokrętnymi drogami. Spotkałam Nishi, która stała z Yuki. Ale po co mi ją przedstawiać, no Winry, przecież sama możesz się domyśleć, że to ona.
Wszyscy ubrani na czarno, a ja w niebieskiej haleczce z lolicim kołnierzykiem.
Oddałam halkę Tacie.
Spotkałyśmy Mrs. Yagami i Kamilę. Znowu. To już chyba trzeci koncert, na którym je widziałam.
Nie było supportu, bo wokalista coś sobie zrobiła.
Maifo wyszło na scenę. Zero z jego uśmiechem na pół twarzy. Tsukasa poważny i przystojny jak zwykle. Shun wyglądający jak pół dupy zza krzaka. Kazuya, którego prawie nie widziałam. I Ricky w muszastych okularach.
Gdzieś na drugiej czy trzeciej piosence Ricky zdjął okulary. Nie miał aż tak mocnego makijażu, jak na zdjęciach. Przez brak obu tych rzeczy odkryliśmy coś dziwnego.
Ricky, który wszędzie rozsiewa mrok i ogólną powagę, okazał się być...
Dzieciakiem.
On nie jest chudy. Nie jest szczupły. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jest trochę przy sobie.
I ma fąfisie, czyli policzki idealne do szczypania i mówienia przy tym "puciu, puciu, ty mój dziubasku ty".
Zero przez chwilę się nie uśmiechał. Biedak spoważniał na moment, a ja z zacieszem na ryju na niego patrzyłam. Dziwnym trafem spojrzał na mnie, uśmiechnął się promiennie, wskazał na mnie i poszedł wgłąb sceny, a ja stałam z wtf? na twarzy przez pół piosenki.
Zero się do mnie uśmiechnął...
Na przedstawieniu zespołu każdy próbował nas czegoś nauczyć po japońsku, Zero się wydarł, a Tsukasa zaśpiewał "Enkę".
Tsukasa. Zaśpiewał. "Enkę". Hidesmaria, umarłam i jestem w niebie.
Tak więc koncert zaczął się od "Hello my clone", a skończył na "I surrender". Więcej grzechów nie pamiętam... Znaczy, utworów.
Rozdawanie autografów poszło szybko. Odkryłam podczas nich Japonię, czyli fakt, że, no wow, Tsukasa jest przystojny. I ma ciepłe i delikatne dłonie, choć bardzo męskie. W ogóle, skąd ta delikatność w dłoniach perkusisty? Krem do rąk czy co?
W łóżku wylądowałam o 6, wstałam o 14.30. Do teraz nie wiem, gdzie powiesić ten plakat.
wtorek, 12 lutego 2013
"How to be Kyo"
W pewnym kraju, zwanym Japonią, żył pewien wokalista o imieniu... Wróć, przydomku Kyo. Wszyscy Kyo znali i kochali, a on miał ich w dupie i zasypiał na wywiadach. I pewnego dnia pojawił się Mao. Mao postanowił napisać książkę.
Brawo, wyglądasz jak Kyo!
Mao już chciał wydać książkę, ale Yomi stwierdził, że on to może dopisze coś od siebie, bo kiedyś też próbował coś takiego wydać i mu notatki zostały.
Jak być Kyo? W sumie prosto. Znajdujesz zdjęcie, które ci się podoba.
Patrzysz na Kyo i wyłapujesz różne szczegóły. Robisz sobie taką samą fryzurę, ubierasz się podobnie i...
Ta dam! Wyglądasz jak Kyo. Jeśli jednak potrzebujesz prostszej sztuczki, szukasz po prostu szmaty na mordę, o takiej.
Znalazłeś? No to zakładasz sobie ją na pysk.
Mao już chciał wydać książkę, ale Yomi stwierdził, że on to może dopisze coś od siebie, bo kiedyś też próbował coś takiego wydać i mu notatki zostały.
Potrzebna ci więc ciemna szminka, czarne ubranie, rozjaśniacz i...
No właśnie, jesteś Kyo. Gratuluję.
Tak w ogóle, to prawie każdy wokalista stylizował się na Kyo na początku kariery. Czasem z lepszym efektem, czasem z gorszym.
Dziękuję za uwagę.
wtorek, 22 stycznia 2013
Givuss, czyli dobrego złe początki
Zazwyczaj mówi się "dobre złego początki". Ja w tytule tego posta postanowiłam jednak przekształcić trochę to przysłowie. Dlaczego? Zaraz wyjaśnię.
W skład Givussa wchodziło na początku pięciu muzyków. Jednak po odejściu kolejnego gitarzysty, panowie postanowili grać we czterech. No właśnie. Wokalista Shou, gitarzysta Tora, basista Tsunehito i perkusista Yuu zostali w zespole, nagrali dwa single i epkę, po czym się rozpadli. To właśnie jest ta jedna ze złych rzeczy. Rozpad grupy nie należy bowiem do spraw dobrych, nie jest miły dla fanów, czego jestem nazbyt świadoma. Drugą sprawą, którą należy poddać w dyskusję, jest kompletny brak talentu wokalnego u Shou w tamtych czasach. Mimo mojej sympatii do niego, do Givussa i do ich muzyki, słucham tych kilku piosenek z dużym przymrużeniem oka, a nawet z zamkniętymi. Fakt faktem, zespół przestał istnieć, a panowie... No cóż, każdy poszedł w swoją stronę. I tu zaczynają się te rzeczy dobre.
Shou i Tora postanowili dołączyć do Nao, byłego perkusisty Fatimy i basisty Rush, który założył zespół o nazwie Alice Nine. Niedługo później dołączyli do nich Saga i Hiroto, a zespół zyskał dużą popularność w późniejszych czasach, stając się jednym z najbardziej znanych zespołów Visual Kei. Pragnę zaznaczyć, że nie wskóraliby NIC, gdyby nie Kagrra,. Alice Nine jest tego w zupełności świadome, za każdym razem podkreślają, jak bardzo są Kagrrze, wdzięczni, a nawet skomponowali dla nich w podzięce utwór pt. "Gin no tsuki, kuroi hoshi".
Tsunehito zaś dołączył najpierw do zespołu, który rozpadł się szybciej, niż powstał, a później pozostała mu już bardzo prosta droga do D. Mimo młodego wieku, bądź co bądź jest młodszy od Asagiego o 10 lat, został przyjęty do zespołu. D również zyskało dużą popularność, co zaowocowało wieloma trasami po Japonii i poza nią, panowie zresztą zawitali przecież dwa razy do naszego zadupialskiego kraju i chwała im za to.
Yuu dołączył do zespołu o nazwie Kazoku, a później słuch o nim zaginął. Większość fanów myślała, że perkusista wrócił po prostu do normalnego życia i pracuje teraz w jakimś sklepie. Nic bardziej mylnego! Gdy pewien zespół, zwany THE KIDDIE, zyskał na popularności, fani pyzatego perkusisty dokonali odkrycia : "Yuudai to Yuu. Idiota zmienił sobie przydomek i zrobił nas w balona!" I tak oto Yuudai również znalazł się w dość popularnym zespole.
Żeby było śmiesznie, D to typowe Visual Kei, THE KIDDIE to Oshare Kei, a Alice Nine gra tak raczej pomiędzy jednym i drugim stylem. Nic więc dziwnego, że chłopaki nie mogli się dogadać.
Jednakże, czy tylko ten fakt, iż wszyscy znaleźli się w popularnych zespołach, nawiązuje do "dobra" w tytule posta? Nie! Czy pamiętacie, jak wygląda mój ranking ulubionych zespołów?
1) Kagrra,
2) THE KIDDIE
3) Alice Nine
4) D
Tak więc, widzicie moi drodzy, Givuss był to zły początek czegoś naprawdę bardzo dobrego. Trzech genialnych zespołów, które kocham całym sercem. Dziękuję!
Shou i Tora postanowili dołączyć do Nao, byłego perkusisty Fatimy i basisty Rush, który założył zespół o nazwie Alice Nine. Niedługo później dołączyli do nich Saga i Hiroto, a zespół zyskał dużą popularność w późniejszych czasach, stając się jednym z najbardziej znanych zespołów Visual Kei. Pragnę zaznaczyć, że nie wskóraliby NIC, gdyby nie Kagrra,. Alice Nine jest tego w zupełności świadome, za każdym razem podkreślają, jak bardzo są Kagrrze, wdzięczni, a nawet skomponowali dla nich w podzięce utwór pt. "Gin no tsuki, kuroi hoshi".
Tsunehito zaś dołączył najpierw do zespołu, który rozpadł się szybciej, niż powstał, a później pozostała mu już bardzo prosta droga do D. Mimo młodego wieku, bądź co bądź jest młodszy od Asagiego o 10 lat, został przyjęty do zespołu. D również zyskało dużą popularność, co zaowocowało wieloma trasami po Japonii i poza nią, panowie zresztą zawitali przecież dwa razy do naszego zadupialskiego kraju i chwała im za to.
Yuu dołączył do zespołu o nazwie Kazoku, a później słuch o nim zaginął. Większość fanów myślała, że perkusista wrócił po prostu do normalnego życia i pracuje teraz w jakimś sklepie. Nic bardziej mylnego! Gdy pewien zespół, zwany THE KIDDIE, zyskał na popularności, fani pyzatego perkusisty dokonali odkrycia : "Yuudai to Yuu. Idiota zmienił sobie przydomek i zrobił nas w balona!" I tak oto Yuudai również znalazł się w dość popularnym zespole.
Żeby było śmiesznie, D to typowe Visual Kei, THE KIDDIE to Oshare Kei, a Alice Nine gra tak raczej pomiędzy jednym i drugim stylem. Nic więc dziwnego, że chłopaki nie mogli się dogadać.
Jednakże, czy tylko ten fakt, iż wszyscy znaleźli się w popularnych zespołach, nawiązuje do "dobra" w tytule posta? Nie! Czy pamiętacie, jak wygląda mój ranking ulubionych zespołów?
1) Kagrra,
2) THE KIDDIE
3) Alice Nine
4) D
Tak więc, widzicie moi drodzy, Givuss był to zły początek czegoś naprawdę bardzo dobrego. Trzech genialnych zespołów, które kocham całym sercem. Dziękuję!
sobota, 19 stycznia 2013
Frustracja związana z psychofankami i psychofanami jrocka oraz kpopu
Zacznijmy od tego, że zaskakujący jest fakt, iż zawsze słyszy się "jrock" i "kpop". O wiele rzadziej można usłyszeć o "jpopie", a fanek "krocka" jest tyle, ile fanek Rona z "Harry'ego Pottera". Tak nawiasem mówiąc, ja sama bardzo lubię Rona, jest jedną z moich ulubionych postaci i wkutwia mnie to, jak wszyscy zachwycają się bucowatym Malfoyem, którego ja najchętniej wysłałabym na Sybir.
Wracając do fanek i fanów. Każdy zespół ma fanki i tzw. psychofanki, które rozwalają i niszczą doszczętnie reputację tych pierwszych. Te, że tak to określę, normalne osoby cierpią przez te niekompetentne jednostki egzystencjalne, które nie potrafią się zachować. Co takiego robią psychofanki, że uważamy je za dość dziwne osobniki? No cóż... Zacznijmy może od tego, kogo psychofanki można spotkać najczęściej. Od końca, będzie ciekawiej.
6) Psychofanka [wstaw nazwę zespołu] - Jest to dość rzadko spotykany gatunek. Ja miałam przyjemność poznać tylko jedną, którą na dokładkę nawet lubię, co w sumie jest łatwiejsze, gdy śpi. Hej, Aya, pozdrawiam cię!
5) Psychofanka [tu wstaw nazwę koreańskiego boysbandu] - Psychofanki kpopu robią spam za pomocą wszystkiego, co jest związane z ich idolami. To jest znośne, dopóki ma jakiś sens. Lecz w momencie spamowania jakimś głupim tagiem typu #KoreanStarsComeToPoland, człowiekowi lubiącemu poczytać coś konstruktywnego zaczyna robić się niedobrze. Ktoś tam napisze "Lubię naleśniki". Okej, cieszę się. Lecz jak ktoś po raz pięćdziesiąty ósmy pisze coś w stylu "Wstałam", "Usiadłam", "Jem sałatkę", "Kocham moją mamę", a do tego dołącza ten właśnie tag, to już po prostu mam ochotę znaleźć tego kogoś i go zabić łopatą. Dlaczego? Bo jeśli ktoś napisze taki tag i dołączy do tego kilka słów od siebie, to Twitter nie uzna tego za spam. BOŻE, DLACZEGO JA?!
4) Psychofanka pairingu ToraxSaga - Jest to chyba tak naprawdę najbardziej wkutwiający gatunek. Dla niej reszta Alice Nine to tylko tło dla jej "Torusia i Sagusia", Shou nie potrafi śpiewać, Nao jest aseksualny, a Hiroto to wiewiórka. Rozmowa z nią wygląda mniej więcej tak :
- O, widzę, że lubisz Alisu.
- Nie, nie lubię.
- Nie?
- Nie. Shou i Hiroto to wiewiórki uprawiające obrzydliwy seks, a Nao jest aseksualny.
- To dlaczego...
- Bo Tora i Saga są dla siebie stworzeni.
- Czemu?
- Bo tak! Po prostu są.
- Ale czemu?
- Nie muszę ci tego wyjaśniać.
- Ja mogę ci wyjaśnić, dlaczego lubię jakiś pairing. Podaj tylko przykład.
- Dla mnie pairing SagaxShou i ToraxAkiya są bezsensowne, nie wiem, co ty w nich widzisz.
- [Tu podaję jej pełno argumentów "za" tymi pairingami, których jest dość dużo, więc nie będę ich teraz wypisywać.] A dlaczego sądzisz, że są bezsensowne?
- Serio jeszcze pytasz? Czy nie widzisz, jak Tora patrzy na Sagę? Albo jak Saga jest w nim zakochany?
- No właśnie nie... Zaraz, czy ty odróżniasz prawdę od fikcji?
- Jakiej fikcji? Oni są razem, są dla siebie stworzeni!
- Ekhem...
Koniec rozmowy.
3) Psychofanki Dir en grey - O, to jest ciekawy gatunek. Są mhroczne, klną jak najęte, tną się, wyzywają wszystkich, którzy nie są Kyo, no chyba, że to Die, Toshiya, Shinya i Kaoru. Albo jakaś inna psychofanka.
2) Psychofanki An Cafe - Są takie sŁittaŚne, że aż oczy bolą od patrzenia na ich rUSHowe ciuszki. Przypominają trochę tzw. Decora, jeden ze stylów w japońskiej modzie. Miku jest ich bogiem, reszta to inne bóstwa, a Bou to bogini. Kochają wszystko, co różowe, pastelowe, słodkie i w ogóle.
1) Psychofanki Gazette - O Boże jedyny, tu to dopiero można się nabawić załamania nerwowego. Mówi o Gazette non stop, inne tematy dla niej nie istnieją i najlepiej nie próbować ingerować w bieg rozmowy, bo to nie ma sensu. Wygląda to mniej więcej tak :
- Widziałaś te nowe zdjęcia Gazette?
- Tak, widziałam.
- Czyż Ruki nie wygląda wspaniale? On jest bogiem seksu. Jak się z nim hajtnę, to nasze dzieci będą bożkami seksu, yay!
- Tak, pewnie tak.
- A myślisz, że się obrazi, jak zdradzę go z Uruszką?
- Pewnie zażąda rozwodu.
- Uuu, to niedobrze.
- Ej, a wiesz, poznałam ostatnio nowy zespół.
- Jaki?
- the Raid.. Nawet fajnie grają.
- Każdy zespół z "the" na początku to arcydzieło! Tak jak Gazette. No właśnie, a jak zdradzę Ruksa z Reiciakiem, to się obrazi?
- Ale...
- No dobra, to Kajtkiem.
- Ale...
- Z Aosiem?
- Chciałabym porozmawiać o...
- Wiem, zdradzę go ze wszystkimi! Będę miała piątkę dzieci, każde będzie takie śliczne.
- Ech...
U niej nie ma czegoś takiego, jak inny pairing, niż ona uznaje. Hejtuje wszystkich, którzy widzą inną parę razem, a w jej fanfikach jest tylko seks, seks, seks i jeszcze raz seks. I przekleństwa, dużo przekleństw. Jeśli w jednym zdaniu nie będzie choć jednego przekleństwa, to fik już jest zły. Jak ktoś kogoś nie zgwałci, to też jest zły. Ogólnie każdy fik nieociekający seksem, gdzie bohaterowie nie będą przeklinać i zachowywać się jak upośledzone, zgniłe banany jest zły.
Fakt faktem, psychofanki mają dużo cech wspólnych. Jedną z nich jest kompletne ubóstwianie swoich idoli. Według psychofanek muzycy są nieskazitelnie piękni, zachowują się jak buddyjscy mnisi i Święty Mikołaj razem wzięci, nie mają żadnych wad i są po prostu kochani i przytulaśni. Nie, moi drodzy. Mimo tego, że ja naprawdę kocham Akiyę, to wiem, że on ma wady i wiem, że pewnie są sytuacje, w których potrafi zachować się jak skończony kretyn tudzież ostatni cham.
Oprócz tego, psychofanki kochają wszystko, co jest z ich idolami związane, nawet jeśli on napisał na Twitterze/Amebie, że idzie do kibla. Bo to takie słodkie, że jrockowiec/kpopowiec poszedł się wysrać, Hidesmaria...
Hah, zapomniałam o najważniejszym, czyli traktowaniu muzyków na koncertach. Łapanie za nogi, ręce, włosy, instrumenty, miejsca intymne to norma. Odrywanie kawałków stroju, kradnięcie pierścionków, łańcuszków i bransoletek to też norma. Bicie i kopanie zwykłych fanek, by dostać się do kostki, pałeczki, ręcznika, butelki, które muzycy rzucili w publiczność to też norma! Każde, nawet najbardziej upodabniające do zwierzęcia, zachowanie psychofanki to dla niej norma! Łącznie z całowaniem po rękach, pozdrawiam Ayę po raz drugi.
A spróbuj tylko powiedzieć, że Gazette zachowuje się gwiazdorsko, An Cafe jest dla ciebie zbyt cukierkowe, Dir en grey gra za ciężko, pairing ToraxSaga ci nie odpowiada, a kpop to zło. Uuu, człowieku, właśnie straciłeś życie. Jeszcze ostatnio widziałam stwierdzenie psychofana, że "Każdego muzyka należy szanować". Tak, oczywiście. Jak muzyk nie szanuje mnie, to ja też go szanować nie będę. Przykro mi, ale jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
Smutny jest fakt, że każdy zespół ma ok. 80% fanów i 20% psychofanów, zaś Gazette i An Cafe mają te proporcje na odwrót. Nawet Dir en grey nie jest aż tak pokrzywdzone przez swoich wielbicieli.
Wracając do fanek i fanów. Każdy zespół ma fanki i tzw. psychofanki, które rozwalają i niszczą doszczętnie reputację tych pierwszych. Te, że tak to określę, normalne osoby cierpią przez te niekompetentne jednostki egzystencjalne, które nie potrafią się zachować. Co takiego robią psychofanki, że uważamy je za dość dziwne osobniki? No cóż... Zacznijmy może od tego, kogo psychofanki można spotkać najczęściej. Od końca, będzie ciekawiej.
6) Psychofanka [wstaw nazwę zespołu] - Jest to dość rzadko spotykany gatunek. Ja miałam przyjemność poznać tylko jedną, którą na dokładkę nawet lubię, co w sumie jest łatwiejsze, gdy śpi. Hej, Aya, pozdrawiam cię!
5) Psychofanka [tu wstaw nazwę koreańskiego boysbandu] - Psychofanki kpopu robią spam za pomocą wszystkiego, co jest związane z ich idolami. To jest znośne, dopóki ma jakiś sens. Lecz w momencie spamowania jakimś głupim tagiem typu #KoreanStarsComeToPoland, człowiekowi lubiącemu poczytać coś konstruktywnego zaczyna robić się niedobrze. Ktoś tam napisze "Lubię naleśniki". Okej, cieszę się. Lecz jak ktoś po raz pięćdziesiąty ósmy pisze coś w stylu "Wstałam", "Usiadłam", "Jem sałatkę", "Kocham moją mamę", a do tego dołącza ten właśnie tag, to już po prostu mam ochotę znaleźć tego kogoś i go zabić łopatą. Dlaczego? Bo jeśli ktoś napisze taki tag i dołączy do tego kilka słów od siebie, to Twitter nie uzna tego za spam. BOŻE, DLACZEGO JA?!
4) Psychofanka pairingu ToraxSaga - Jest to chyba tak naprawdę najbardziej wkutwiający gatunek. Dla niej reszta Alice Nine to tylko tło dla jej "Torusia i Sagusia", Shou nie potrafi śpiewać, Nao jest aseksualny, a Hiroto to wiewiórka. Rozmowa z nią wygląda mniej więcej tak :
- O, widzę, że lubisz Alisu.
- Nie, nie lubię.
- Nie?
- Nie. Shou i Hiroto to wiewiórki uprawiające obrzydliwy seks, a Nao jest aseksualny.
- To dlaczego...
- Bo Tora i Saga są dla siebie stworzeni.
- Czemu?
- Bo tak! Po prostu są.
- Ale czemu?
- Nie muszę ci tego wyjaśniać.
- Ja mogę ci wyjaśnić, dlaczego lubię jakiś pairing. Podaj tylko przykład.
- Dla mnie pairing SagaxShou i ToraxAkiya są bezsensowne, nie wiem, co ty w nich widzisz.
- [Tu podaję jej pełno argumentów "za" tymi pairingami, których jest dość dużo, więc nie będę ich teraz wypisywać.] A dlaczego sądzisz, że są bezsensowne?
- Serio jeszcze pytasz? Czy nie widzisz, jak Tora patrzy na Sagę? Albo jak Saga jest w nim zakochany?
- No właśnie nie... Zaraz, czy ty odróżniasz prawdę od fikcji?
- Jakiej fikcji? Oni są razem, są dla siebie stworzeni!
- Ekhem...
Koniec rozmowy.
3) Psychofanki Dir en grey - O, to jest ciekawy gatunek. Są mhroczne, klną jak najęte, tną się, wyzywają wszystkich, którzy nie są Kyo, no chyba, że to Die, Toshiya, Shinya i Kaoru. Albo jakaś inna psychofanka.
2) Psychofanki An Cafe - Są takie sŁittaŚne, że aż oczy bolą od patrzenia na ich rUSHowe ciuszki. Przypominają trochę tzw. Decora, jeden ze stylów w japońskiej modzie. Miku jest ich bogiem, reszta to inne bóstwa, a Bou to bogini. Kochają wszystko, co różowe, pastelowe, słodkie i w ogóle.
1) Psychofanki Gazette - O Boże jedyny, tu to dopiero można się nabawić załamania nerwowego. Mówi o Gazette non stop, inne tematy dla niej nie istnieją i najlepiej nie próbować ingerować w bieg rozmowy, bo to nie ma sensu. Wygląda to mniej więcej tak :
- Widziałaś te nowe zdjęcia Gazette?
- Tak, widziałam.
- Czyż Ruki nie wygląda wspaniale? On jest bogiem seksu. Jak się z nim hajtnę, to nasze dzieci będą bożkami seksu, yay!
- Tak, pewnie tak.
- A myślisz, że się obrazi, jak zdradzę go z Uruszką?
- Pewnie zażąda rozwodu.
- Uuu, to niedobrze.
- Ej, a wiesz, poznałam ostatnio nowy zespół.
- Jaki?
- the Raid.. Nawet fajnie grają.
- Każdy zespół z "the" na początku to arcydzieło! Tak jak Gazette. No właśnie, a jak zdradzę Ruksa z Reiciakiem, to się obrazi?
- Ale...
- No dobra, to Kajtkiem.
- Ale...
- Z Aosiem?
- Chciałabym porozmawiać o...
- Wiem, zdradzę go ze wszystkimi! Będę miała piątkę dzieci, każde będzie takie śliczne.
- Ech...
U niej nie ma czegoś takiego, jak inny pairing, niż ona uznaje. Hejtuje wszystkich, którzy widzą inną parę razem, a w jej fanfikach jest tylko seks, seks, seks i jeszcze raz seks. I przekleństwa, dużo przekleństw. Jeśli w jednym zdaniu nie będzie choć jednego przekleństwa, to fik już jest zły. Jak ktoś kogoś nie zgwałci, to też jest zły. Ogólnie każdy fik nieociekający seksem, gdzie bohaterowie nie będą przeklinać i zachowywać się jak upośledzone, zgniłe banany jest zły.
Fakt faktem, psychofanki mają dużo cech wspólnych. Jedną z nich jest kompletne ubóstwianie swoich idoli. Według psychofanek muzycy są nieskazitelnie piękni, zachowują się jak buddyjscy mnisi i Święty Mikołaj razem wzięci, nie mają żadnych wad i są po prostu kochani i przytulaśni. Nie, moi drodzy. Mimo tego, że ja naprawdę kocham Akiyę, to wiem, że on ma wady i wiem, że pewnie są sytuacje, w których potrafi zachować się jak skończony kretyn tudzież ostatni cham.
Oprócz tego, psychofanki kochają wszystko, co jest z ich idolami związane, nawet jeśli on napisał na Twitterze/Amebie, że idzie do kibla. Bo to takie słodkie, że jrockowiec/kpopowiec poszedł się wysrać, Hidesmaria...
Hah, zapomniałam o najważniejszym, czyli traktowaniu muzyków na koncertach. Łapanie za nogi, ręce, włosy, instrumenty, miejsca intymne to norma. Odrywanie kawałków stroju, kradnięcie pierścionków, łańcuszków i bransoletek to też norma. Bicie i kopanie zwykłych fanek, by dostać się do kostki, pałeczki, ręcznika, butelki, które muzycy rzucili w publiczność to też norma! Każde, nawet najbardziej upodabniające do zwierzęcia, zachowanie psychofanki to dla niej norma! Łącznie z całowaniem po rękach, pozdrawiam Ayę po raz drugi.
A spróbuj tylko powiedzieć, że Gazette zachowuje się gwiazdorsko, An Cafe jest dla ciebie zbyt cukierkowe, Dir en grey gra za ciężko, pairing ToraxSaga ci nie odpowiada, a kpop to zło. Uuu, człowieku, właśnie straciłeś życie. Jeszcze ostatnio widziałam stwierdzenie psychofana, że "Każdego muzyka należy szanować". Tak, oczywiście. Jak muzyk nie szanuje mnie, to ja też go szanować nie będę. Przykro mi, ale jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie.
Smutny jest fakt, że każdy zespół ma ok. 80% fanów i 20% psychofanów, zaś Gazette i An Cafe mają te proporcje na odwrót. Nawet Dir en grey nie jest aż tak pokrzywdzone przez swoich wielbicieli.
Subskrybuj:
Posty (Atom)