Noc z czwartku na piątek
Śniło mi się, że oglądałam jakiś program. Prowadzili go Shou, Shini i Akiya. Shou i Shini gadali, a Akiya się nudził. W sumie norma.
Śmieszne w tym śnie było to, że występowali w nim wszyscy, którzy kiedykolwiek byli w PSC - Kagrra,, Alice Nine, Kra, Gazette, Miyavi, SuG, Screw, ale także D=OUT, ViViD i Born. Zobaczyć Maiego i Taizo w jednym miejscu - wtf? na twarzy murowane. Albo Mitsuru i Shinpeia...
Noc z piątku na sobotę
Tym razem śniła mi się jakaś bitwa zespołów. Pamiętam tylko, że całość prowadził Mały, a Gazette przegrało. Reszta gdzieś tam się przewijała.
Noc z soboty na niedzielę
Ten sen przebił na głowę wszystkie poprzednie. Śniło mi się, że oglądałam jakieś filmy typu "Battle Royale" czy inne "Igrzyska Śmierci". Ludzie biegali, zabijali się, ćwiartowali, cięli i przekłuwali. Ogólnie mój mózg chyba miał zapotrzebowanie na krew, bo była wszędzie.
A pomiędzy oglądaniem tych filmów przeszłam się do starej sypialni Babci. Babcia miała kiedyś takie wielkie łóżko, na którym spokojnie mogły przespać się trzy osoby. Zajrzałam do pomieszczenia i kogo zobaczyłam? Tia, właśnie. Izumiego, Akiyę i Isshiego śpiących obok siebie. Dlaczego oni? Poza tym, było to oczywiście dla mnie kompletnie normalne. Akiya stwierdził chyba, że łóżko jest jednak dwuosobowe i w pięknym stylu zrzucił Isshiego na podłogę, nawet się przy tym nie budząc. I tu zaczyna się najlepsze.
Isshi wstał, ominął mnie tak, jakbym wcale tam nie stała i poszedł do kuchni... A przynajmniej powinien znaleźć się w kuchni po otwarciu tamtych drzwi. Oczywiście polazłam za nim i zobaczyłam dwuosobowe łóżko, w którym w najlepsze spali sobie Nao i Shin. W taki sposób dowiedziałam się, gdzie jest reszta Kagrry,. Zaczęłam się zastanawiać, jak Isshi chce się tam zmieścić, ale on mi to łopatologicznie wytłumaczył, biorąc Shina na ręce i przenosząc go do sypialni. Położył go obok Izumiego i wrócił do tamtego pokoju. Po czym zasnął obok Nao.
Co zrobiłam ja? Poszłam dalej oglądać te chore filmy. Przecież to, co widziałam, było absolutnie normalne, prawda?
niedziela, 21 kwietnia 2013
czwartek, 4 kwietnia 2013
Alice Nine jest genialne, a Sadie zmierza w złym kierunku, czyli recenzja teledysków
Wolę być Number Six, niż Undead i wciąż to sobie uświadamiam.
Żeby było po równo, wezmę po dwa PV każdego zespołu.
Na pierwszy ogień pójdzie "Daybreak".
Słysząc po raz pierwszy tę piosenkę, miałam skojarzenie z takim amerykańskim serialem, w sumie nie wiem, z jakiego powodu. Jednak później przekonałam się, że to takie typowe Alisu, bez żadnych debilnych, orkiestrowych wstawek, jak przy "Gemini". Teledysk mimo braku jakiejkolwiek historii, ogląda się ciekawie, a oni wyglądają genialnie, więc nic nie można mu zarzucić.
Później nadeszło "Shadowplay".
Jak usłyszałam początek tej piosenki, to mnie zmroziło. Odbiło mi się "Gemini", palce zmarzły momentalnie i miałam ochotę krzyczeć, bo byłam pewna, że cała piosenka pozostanie w takim nudnym, wolnym tempie, ni to ballada, ni to coś szybszego. Jednakże...
Huknęło. Może nie jakoś mocno, ale na tyle, by obudzić mnie ze stanu na pograniczu choroby sierocej, w którą nie wpadłam jedynie przez Sagę i Shou siedzących plecami do siebie (nie wiem, czemu, ale taki motyw rusza mnie bardziej od całowania się na scenie). Przez następne minuty wlepiałam się w Sagę grającego na fortepianie, Shou wykonującego trochę znajome mi ruchy, wciąż blondwłosego Hiroto, który niedługo skończy jak Kyo i będzie musiał ściąć włosy na zero, super ekstra przystojnego Torę i Nao, na widok którego zapierało mi dech w piersiach i nie wiedziałam zbytnio, jak się nazywam. Poza tym, kontrast między ciemnym tłem teledysku, a kwiatami pojawiającymi się za Alisiakami był, krótko mówiąc, genialny.
Jednakże, później obejrzałam dwa PV Sadie - do "Setsugekki" i do "Madary".
"Setsugekka" jest piosenką, która nagle zwalnia. To tak, jakby biec coraz szybciej i szybciej, a potem gwałtownie się zatrzymać. Można się wtedy przewrócić, siła pędu po prostu zwala nas z nóg. I tak właśnie robi "Setsugekka". Zwala z nóg, a ja, siedząc na podłodze, walę się ręką w twarz. Ale to jeszcze da się wytrzymać. Za to Kei w krótkich włosach jest kompletnie nieatrakcyjnym widokiem i najlepiej niech założy sobie worek na głowę, bo innego sposobu nie widzę.
A "Madara"? "Madara" to najgorsza piosenka, jaką kiedykolwiek nagrało Sadie. PV zaś mogę określić jako podrzędny horror autorstwa Sadie en grey, bo takie schizy to są tylko w teledyskach Dira. Jedynymi plusami są Tsurugi i Kei, który wtedy jeszcze miał długie włosy i wyglądał tak, że zwalało z nóg w tym dobrym sensie.
I dzięki temu po raz kolejny uświadomiłam sobie, dlaczego Alisu jest na trzecim miejscu w moim rankingu, a Sadie na ósmym. Bardzo dobrze to sobie uświadomiłam.
Żeby było po równo, wezmę po dwa PV każdego zespołu.
Na pierwszy ogień pójdzie "Daybreak".
Słysząc po raz pierwszy tę piosenkę, miałam skojarzenie z takim amerykańskim serialem, w sumie nie wiem, z jakiego powodu. Jednak później przekonałam się, że to takie typowe Alisu, bez żadnych debilnych, orkiestrowych wstawek, jak przy "Gemini". Teledysk mimo braku jakiejkolwiek historii, ogląda się ciekawie, a oni wyglądają genialnie, więc nic nie można mu zarzucić.
Później nadeszło "Shadowplay".
Jak usłyszałam początek tej piosenki, to mnie zmroziło. Odbiło mi się "Gemini", palce zmarzły momentalnie i miałam ochotę krzyczeć, bo byłam pewna, że cała piosenka pozostanie w takim nudnym, wolnym tempie, ni to ballada, ni to coś szybszego. Jednakże...
Huknęło. Może nie jakoś mocno, ale na tyle, by obudzić mnie ze stanu na pograniczu choroby sierocej, w którą nie wpadłam jedynie przez Sagę i Shou siedzących plecami do siebie (nie wiem, czemu, ale taki motyw rusza mnie bardziej od całowania się na scenie). Przez następne minuty wlepiałam się w Sagę grającego na fortepianie, Shou wykonującego trochę znajome mi ruchy, wciąż blondwłosego Hiroto, który niedługo skończy jak Kyo i będzie musiał ściąć włosy na zero, super ekstra przystojnego Torę i Nao, na widok którego zapierało mi dech w piersiach i nie wiedziałam zbytnio, jak się nazywam. Poza tym, kontrast między ciemnym tłem teledysku, a kwiatami pojawiającymi się za Alisiakami był, krótko mówiąc, genialny.
Jednakże, później obejrzałam dwa PV Sadie - do "Setsugekki" i do "Madary".
"Setsugekka" jest piosenką, która nagle zwalnia. To tak, jakby biec coraz szybciej i szybciej, a potem gwałtownie się zatrzymać. Można się wtedy przewrócić, siła pędu po prostu zwala nas z nóg. I tak właśnie robi "Setsugekka". Zwala z nóg, a ja, siedząc na podłodze, walę się ręką w twarz. Ale to jeszcze da się wytrzymać. Za to Kei w krótkich włosach jest kompletnie nieatrakcyjnym widokiem i najlepiej niech założy sobie worek na głowę, bo innego sposobu nie widzę.
A "Madara"? "Madara" to najgorsza piosenka, jaką kiedykolwiek nagrało Sadie. PV zaś mogę określić jako podrzędny horror autorstwa Sadie en grey, bo takie schizy to są tylko w teledyskach Dira. Jedynymi plusami są Tsurugi i Kei, który wtedy jeszcze miał długie włosy i wyglądał tak, że zwalało z nóg w tym dobrym sensie.
I dzięki temu po raz kolejny uświadomiłam sobie, dlaczego Alisu jest na trzecim miejscu w moim rankingu, a Sadie na ósmym. Bardzo dobrze to sobie uświadomiłam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)