sobota, 25 sierpnia 2012

32 lata minęły od narodzin diabła w anielskiej skórze

Dziwne. Jeszcze nie tak dawno pisałam posta, że Akiya obchodzi 29-te urodziny. Jeszcze nie tak dawno puściłam mimo uszu informację, że skończył 30 lat. Jeszcze nie tak dawno wlazłam na ameblo i napisałam mu fanmaila z okazji 31 urodzin. A teraz nasz Aki ma już 32 lata, a ja czuję się z tą informacją trochę dziwnie. Bo on zawsze będzie dla mnie miał 29, zawsze będzie gitarzystą Kagrry,. Zawsze będzie dla mnie kimś ważnym.

I uwaga, po raz pierwszy chyba piszę takiego posta.
Akiya [楓弥]

Prawdziwe imię i nazwisko: Akiya Kazuhiro
Data urodzin: 25.08.1980r.
Miejsce urodzenia: Mito, Ibaraki
Rodzeństwo: młodszy brat
Zespół: Kagrra, (zespół rozpadł się 3 marca 2011). Aktualnie wszyscy się zastanawiają, co robi.
Pozycja w zespole: gitarzysta
Inny instrument, na którym potrafi grać: bas i trochę pianino/fortepian, ale robi bez pasji
Wzrost: 175cm
Grupa krwi: BRH-
Znaczenie Kanji: Coraz Więcej Klonów
Znaczenie imienia: Jesienna Dolina
Ulubiony kolor: czerwony, czarny, biały
Ulubiony zespół: Luna Sea, Linkin Park, Marylin Manson [why?]
Idol: Sugizo
Ulubione jedzenie: gruszki nashi
Nielubiane jedzenie: grzyby
Ulubione anime: Slam Dunk, Rust Blaster, Final Fantasy, High School of the Dead, Danchi Domou...
Ulubiony pisarz: Otsuki Kenji
Fobie: insekty
Twórczość: Napisał muzykę do "Gion"., "Kiyuu no uta", "Nue no naku goro", "Konton", "Asaki Yume Mishi (Shi, Mi, Me, Yu, Ki, Sa, A)" i "Shiroi Mashu". Ogólnie większość utworów Kagrry, wyszła właśnie spod jego ręki. A tak przynajmniej powiedział w pewnym wywiadzie Isshi.
Ciekawostki:
- Gdy jest na czymś mocno skupiony, uchyla lekko usta.
- Potrafi pięknie rysować.
- Jego specjalnością w kuchni jest ryż curry.
- Jest alergikiem.
- Miał psa o imieniu Chibi, który niestety mu zdechł.
- Szybko się nudzi.
- Nienawidzi kłamstwa.
- Jego ulubionym miejscem jest jego własny pokój.
- Pierwszy raz zakochał się w podstawówce.
- W szkole był w drużynie koszykówki, którym to koszykarzem zresztą chciał zostać, zanim odkrył coś takiego jak gitara.
- W szkole nie szło mu z fizyki, był za to dobry z w-fu.
- Jest fanem studia Ghibli.
- Jest otaku, do czego sam praktycznie się przyznał, bo jak zapytano Kagrrę, o ulubione anime, to on wymienił ponad 10.
- Jego najlepszymi przyjaciółmi są Shin, Hitsugi i Ruiza (Muszę tłumaczyć z jakich zespołów i jak bardzo rozwala mnie fakt, że przyjaźni się z Ruizą?).
- Był na finałowym koncercie D'espairsRay "Spiral Staircase".
- Ma Twittera, o którym prawie nikt nie wie.
- Isshi był dla niego jak starszy brat, przez co bardzo przeżył jego śmierć. Chyba najbardziej ze wszystkich...

A teraz coś ode mnie.

Akiya Kazuhiro to ktoś, kto jest dla mnie ważniejszy od was wszystkich razem wziętych i jeszcze trochę. Może kocham Hanę, może nie wyobrażam sobie życia bez Nishi, może bardzo lubię Ealin, ale jednak Akiya zawsze będzie tą osobą, która, nawet o tym nie wiedząc, wyciągnęła mnie z takich problemów psychicznych, których normalna 13-latka mieć nie powinna. Zanim poznałam Kagrrę,, zanim polubiłam Akiyę, zanim obraziłam się na Hyde'a, byłam głupią trzynastką, która nie potrafiła odróżnić rzeczywistości od marzeń. Marzeń, w których zabijam Megumi i jej syna, w których uciekam z Hyde'm, któremu wykasowałam pamięć, w których rodzę mu dwie córki... Nie potrafiłam odróżnić dobra od zła, tego, co kocham od tego, czego nienawidzę. To dzięki temu, że Akiya otworzył mi oczy, jestem teraz tutaj i piszę posta. Za to kocham Akiyę. Za to, że, nawet o tym nie wiedząc, nauczył mnie żyć. I ścierać kurze. Jak mi się zachce...

A za co jeszcze kocham Akiyę? No cóż. Kocham go za jego sposób bycia, za radość, która od niego emanuje. Za ten błysk w oczach, który gaśnie naprawdę bardzo rzadko. Za sposób poruszania się na scenie, kiedy jednym, nieznaczącym gestem wywołuje u mnie palpitację serca. Za głębokie, czarne oczy, za pełne usta, za pyzatą buzię, za dłonie, może nie najpiękniejsze, ale posiadające w sobie coś magicznego. Za talent, za sposób gry na gitarze, za to, że kocha być gitarzystą i grać dla nas te piękne solówki. No właśnie, kocham go za solówki. Za tę w "Boukyaku no hate no kogoeta kodoku" powinni mu dać Nagrodę Nobla. Za tę w "Uzu" też, ale ją zawsze zepsuje na żywo. Mimo wielkiego talentu, ta solówka chyba go przerasta, bo zawsze choć jeden dźwięk jest nie taki, jak powinien. Kocham go za wygłupianie się na "Kagrra, no su", za nudzenie się i za dziwne pomysły, typu robienie jaskółki, szczypanie Izumiego, głaskanie Nao, bawienie się włosami Nao i wkładanie ręki między nogi Tory. Za komentarze, kiedy był pijany i spadł z oparcia kanapy, albo trzymał się krzesła i blatu za sobą, by się nie przewrócić. I za uśmiech, który jest mniej piękny tylko od uśmiechu Kaiego i Tsune. I który wywołuje u mnie falę gorąca oblewającą całe ciało aż po palce u stóp. I za jego przyjaźń z resztą Kagrry,, za te ich rodzinne relacje. I wiecie, za co jeszcze? Za to, że po prostu jest.

Pisałam tego posta godzinę. Jestem dziwna.

Otanjoubi omedetou gozaimasu, Akiya! Anata no hohoemi wa watashi no shiawase desu! Aishiteru, Akiya-sama!

piątek, 24 sierpnia 2012

I weź tu człowieku się połap

Czytasz tłumaczenie piosenki - stwierdzasz, że śnieg jest biały, a noc czarna.

Czytasz inne tłumaczenie tej samej piosenki tak gdzieś pół roku później - stwierdzasz, że śniegu nie ma, bo jest lato i dzień na dokładkę.

Czyli tłumaczki i ich antytalent do tego, co robią.

I weź się połap, czy mu ta matka zmarła przy porodzie, czy dokonała aborcji i on umarł, jak masz dwie różne wersje. *załamuje ręce*

Tak, tak, mówię o "Haha e..." Kagrry,. Chyba nigdy się nie dowiem, o czym to tak naprawdę jest.

niedziela, 12 sierpnia 2012

168 -one sixty eight-

Nao nie musi śpiewać, jak gra w takim zespole, który tworzy tak zapętlające się piosenki jak "Setsugekka". No dobra, nie zespole, tylko projekcie. Aoi ma dość fajny głos, jeszcze przyjdzie do tego, że zacznę słuchać Ayabie z jego czasów. Ale dobra, raczej tego nie zrobię, na razie się zapętlam w "Setsugecce". Pierwszy zespół, który nagrał piosenkę o tym tytule i ta piosenka nie wywołuje u mnie odruchów wymiotnych.

W sumie to już nie wiem, jakim tagiem mam oznaczać Nao. Za dużo tych jego zespołów. -.-

Jeśli chodzi o słuchanie Ayabie z czasów Ao, to masz już, kochanie, 800 odtworzeń na Laście, a Ao został jednym z twoich trzech ulubionych wokalistów oraz zastąpił Małego w roli najbardziej atrakcyjnego jrockowca (nie mylić z najpiękniejszym, tam zawsze będzie Akiya). A, zapomniałam dodać, że jest na 6 miejscu w twoim rankingu ulubieńców. :) (28 grudnia 2012)

Teraz jest na piątym miejscu. XD Poza tym, ile masz odtworzeń utworów, w których się udziela wokalnie, to już nie liczę. (19 maja 2014)

Teraz jest na czwartym! XD Matko, trzeci dopisek... Aczkolwiek w roli najbardziej atrakcyjnego zastąpił go Soan, a najpiękniejszego... No cóż, numer 1 mi się tak jakby zmienił. ^^"""" (17 lutego 2018)

czwartek, 9 sierpnia 2012

"I sing for you PV, czyli jak doprowadzić fankę do stanu kompletnej nieużywalności" by Yuusei

No dobra, powiem tak. Albo Yuusei dostał jakąś lekcję poruszania się od kogoś ze starszych muzyków, albo dorósł, albo sam się tego, kutwa, nauczył.

Yuusei, kochanie, gdzie to twoje ADHD i tiki jak u kogoś z problemami psychicznymi? Czy ty naprawdę chcesz mnie zabić? Taka przyjemna śmierć to mi w sumie odpowiada, no ale... Weź, trochę litości dla biednej fanki.

Druga sprawa: MUNDURKI. Jak ja kocham mundurki, one są takie słodkie, a oni w nich tak ślicznie wyglądają. Tylko czemu Yuusei ma białą koszulę do tego mundurka? Hm, pewnie to kolejny sposób na zamordowanie mnie z zimną krwią.

Ta część PV, gdy robi się WZIUM i mundurki znikają, a oni mają tyle tapety na twarzy, że stuknąłby w podłogę, a by im odpadła, podoba mi się jakby trochę mniej, jednakże... Yusa i ta jego bluzeczka, omnomnom...

Tak swoją drogą, co mnie tak ostatnio naszło na recenzowanie PV? O.o

czwartek, 2 sierpnia 2012

Coś odkryłam

Kiedy żyjesz sobie spokojnie i codziennie, co tydzień, co jakiś czas spotykasz człowieka, to się do niego przyzwyczajasz i zauważasz jego brak w twoim życiu, gdy umrze. Znika bezpowrotnie, bo już nigdy tutaj go nie spotkamy, jedynie po śmierci będziemy mogli go zobaczyć. Jest nam wtedy głupio powiedzieć o nim coś złego, zjechać go z góry na dół i śmiać się z jego wpadek. Jednakże...

Jeśli między jednym a drugim spotkaniem mija duża ilość czasu, to dziwne uczucie występuje raczej rzadko. Brak tej osoby jest słabo wyczuwalny i dopiero, jak coś ci się przypomni, to robi ci się strasznie smutno i ogarnia cię nostalgia.

A co, jeśli nie znasz zupełnie tego człowieka? Bo choć go kochasz, podziwiasz i ogólnie życie, którego on nie posiada, oddałbyś za niego, to on nie wie o twoim istnieniu? Powiem ci, co wtedy. Nic. Choć wiesz, że już go nie ma, choć jesteś przybity i wpadasz w depresję za każdym razem, kiedy sobie przypomnisz, że umarł, nie żyje i nie wróci, to nadal będziesz traktować go tak, jakby nadal żył i lada moment miałbyś zobaczyć jego najnowsze zdjęcie na ekranie komputera.

Czy takie zachowanie jest dobre? Nie wiem, ale na pewno lepsze od siedzenia przy laptopie i braku zwracania uwagi na to, co dzieje się wokół tylko dlatego, że ktoś, kogo nawet nie jesteś pewny prawdziwego imienia, odszedł stąd do lepszego świata.

A ta cała moja paplanina od rzeczy została spowodowana zobaczeniem zdjęcia pewnego jrockowca z czasów, kiedy był w moim wieku. Hana może potwierdzić, że popłakałam się... ze śmiechu.

A teraz przepraszam, ale muszę zebrać gruz z mojej podłogi, bo od rana trochę cegieł się na niej rozbiło.