środa, 28 grudnia 2016

Muzyczne podsumowanie roku 2016

Piszę to podsumowanie już, ponieważ później znowu będę w rozjazdach i napiszę je w połowie stycznia. XD

Kategoria pierwsza: Zaskoczenie roku

Zin zmieniło wokalistę. Został nim Luy, który przekwalifikował się na to stanowisko z gitarzysty. Zaskoczeniem jest to, że... Ma lepszy głos od Riku.

Kategoria druga: Niejapońsko

Poznałam w tym roku dwa niejapońskie, genialne zespoły. Eisblume i Florence + the Machine.


Kategoria trzecia: Najbardziej utalentowany wokalista

Z tych wszystkich wokalistów, których poznałam w tym roku, największe wrażenie zrobił na mnie ten, którego miałam okazję widzieć na żywo dwa razy. Panie i panowie, Mikaru!
Ps. To zdjęcie jest z Polski, dokładniej z Poznania! :D

Kategoria czwarta: Najbardziej utalentowany basista

Zasady tej kategorii już znacie. Także po upewnieniu się, że na pewno na tych pięciu strunach gra, ogłaszam, że ten konkurs wygrał Fuma z Purple Stone~!

Kategoria piąta: Najbardziej utalentowany perkusista

Bezsprzecznie Denka, bądź też Syu. Ogólnie chodzi mi o tego uroczego pana, którego też miałam okazję usłyszeć na żywo.

Kategoria szósta: Najlepszy zespół

O, tutaj wiecie, kto wygrał? Kamlotki. A raczej Purple Stone. Fioletowa gorączka niech trwa!

Kategoria siódma: Najlepszy teledysk

vistlip - "Snowman"

Ogólnie dlatego, że piosenka jest przyjemna, oni wyglądają pięknie, a w przedstawionej historii... No cóż, jest niezły plottwist.

Ale na uwagę zasługują też wszystkie teledyski Dauto, które wyszły w tym roku - "SM", "Laugh Play" i "Manji".

Kategoria ósma: Najlepsza płyta

W tym roku to znowu nie jest pełny album, lecz... Mini album. I znowu vistlip, tym razem "Sense".

Wszystkie utwory są ciężkie, rockowe i powiem tak - tak trzymać, panowie, tak trzymać.

Kategoria dziewiąta: Najlepsza piosenka

Szczerze mówiąc, musiałam się chwilę zastanowić, ale potem sobie przypomniałam o tej perełce.

Dadaroma - "imitation hero."

Tak, znowu tę kategorię wygrywa ballada, ale za to jaka piękna ballada. Yoshiatsu ma głos, który idealnie nadaje się do tego typu piosenek. Szkoda, że rzadko go do tego używa...

Kategoria dziesiąta: Najlepsze OTP

Nadal mam śmiech z tej kategorii.


Naoto&Shougo, w skrócie Naougo. Są pocieszni. Czy potrzeba więcej?

A teraz czas na hejty, hejty, hejty...

Kategoria jedenasta: Największe zawody roku

Po pierwsze: Brawo, Alisu. Nadal ssiecie.

Po drugie: DIV, serio? Rozpad? Trzeba było wywalić Satoshiego i zostać w trójkę, a nie robić cyrki. Tak, mówię do ciebie, Chobi.

Po trzecie: Yuudaiowi to już zupełnie się poprzestawiało, został Kabukinem na stałe...

Po czwarte: Dlaczego the Raid. aż tak zeszło na psy? Sena śpiewa z playbacku, oni nagrywają wszystko na jedno kopyto... A mogły być z was takie fajne muzykanty...

Po piąte: Te nowe wydawnictwa Maifo jakoś tak mi nie pasują.

Po szóste: Chciałam zacząć słuchać Mary's Blood i D.I.D., ale cóż, nie wyszło z tego samego powodu - wszystkie piosenki brzmiały dokładnie tak samo.

Po siódme: Czy jako zawód można wpisać śmierć Mikuru? Nie słuchałam, nie słucham i nie będę słuchać Rave, ale kiedy umiera tak młody człowiek (chłopak był w moim wieku, góra pięć lat starszy), to człowiek zaczyna się zastanawiać nad sensem życia.

To chyba tyle. Dziękuję za przeczytanie tego artykułu. W tym roku chyba nie został tak bardzo zdominowany przez nikogo... Mam nadzieję. XD

Happy New Year! *\(^o^)/*

środa, 12 października 2016

Mikaru w Poznaniu, czyli dobrze, lepiej... gorzej

Poszłyśmy z Haną i Kann na Japanicon, bo jak już Mikaru postanowił zjawić się w naszym zadupialskim kraju i na dokładkę w mieście, w którym mieszkam, to przeoczenie takiej okazji byłoby grzechem.

Po pierwsze - kolejkon. Kolejka dłuższa niż na Pyrkonie, dobrze, że miałyśmy przynajmniej miłych kolegów obok. Jeśli na ten post natknęli się Bartek z Wrocławia i chłopak czytający "Lód" Dukaja - to serdecznie ich pozdrawiam.

Po drugie - nakupowałyśmy japońskich słodyczy. Dobre słodycze, bardzo dobre.

Po trzecie - spotkałyśmy Anię Otaku. Znowu. XD

Po czwarte - koncert Mikaru był... pocieszny. Zaśpiewał chyba wszystkie piosenki G.L.A.M.S i podejrzewam, że kilka Black Line. Zagadywał nas, chwalił cosplaye, dawał nam śpiewać i ogólnie był uroczy, chociaż bardzo starał się sprawiać wrażenie mrocznego Księcia Ciemności. I oczywiście jego perfekcyjny angielski - chyba największy plus jego osoby.

Po piąte - widziałyśmy świetny cosplay Koichiego z Mejibray. Nie słucham zespołu, ale pozdrawiam serdecznie dziewczynę za niego przebraną i jej kolegę, który chyba robił za Reitę z Gazette. XD

Po szóste - na autografach byłam jakaś dziwnie zestresowana. Nie wiem, dlaczego. Przecież już raz się z Mikaru spotkałam na Dio...

Po siódme - spotkanie z Mikaru było ciekawe i śmieszne. Dowiedzieliśmy się, jaki jest jego stosunek do tworzenia muzyki, że zjadł bardzo niedobrą kanapkę w Londynie i że jadł konwentowe sushi, które mu smakowało, ale twierdził, że było zupełnie inne niż te japońskie. Później jakaś dziewczyna opowiedziała mu o knajpce, gdzie łączą sushi z meksykańskim jedzeniem i Mikaru był trochę zdezorientowany.

Po ósme - niestety spotkanie w pewnym momencie zostało przerwane przez bardzo nieprzyjemny incydent. Jedna dziewczyna dostała ataku astmy. Na całe szczęście, jak się potem dowiedziałyśmy, sytuacja została opanowana, a dziewczę zostało obdarowane zdjęciem Mikaru z życzeniami powrotu do zdrowia. Uroczo. Zresztą, Mikaru sam wrócił się do nas (choć pani ochroniarz biegła za nim i nie wiedziała, co chce właściwie zrobić), podziękował, że przyszliśmy, powiedział, że ma nadzieję, iż tej dziewczynie nic nie jest i spytał, czy jeszcze chcemy go o coś zapytać. Jeden chłopak spytał, czy może powiedzieć coś po polsku, więc trochę pogadał w naszym ojczystym języku, a potem nas przytulił w grupowym uścisku.

Po dziewiąte - nigdy więcej Japaniconu i ataków astmy przy mnie. Konwent był sam w sobie strasznie nudny i monotematyczny, a ten incydent strasznie mnie zestresował i zamartwiałam się o tę dziewczynę tak bardzo, że aż zapytałam na stronie Japaniconu, czy ktoś wie, co się z nią dzieje. Jak ją jakimś cudem spotkam kiedyś na konwencie w przyszłości, to chyba podejdę z kartką "Free hugs" i ją przytulę. *wzdycha ciężko* I nie pozdrawiam jej koleżanki, która zamiast poinformować o tym organizatorkę, powiadomiła helpera i siedziała jak słup soli. Powinna zawiadomić prowadzącą i wyprosić wszystkich z sali. Jeśli nie wiedziała, co robić w takiej sytuacji, to bym jej pomogła, bo ja akurat wiem. Ale jak można pomóc, nie wiedząc, że coś w ogóle się dzieje złego?

To tyle na temat. Nie polecam Japaniconu. Byłam drugi raz i było tak samo nudno. Ale polecam koncerty grup z Mikaru na wokalu, bo głos ma niesamowity. Osobowość też.

wtorek, 13 września 2016

"Aoishiro" - czyli wszystkie drogi prowadzą na wyspę

Kilka słów na temat

Pewnego listopadowego dnia, a było to prawie dwa lata temu, zapragnęłam zagrać w Visual Novel. Przeszukałam więc jedną stronę i ściągnęłam wtedy "Amaranto" oraz właśnie "Aoishiro". "Amaranto" już kiedyś opisywałam. Krótka nowelka na dwa wieczory. Jednak "Aoishiro" nie jest krótkie. Jest bardzo długie, złożone, zawiera w sobie aż 56 zakończeń i sześć ścieżek. Innymi słowy - zabawa na długie godziny.
Ta gra zachwyciła mnie do tego stopnia, że nagrałam gameplay, jakoś właśnie rok po tym, jak zaczęłam w nią grać. Po prostu włączałam sobie grę i program i najczęściej szłam spać, albo gdzieś wychodziłam, lub zajmowałam się czymś innym.
Fakt faktem, pragnę wam zaprezentować bardzo subiektywną recenzję tej gry. Naprawdę bardzo subiektywną. Pozwolicie jednak, że nie będę dokładnie ze szczegółami opisywać fabuły, gdyż... Szczerze, po prostu wtedy recenzja zajęłaby kilometry.

Fabuła

Zacznijmy od początku. Osanai Syouko, na którą wiele osób mówi po prostu "Osa", jest zwyczajną uczennicą liceum. Wraz ze swoim klubem kendo, w którym jest kapitanem, jedzie na obóz treningowy. Mieszkać mają u Suzukiego Yuukaia, buddyjskiego mnicha, który prowadzi tam ośrodek zwany "Shoushinji". Jako opiekunka jedzie z nimi Aoi Hanako, która jest nauczycielką historii o specyficznym usposobieniu i... No, dużych walorach poznawczych, że tak to określę.
Z klubu kendo wyróżniają się trzy dziewczęta. Sakurai Ayashiro, zwana "Hime", jest vice-kapitanem. Pochodzi z rodziny wyższych sfer, jest bardzo ułożona i spokojna, mało rzeczy potrafi ją zdenerwować. Aizawa Yasumi, zwana "Zawacchi", to chorowita, nieśmiała dziewczynka, która niedawno straciła matkę. Jest jednak bardzo zaradna i pracowita, dlatego też została menadżerką klubu. Mieszka w internacie ze swoją przyjaciółką, Akitą Momoko. Momoko stanowi kompletne przeciwieństwo Yasumi. Jest energiczna, bardzo wygadana, wiedzę czerpie z gier i mang oraz słucha ciężkiej muzyki (tak dokładniej zespołów z nurtu Visual Kei, ma za to u mnie dużego plusa). Nie pełni w klubie żadnej roli, ale uchodzi za swego rodzaju ochroniarza Yasumi.
W autobusie Aoi-sensei opowiada dziewczętom legendę o Yasuhime - księżniczce, która podobno jadła mięso syren, by stać się nieśmiertelną, pokonała potwora Matamu oraz potrafiła leczyć. Oczywiście wszystko brzmi jak historia wyssana z palca, ale... Czy na pewno?
Na miejscu dziewczęta spotykają Kyan Migiwę - dosyć irytujące dziewczę, które, jak twierdzi, przyjechało do "Shoushinji" z powodów zdrowotnych.
I wszystko byłoby w porządku, gdyby Syouko już pierwszego dnia nie miała wrażenia, że kiedyś już tu była. I że stało się tutaj coś, o czym powinna pamiętać.
I tu pojawia się pierwsze zaskoczenie. Już przy pierwszym wyborze ścieżki zaczynają się rozmywać! W skrócie opowiem więc oba warianty.
Red Tsubaki - Syouko ma wrażenie, że kiedyś widziała czerwone kwiaty kamelii. Później idzie pomóc Yasumi w kuchni i rozmawia z nią o rodzinie.
Deja Vu - Syouko ma deja vu. Idzie pracować w ogrodzie i podsłuchuje, jak Migiwa rozmawia z kimś o jakiejś aferze, w którą najprawdopodobniej dziewczęta są zamieszane. Syouko próbuje to z nią wyjaśnić, jednak Migiwa ją zbywa. W nocy Syouko idzie do lasu i spotyka, jak jej się wydaje, Ducha Kamelii...

I tu ścieżki już rozbiegają się zupełnie. Uwaga, teraz będą bardzo ciężkie spoilery. Tamte to tylko takie lekkie z początku historii. Jeśli chcecie sami zagrać w "Aoishiro", natychmiast przestańcie czytać!
Jako, że nie będzie mi się chciało tego opisywać sześć razy, opiszę to tutaj. Są to właśnie punkty wspólne, które spajają wszystkie ścieżki w jedną. Zależnie od ścieżki jednak niektóre nie zostają podane, ale to nie ma znaczenia.
Sword to miecz o potężnej mocy, potrafiący zarówno zamknąć jak i otworzyć bramę do innego wymiaru, przez co zostaną uwolnione potwory, a Japonię zaleje woda.
Ród Nekata ma bardzo mroczną tajemnicę. Otóż od wieków poświęcają w rytuale najstarsze dziecko. Najpierw od urodzenia poją je krwią Yasuhime (która oczywiście jest prawdziwą postacią), a potem ścinają jej głowę. Krew ofiary spływa na bramę, powoli ją otwierając, ponieważ zawiera w sobie już dużo mocy pobranej od Yasuhime. Syouko została potraktowana jako ofiara zastępcza - Munetsugu, głowa rodu, nie chciał zabijać swojej córki. Syouko uratowała jednak Yasuhime, którą dziewczynka wcześniej obudziła. Oddała jej swoje życie, przez co Syouko ma niektóre jej wspomnienia i również część mocy.
Nami to Yasuhime. W jej ciele została umieszczona dusza Yasuhime. Zrobił to Rouryuu, przemieniając ją w nową Yasuhime, gdy ta oddała swoje życie Syouko. Nami ma więc wszystkie wspomnienia i moce Yasuhime, a jej dusza żyje w niej. Naprawdę nazywa się Nekata Tsunami, czego dowiadujemy się na większości ścieżek.
Migiwa jest łowczynią demonów. Kohaku jest demonicą i strażniczką Sword. Kayę zamordował Munetsugu, gdy ta chciała ochronić Syouko. Jednak Rouryuu przemienił ją w demonicę. Ta poprzysięgła zemstę i postanowiła odnaleźć Sword, by zabić obu swoich oprawców. Co więcej, nikt jej nie powiedział, że Syouko żyje, więc Kaya pragnie również pomścić ją.
Demony powstają z ludzi, którzy umarli. Stwórca może im zmienić wygląd, na jaki tylko zechce, ale nie musi.
O Yasumi dowiadujemy się pewnych dwóch rzeczy tylko na jej ścieżce i Wielkiej Ścieżce (tzw. Grand Route), więc tutaj pisać tego nie będę.
Doszłam też do wniosku, że przy każdej ścieżce będę opisywać tylko te endingi, które zapadły mi w pamięć. Nie ma bowiem sensu, bym opisywała wszystkie 56. Ta recenzja naprawdę miałaby wtedy tysiąc kilometrów.

Ścieżka Kayi
Ocena: ★★★★★
Bo czemu niby nie można zakochać się w ciotce, którą traktuje się jak starszą siostrę...
Opis ścieżki: Akcja dzieje się po wydarzeniach z wariantu "Deja vu". Syouko wraca do Shoushinji. Okazuje się, że Yasumi znalazła na plaży dziewczynkę, którą morze wyrzuciło na brzeg. Dziewczynka nie wygląda na Japonkę - ma bardzo długie, białe włosy, mlecznobiałą skórę i lazurowe oczy. Ponieważ nie pamięta, jak się nazywa, a co więcej - nie może mówić, dziewczęta nadają jej imię Nami. Syouko dowiaduje się od Migiwy, że ta podejrzewa, iż jej ciotka, którą traktowała jak starszą siostrę, ukradła Sword. Tyle, że to niemożliwe, bowiem Kaya, zwana "Natsu", nie żyje od ośmiu lat. Migiwa jednak stwierdza, że Kaya jest demonem. Syouko nie może w to uwierzyć. Ayashiro opowiada o strasznym wydarzeniu, które miało miejsce w nocy. Widziała ducha dziewczyny, która podobno wyssała jej energię. Dziewczęta postanawiają zbadać tę sprawę. Opis pasuje do Ducha Kamelii widzianego przez Syouko. Okazuje się, że przez rytuał Kurou-samy nad Unasakę nadciąga sztorm. Klub jednak postanawia zostać. Syouko dzwoni do swojego dziadka. Okazuje się, że była tutaj przed ośmiu laty z Kayą. Wróciła sama po wypadku na morzu, z którego nic nie pamięta, a w którym Kaya zginęła. A raczej została zamordowana. I ona, Syouko, też zginęła, ale ożywiła ją... Yasuhime. Syouko spotyka oczywiście po drodze Kayę, która pragnie zemścić się na dwóch osobach - swoim mordercy i demonie, który ją przemienił. Pomagają im Migiwa, która okazuje się łowczynią demonów i Kohaku - demonica, którą Syouko spotkała w lesie i wzięła za ducha kamelii. Dochodzi do konfrontacji z Rouryuu oraz Nekatą Munetsugu. Kaya prawie umiera, ale Syouko ożywia ją za pomocą swojej krwi. Ratują świat, wracają do domu i ogólny happy end.
End, który zapadł mi w pamięć - bad ending nr 43: Syouko opętuje Sword i przez to Kaya zabija i ją i siebie, przebijając je obie mieczem. Podoba mi się ten motyw.
Rola Syouko: Uber uke.
Moje zdanie: Nie. Nie, nie i jeszcze raz nie. Opisałam tę ścieżkę bardzo pobieżnie tak jak wszystkie, które w ogóle mi się nie podobały. A dlaczego? Kazirodztwo. I to jeszcze takie na linii ciotka i siostrzenica. Dlaczego? To obrzydliwe. Poza tym, Syouko zachowuje się tutaj okropnie! Zamienia się w potulne uke, tfu, uber uke, które robi wszystko, co mu seme każe. To jest jedyna ścieżka, której nie sfilmowałam, robiąc gameplay. Uznaję, że jej nie ma. Amen.

Ścieżka Migiwy
Ocena: ★★★★
Zło zawsze pozostanie złem...
Opis ścieżki: Akcja dzieje się po wydarzeniach z wariantu "Deja vu". Syouko idzie poszukać Migiwy. Rozmawia z nią i opowiada o Duchu Kamelii. Później wraca do Shoushinji. Okazuje się, że Yasumi znalazła na plaży dziewczynkę, którą morze wyrzuciło na brzeg. Dziewczynka nie wygląda na Japonkę - ma bardzo długie, białe włosy, mlecznobiałą skórę i lazurowe oczy. Ponieważ nie pamięta, jak się nazywa, a co więcej - nie może mówić, dziewczęta nadają jej imię Nami. Ayashiro opowiada o strasznym wydarzeniu, które miało miejsce w nocy. Widziała ducha dziewczyny, która podobno wyssała jej energię. Dziewczęta postanawiają zbadać tę sprawę. Opis pasuje do Ducha Kamelii widzianego przez Syouko. Okazuje się, że przez rytuał Kurou-samy nad Unasakę nadciąga sztorm. Klub jednak postanawia zostać. Syouko dzwoni do swojego dziadka. Okazuje się, że była tutaj przed ośmiu laty z Kayą. Wróciła sama po wypadku na morzu, z którego nic nie pamięta, a w którym Kaya zginęła. Syouko spotyka się z Migiwą. Znów podsłuchuje dziwną rozmowę dziewczyny z jej szefem. Po raz kolejny jednak spotyka się z odmową wyjaśnień. W nocy Syouko atakują małe demony. Migiwa pomaga jej i razem je pokonują. Właśnie wtedy Migiwa wyjawia, kim tak naprawdę jest - łowczynią demonów. Wracają do Shoushinji. Następnego dnia Migiwa mówi Syouko, że szuka Kayi, ponieważ ta ukradła Sword. Podczas kąpieli, Nami leczy Syouko zranioną nogę. Yasumi mdleje. Turniej, który miał się odbyć, zostaje przez to odwołany. Nocą Migiwa i Syouko znów spotykają się przy Demonicznej Ścieżce. Wtedy właśnie zjawia się Kaya. Moc Sword sprawia, że Migiwa wpada do morza. Syouko ratuje ją i przeprowadza resuscytację. Następnego dnia z powodu ducha, Syouko, Ayashiro i Momoko zostają wysłane do świątyni, by oczyściły swoje myśli. Kiedy dziewczęta kończą medytację, przychodzą Migiwa i Yasumi. Migiwa w podzięce za uratowanie życia... Całuje Syouko na oczach wszystkich. Yasumi bardzo to przeżywa. Migiwa mówi później Syouko, że jej reakcja na Sword była dziwna. W sensie, każdy normalny człowiek mdleje tak jak Migiwa. Syouko Sword nic nie zrobił. To znaczy tyle, że Syouko nie jest do końca człowiekiem. Po wyprawie na plażę, Syouko i Nami zostają zaatakowane przez demony. Po pokonaniu ich, wracają do Shoushinji. Później na plaży odbywa się bankiet. Po bankiecie Nami porywają demony, mimo szczerych chęci Syouko do uratowania jej. Syouko spotyka ponownie Ducha Kamelii, który w końcu przedstawia się jako Kohaku. Syouko wraca do Shoushinji, nic nikomu nie mówi i idzie na Urashimę - wyspę po drugiej stronie morza. Syouko przeczekuje sztorm w jaskini, a później idzie dalej. Znajduje się w domu rodu Nekata. Dzwoni do Aoi-sensei po pomoc. Idzie na miejsce rytuału. Tu zaskakuje ją Migiwa. Obie czekają na rozwój wydarzeń. Zjawia się Kaya, którą opętuje Sword. Zabija Munetsugu. Próbuje też zabić Syouko, ale Migiwa ją powstrzymuje. Kaya ginie. Syouko pije krew Migiwy, by nie przemienić się w demona. Syouko zamyka bramę, którą zalewa woda. Dziewczęta ratują się, a potem spotykają na turnieju kendo. Happy end.
End, który zapadł mi w pamięć - bad ending nr 32: Syouko nie wypija krwi, więc zamienia się w demona i Migiwa musi z nią walczyć. Zapamiętałam to dlatego, że widać po Migiwie chyba po raz pierwszy, że waha się przed zabiciem kogoś. Nawet jeśli mówi, że tak nie jest.
Rola Syouko: Seke (takie połączenie seme i uke, nie wiadomo w zasadzie, kto rządzi w związku).
Moje zdanie: Migiwa jest strasznie irytująca. Przez cały czas ma podejście do demonów, że jak demon, to od razu zło wcielone. Nic więcej. Ale da się ją lubić w przeciwieństwie do Kayi. Kohaku jest tutaj bardzo demoniczna. Wolę ją jednak w potulnej wersji pomocnicy Migiwy (jak na ścieżkach Kayi, Nami i jej własnej), a nie demonicy, która wszystko chce zgarnąć dla siebie i ma obsesję na punkcie Sword. Syouko zachowuje tu swój charakter, ma ten sam pazur, co wszędzie. Nikt jej nie rozmemłał, więc jest dobrze.

Ścieżka Nami
Ocena: ★★★★★
Dwie dusze, jedno ciało, dużo cukru...
Opis ścieżki: Akcja dzieje się po wydarzeniach z wariantu "Red Tsubaki". Syouko pyta Yasumi o inną rodzinę. Ta odpowiada, że miała kiedyś tatę i starszą siostrę, ale zmarli. Syouko przeprasza za swoje wścibstwo. W nocy idzie na brzeg morza i spotyka Yasumi. Znajdują na plaży dziewczynkę, którą morze wyrzuciło na brzeg. Syouko wyciąga ją z wody. Dziewczynka nie wygląda na Japonkę - ma bardzo długie, białe włosy, mlecznobiałą skórę i lazurowe oczy. Ponieważ nie pamięta, jak się nazywa, a co więcej - nie może mówić, dziewczęta nadają jej imię Nami. Syouko śni się tajemnicza dziewczynka. Rano Ayashiro opowiada o strasznym wydarzeniu, które miało miejsce w nocy. Widziała ducha dziewczyny, która podobno wyssała jej energię. Dziewczęta postanawiają zbadać tę sprawę. Opis pasuje trochę do dziewczynki znalezionej w poprzednią noc. Syouko postanawia ją odwiedzić, ale Aoi-sensei mówi, że dziewczynka cały czas śpi i na pewno nie wstawała. Okazuje się, że przez rytuał Kurou-samy nad Unasakę nadciąga sztorm. Klub jednak postanawia zostać. Syouko dzwoni do swojego dziadka. Okazuje się, że była tutaj przed ośmiu laty z Kayą. Wróciła sama po wypadku na morzu, z którego nic nie pamięta, a w którym Kaya zginęła. Syouko idzie znowu do Nami. Przypomina sobie, że kiedyś już ją widziała. Ale nie wie, czy to było naprawdę, czy we śnie. Syouko idzie przygotować posiłek, ponieważ Yasumi źle się czuje. Kaleczy się nożem w palec, a Nami odkaża ranę za pomocą śliny. Później okazuje się, że rana całkiem zniknęła. Kiedy dziewczęta grają w karty, Nami zasypia. Syouko zanosi ją do pokoju i kładzie się obok. Znów śni jej się tamta dziewczynka, która tym razem okazuje się nosić imię... Nami. Syouko budzi się i wychodzi z Shoushinji. Nami idzie za nią i prowadzi ją na brzeg morza. Atakują je małe demony, jednak dziewczynom udaje się uciec. Kiedy następnego dnia idą na plażę, Nami wpada do wody i Syouko, gdy próbuje ją wyciągnąć, słyszy jej... głos. Ma wizję, w której widzi jakąś piękną dziewczynę, unoszącą się nad nią w czerwonej wodzie. Wieczorem ma miejsce turniej urządzony przez Momoko. Syouko trafia do pary z Nami. Kiedy ta dotyka Kameliowego Drzewa, zaczyna mówić! Okazuje się, że Nami to Yasuhime. Ta prosi ją, by odzyskała Sword. I wtedy znowu atakują je demony. Pomaga im nieznajoma postać, którą Yasuhime nazywa "Kurou-sama". Po powrocie do Shoushinji Syouko mdleje. Budzi się rano. Wszyscy są zszokowani, że Nami mówi. Wygląda na to, że Nami i Yasuhime to dwie zupełnie różne osoby, mieszkające w tym samym ciele. Syouko postanawia iść z Nami na wyspę. Tam trafiają do Kameliowego Lasu. Yasuhime odzyskuje całą swoją moc, a Nami przypomina sobie, kim jest. Naprawdę nazywa się Tsunami Nekata. Syouko postanawia poprosić o pomoc Migiwę, która zjawia się rano. We trzy idą przerwać rytuał. Munetsugu, ojciec Nami, chce, by Nami z nim została i była nową Yasuhime. Obiecuje jej, że będzie mogła żyć normalnie. Oczywiście dziewczęta się nie zgadzają na taki układ i nie ufają mu. Wtem zjawia się Kaya, chcąca za wszelką cenę zabić Munetsugu. Syouko jednak wyjawia jej, kim jest i przekonuje, że Sword trzeba zabrać z tego miejsca. Wszystkie cztery uciekają, jednak Migiwa, Kaya i Nami zostają z tyłu. Syouko spada z klifu. Ratuje ją Kohaku, która, jak się okazuje, współpracuje z Migiwą i jest strażniczką Sword. Pomaga Syouko dostać się do sanktuarium, gdzie spotykają Rouryuu - demona, który przemienił w swoich pobratymców Kohaku i Kayę, a Nami zmienił w Yasuhime. Rouryuu dźga Nami w brzuch trójzębem. Syouko biegnie do niej, poi ją swoją krwią i razem, za pomocą Sword, niszczą bramę. Wracają do Shoushinji, Nami zostaje adoptowana przez Yuukaia i przyjeżdża do Syouko na ferie zimowe. Jedynie Syouko wspomina, że Kaya nie wróciła, czyli jak widać zginęła w walce. Ale tak to happy end.
End, który zapadł mi w pamięć - normal ending nr 23: Syouko nie broni zażarcie Nami, przez co nie wpada na pomysł, by dać wypić jej swoją krew. Nami umiera w ramionach Syouko, mówiąc przed śmiercią, że cieszy się, iż mogła ją jeszcze raz zobaczyć. Bolesny ending, dlatego go zapamiętałam.
Rola Syouko: Uber seme.
Moje zdanie: Nami jest uosobieniem słodyczy, choć potrafi być poważna. Lubię ją, ale nie mogę się wczuć w jej relację ze Syouko. Może dlatego, że momentami, zwłaszcza na happy endzie, jest trochę za słodko. Ogólnie jej sposób mówienia też jest trochę irytujący. Jednak potrafi pokazać, że jednak posiada moc Yasuhime i zapanować nad sytuacją. I fajne jest też to, że Syouko wobec niej staje się takim uber seme - wiecznie opiekuńcza, starająca się uratować ukochaną za wszelką cenę. Oceniłam tę ścieżkę na dwie gwiazdki w zasadzie tylko dlatego, że istnieją o wiele lepsze. Ta po prostu jest w porządku.

Ścieżka Kohaku
Ocena: ★★★★★
Nie każde zło jest złem ostatecznym, trzeba mu tylko przypomnieć o istnieniu dobra.
Opis ścieżki: Akcja dzieje się po wydarzeniach z wariantu "Deja vu". Syouko idzie poszukać Migiwy. Rozmawia z nią i zastanawia się, czy opowiadać o Duchu Kamelii. Stwierdza jednak, że nikomu nie powinna o niej mówić. Później wraca do Shoushinji. Okazuje się, że Yasumi znalazła na plaży dziewczynkę, którą morze wyrzuciło na brzeg. Dziewczynka nie wygląda na Japonkę - ma bardzo długie, białe włosy, mlecznobiałą skórę i lazurowe oczy. Ponieważ nie pamięta, jak się nazywa, a co więcej - nie może mówić, dziewczęta nadają jej imię Nami. Ayashiro opowiada o strasznym wydarzeniu, które miało miejsce w nocy. Widziała ducha dziewczyny, która podobno wyssała jej energię. Dziewczęta postanawiają zbadać tę sprawę. Opis pasuje do Ducha Kamelii widzianego przez Syouko. Okazuje się, że przez rytuał Kurou-samy nad Unasakę nadciąga sztorm. Klub jednak postanawia zostać. Syouko dzwoni do swojego dziadka. Okazuje się, że była tutaj przed ośmiu laty z Kayą. Wróciła sama po wypadku na morzu, z którego nic nie pamięta, a w którym Kaya zginęła. Syouko idzie do lasu. Widzi Kameliowe Drzewo i przeżywa deja vu. Wraca do Shoushinji. Wieczorem ma miejsce turniej urządzony przez Momoko. Syouko trafia do pary z Ayashiro, Momoko lub Aoi-sensei, zależnie od wyboru. Po konkursie Syouko postanawia sama iść do lasu, bo być może wtedy spotka Ducha Kamelii. Atakują ją małe demony. Po dotknięciu Kameliowego Drzewa, ma podwójną wizję. Widzi Kayę ratującą ją przed czymś jej nieznanym, a potem postać przypominającą Ducha Kamelii robiącego dokładnie to samo. Gdy otrząsa się z szoku, naprawdę widzi Ducha Kamelii, który pokonuje demony i proponuje jej trening. Syouko wraca do Shoushinji. Spotyka po drodze Migiwę, która wypytuje ją, gdzie była, lecz Syouko ją zbywa. Osanai ma sen, w którym spotyka Ducha Kamelii, ale... Nie jest sobą. A Duch Kamelii okazuje się Kurou-samą. Następnego dnia Syouko rozmawia z Migiwą. Ta mówi jej, że demonica, którą spotkała, jest złem wcielonym i ma się trzymać od niej z daleka. Co więcej, ta demonica zapewne ukradła Sword - miecz o potężnej mocy. Jednak Syouko mówi, że Kurou-sama nie wygląda na złą. Migiwa prosi ją więc, by zaprowadziła ją do niej. Kiedy Migiwa i Kurou-sama się spotykają, walczą ze sobą, lecz demonica wyjaśnia, że nazywa się Kohaku i jest strażniczką Sword, a nie jego złodziejką. Migiwa kontaktuje się ze swoim szefem, który każe jej współpracować z Kohaku. Łowczyni odchodzi, zostawiając Syouko i Kohaku same. Spotykają one tajemniczą kobietę, która okazuje się być właśnie tą demonicą, która ukradła Sword. Kohaku atakuje ją i każe oddać Sword. Walczą. Syouko rozpoznaje w demonicy Kayę. Ale jakim cudem ona żyje? Kohaku używa swojej mocy zaklętej w jej lewym oku, przez co Syouko nie może się ruszyć. Kaya rani Kohaku. Syouko wydostaje spod jej mocy, dzięki czemu Kaya prawie zostaje pokonana, ale ucieka. Migiwa przychodzi i mówi, że zemdlała przez Sword i że Kaya pobiegła na Urashimę. Sama postanawia tam wyruszyć. Kohaku musi wypocząć. Syouko wraca do Shoushinji. Po wizycie na plaży idzie sprawdzić, co z Kohaku. Ta wciąż jest w nie najlepszym stanie. Pyta Syouko, czy może napić się jej krwi. Ta się zgadza. Syouko zasypia i znów śni jej się Kohaku. Okazuje się, że tajemnicza postać, którą Osanai jest w tych snach, to Yasuhime. Kohaku wyrusza na wyspę. Syouko broni Nami przed małymi demonami. Później na plaży odbywa się bankiet. Po bankiecie Nami porywają demony. Syouko, mimo ulewnego deszczu, idzie na Urashimę. Prawie spada z klifu, jednak ratuje ją Kohaku, która skacze z nią do wody. Syouko zostaje ranna i ma kolejny sen z punktu widzenia Yasuhime oraz o Kohaku i jej bracie. Kohaku poi ją swoją krwią, dzięki czemu Syouko przeżywa. Potem Kohaku opowiada jej o Rouryuu i jego planie zniszczenia świata za pomocą krwi Yasuhime, dzięki której otworzy bramę. Idą ratować Nami, jednakże Rouryuu jest już o krok od otwarcia bramy, więc zostawiają ją na pastwę losu. Niestety. Biegną za Rouryuu. Widzą, jak Munetsugu zabija Kayę. Rouryuu zdobywa Sword, ale Munetsugu obcina mu rękę, którą go trzyma. Migiwa łapie Sword żyłkami, Munetsugu ginie z rąk Rouryuu. Syouko podaje Kohaku Sword, który Migiwa zrzuciła na dół. Kohaku zabija Rouryuu, lecz Sword opętuje ją i przez to dźga się w brzuch, by nie doprowadzić do utraty zmysłów. Syouko podbiega do Kohaku, a ta mówi jej, że nie musi się już jej bać i umiera. Wtedy duch, dzięki któremu istnieje Oniwaka, wydostaje się na zewnątrz. To duch brata Kohaku, Hachirou. Oddaje swoją energię Kohaku, ratując ją. Syouko spotyka później ubraną jak hipiska Kohaku podczas turnieju kendo. Happy end.
End, który zapadł mi w pamięć - bad ending nr 47: Syouko nie wyrywa się spod mocy Kohaku, która zostaje przez to zabita przez Kayę. A Syouko zjadają małe demony. Ten ending zapamiętałam, ponieważ głos Kohaku był strasznie dramatyczny, gdy umierała. Zrobiło mi się jej żal.
Rola Syouko: Uke.
Moje zdanie: Ścieżkę Yasumi będę opisywała później, więc na razie stwierdzę, że po niej wręcz nienawidzi się Kohaku. Kiedy idzie się przez ścieżkę Migiwy, ma się wrażenie, że kobieta wykonuje tylko swoją pracę - dlatego taka jest. Po ścieżce Kayi nawet się ją toleruje, w końcu współpracuje z Migiwą. Na ścieżce Nami Kohaku ratuje Syouko - więc nie jest złem wcielonym, no nie? Ja przeszłam ścieżkę Kohaku jako ostatnią przed Grand Endem. I powiem tak - zachwyciłam się nią. Kohaku jest pięknym przykładem na to, że zło nie zawsze pozostaje złem, jak myśli Migiwa. Zachowanie Kohaku na ścieżce Yasumi czy Kyan, jest spowodowane tym, że nie spędzała z ludźmi wystarczająco dużej ilości czasu, by pamiętać, jak być człowiekiem. Poza tym, relacja między Kohaku i Oyasu, czyli Yasuhime, jest przepiękna. Dzięki wspomnieniom, które zyskała Syouko, można poważnie wczuć się w ten pairing. Oprócz tego, Kohaku jest też jedną z niewielu osób, które potrafią utemperować Syouko. Ale nie robi z niej mokrej skarpety - po prostu wzbudza w Syouko szacunek.

Wielka Ścieżka
Ocena: ★★★★
Żeby uratować świat, trzeba współpracować. W pojedynkę nie zdziała się nic.
Opis ścieżki: Akcja dzieje się po wydarzeniach z wariantu "Red Tsubaki". Syouko pyta Yasumi o inną rodzinę. Ta odpowiada, że miała kiedyś tatę i starszą siostrę, ale zmarli. Syouko przeprasza za swoje wścibstwo. W nocy idzie na brzeg morza i spotyka Yasumi. Znajdują na plaży dziewczynkę, którą morze wyrzuciło na brzeg. Dziewczynka nie wygląda na Japonkę - ma bardzo długie, białe włosy, mlecznobiałą skórę i lazurowe oczy. Ponieważ nie pamięta, jak się nazywa, a co więcej - nie może mówić, dziewczęta nadają jej imię Nami. Ayashiro opowiada o strasznym wydarzeniu, które miało miejsce w nocy. Widziała ducha dziewczyny, która podobno wyssała jej energię. Dziewczęta postanawiają zbadać tę sprawę. Opis pasuje trochę do dziewczynki znalezionej w poprzednią noc. Syouko postanawia ją odwiedzić, ale Aoi-sensei mówi, że dziewczynka cały czas śpi i na pewno nie wstawała. Okazuje się, że przez rytuał Kurou-samy nad Unasakę nadciąga sztorm. Klub jednak postanawia zostać. Syouko dzwoni do swojego dziadka. Okazuje się, że była tutaj przed ośmiu laty z Kayą. Wróciła sama po wypadku na morzu, z którego nic nie pamięta, a w którym Kaya zginęła. Syouko idzie znowu do Nami. Przypomina sobie, że kiedyś już ją widziała. Ale nie wie, czy to było naprawdę, czy we śnie. Syouko idzie przygotować posiłek, ponieważ Yasumi źle się czuje. Kaleczy się nożem w palec, a Nami odkaża ranę za pomocą śliny. Później okazuje się, że rana całkiem zniknęła. Kiedy dziewczęta grają w karty, Nami zasypia. Syouko zanosi ją do pokoju i kładzie się obok. Znów śni jej się tamta dziewczynka, która tym razem okazuje się nosić imię... Nami. Syouko budzi się i wychodzi z Shoushinji. Nami idzie za nią i prowadzi ją na brzeg morza. Atakują je małe demony, jednak dziewczynom udaje się uciec. Kiedy następnego dnia idą na plażę, Nami wpada do wody i Syouko, gdy próbuje ją wyciągnąć, słyszy jej... głos. Ma wizję, w której widzi jakąś piękną dziewczynę, unoszącą się nad nią w czerwonej wodzie. Wieczorem ma miejsce turniej urządzony przez Momoko. Syouko trafia do pary z Nami. Kiedy ta dotyka Kameliowego Drzewa, zaczyna mówić! Okazuje się, że Nami to Yasuhime. Ta prosi ją, by odzyskała Sword. I wtedy znowu atakują je demony. Pomaga im nieznajoma postać, którą Yasuhime nazywa "Kurou-sama". Nami mdleje. Kurou-sama ucieka, a Syouko i śpiącą Nami odnajdują Migiwa i Momoko. Syouko wychodzi w nocy trenować. Migiwa wypytuje ją, gdzie była i opowiada o tym, że w okolicy kręci się demonica, która zapewne ukradła Sword - miecz o potężnej mocy. Jednak Syouko mówi, że Kurou-sama nie wygląda na złą. Migiwa prosi ją więc, by zaprowadziła ją do niej. Kiedy Migiwa i Kurou-sama się spotykają, demonica wyjaśnia, że nazywa się Kohaku i jest strażniczką Sword, a nie jego złodziejką. Do tego mówi Kyan, że jej szef kazał jej współpracować z Kohaku. Spotykają one tajemniczą kobietę, która okazuje się być właśnie tą demonicą, która ukradła Sword. Kohaku atakuje ją i każe oddać Sword. Walczą. Syouko rozpoznaje w demonicy Kayę. Ale jakim cudem ona żyje? Nagle znikąd pojawia się Nami. Syouko chroni ją, przez co zostaje ranna. Kaya ucieka, a Nami leczy Syouko ramię. Migiwa i Kohaku idą szukać Kayi. Syouko i Nami również wyruszają na wyspę. Po drodze odbierają telefon od Aoi-sensei, która informuje je, że Yasumi zemdlała i że mają nie wracać, bo są problemy z pogodą. Dziewczęta postanawiają się zdrzemnąć. Po odpoczynku, kontynuują podróż. Na wyspie trafiają do Kameliowego Lasu. Spotykają w nim Kayę, która opowiada historię swojego życia, a raczej nieżycia. Yasuhime odzyskuje całą swoją moc, a Nami przypomina sobie, kim jest. Pojawia się Rouryuu i każe Kayi dać mu Sword. Syouko jednak zapobiega temu. Rouryuu przywołuje Matamu. Nami używa swojej mocy, by uspokoić bestię. Kaya zostawia Sword pod opieką Syouko, która ucieka z Nami. Wtem pojawia się Migiwa, która im pomaga. Rouryuu jednak dogania je i ucina Syouko rękę, którą trzyma Sword. Syouko, Nami i Sword wpadają do morza. Syouko ma wizję, jak Yasuhime pieczętuje Sword. Osanai i Nami budzą się na plaży i słyszą głos Yasumi. Okazuje się, że małe demony porwały jej ciało, a ona ma moc projekcji astralnej. Co więcej! Yasumi i Nami, to tak naprawdę Yasumi i Tsunami Nekata - siostry bliźniaczki! Nami zabiera do swojego ciała duszę Yasumi, by ją chronić i przywołuje Matamu, na którym dziewczęta przemierzają morze. Chronią się w grobie Yasuhime, gdzie Yasumi i Nami piją krew Syouko, by odzyskać siły. Idą do sanktuarium. Znajdują tam ciało Yasumi, którego pilnują Munetsugu i Rouryuu. Zjawiają się tam również Kohaku, Migiwa i Kaya. Kohaku walczy z Rouryuu, Syouko z Munetsugu (Pytanie do Migiwy i Kayi - Jak długo można przeskakiwać po kamieniach, będąc najwyższymi w grze, gdzie Nami i Kohaku zrobiły to szybciej, mając jakieś trzydzieści centymetrów mniej?). Munetsugu łamie miecz Syouko, ta broni się ręką i okazuje się, że Sword, który zdawało się, iż został zgubiony, zespolił się z ramieniem Osanai! Syouko pomaga walczyć z Rouryuu, Kaya pokonuje Munetsugu. Rouryuu, widząc, że niedługo przegra, poświęca Munetsugu, któremu Kaya oszczędziła życie, i otwiera bramę. Dziewczęta biegną do bramy. Yasumi, Kohaku, Migiwa i Kaya walczą z demonami, Syouko i Nami udają się za Rouryuu. Syouko pokonuje go i razem z Nami niszczą bramę. Morze wyrzuca ich na brzeg. Okazuje się, że wszyscy żyją i cieszą się z powrotu Syouko i Nami. Świat ocalony, wszystko jest w porządku. Happy end.
End, który zapadł mi w pamięć - bad ending nr 53: Kaya oddaje Sword, Rouryuu realizuje swój plan - Japonia zostaje zatopiona i poddana pod jego panowanie. Zapamiętałam to, ponieważ przynajmniej raz było pokazane, co by było, gdyby Rouryuu się udało.
Rola Syouko: Brak roli - Syouko nie wykazuje tutaj żadnych zainteresowań którąkolwiek z dziewcząt, choć teoretycznie powinna być to Nami.
Moje zdanie: Przez wielu ta ścieżka uznawana jest za true end, jednak również za najnudniejszą, ponieważ nie ma tu romansu. Czy to true end? Może tak. Czy nudny? Jak najbardziej nie. To tutaj dowiadujemy się, dlaczego raz to Nami jest dziewczynką ze snów Syouko, a raz Yasumi. To tutaj odkrywamy, że są bliźniaczkami. Wszystko nagle staje się jasne! Yasumi i Nami panują nad swoimi mocami, Kohaku jest ludzka, Migiwa zawsze gotowa do pomocy, a Kaya... No cóż, nadal irytuje. Syouko zaś chce pomóc wszystkim, nikogo nie spycha na drugi plan. Idealna współpraca. Jednak oczywiście są wady tego endu... Po pierwsze, właśnie nie ma głównego shipu. Kogo z nich wszystkich wybrała tutaj Syouko? Nie wiadomo. Po drugie, Kaya żyje. Nie lubię babsztyla, przepraszam. Po trzecie, śmierć Munetsugu jest tutaj taka zupełnie bezsensowna. Po czwarte, czy Aoi-sensei i cała reszta... Wiedzieli o wszystkim? Czy może nie do końca? I po piąte, co dalej? W każdej ścieżce jest pokazane, jak to się wszystko poukładało w przyszłości. Tutaj nie. Lekki niedosyt.

Ścieżka Yasumi
Ocena: ★★★★★
W słabym ciele silny duch, czyli lepiej nie oceniać po pozorach, a o tajemnicach rodzinnych nie powinno się milczeć.
Opis ścieżki: Akcja dzieje się po wydarzeniach z wariantu "Red Tsubaki". Syouko mówi, że Momoko nie daje Yasumi tyle wsparcia, co powinna. W nocy idzie na brzeg morza i spotyka Yasumi. Znajdują na plaży dziewczynkę, którą morze wyrzuciło na brzeg. Yasumi wyciąga ją z wody. Dziewczynka nie wygląda na Japonkę - ma bardzo długie, białe włosy, mlecznobiałą skórę i lazurowe oczy. Ponieważ nie pamięta, jak się nazywa, a co więcej - nie może mówić, dziewczęta nadają jej imię Nami. Syouko śni się tajemnicza dziewczynka. Rano Ayashiro opowiada o strasznym wydarzeniu, które miało miejsce w nocy. Widziała ducha dziewczyny, która podobno wyssała jej energię. Dziewczęta postanawiają zbadać tę sprawę. Okazuje się, że przez rytuał Kurou-samy nad Unasakę nadciąga sztorm. Klub jednak postanawia zostać. Syouko dzwoni do swojego dziadka. Okazuje się, że była tutaj przed ośmiu laty z Kayą. Wróciła sama po wypadku na morzu, z którego nic nie pamięta, a w którym Kaya zginęła. Syouko pomaga Yasumi w treningu, a później w zakupach. Podczas wypadu na miasto Aizawa mdleje. Po tym, jak Yasumi już czuje się dobrze, Syouko rozmawia z mnichem o lekarstwie, którego produkcji nauczyła ród Nekata sama Yasuhime. Syouko idzie się wykąpać razem z Yasumi i Nami. Wieczorem ma miejsce turniej urządzony przez Momoko. Syouko trafia do pary z Yasumi. Podczas chodzenia z Yasumi po lesie ma deja vu przez swój sen. Osanai i Aizawa widzą dziwną postać kryjącą się za drzewami, jednak nie sprawdzają, co to jest, by nie wpaść w tarapaty. Docierają do Kameliowego Drzewa przez Syouko, wszystkie kwiaty spadają. Następnego dnia z powodu ducha, Syouko, Ayashiro i Momoko zostają wysłane do świątyni, by oczyściły swoje myśli. Kiedy dziewczęta kończą medytację, przychodzi Yasumi. Syouko postanawia powiedzieć o tym, że Kameliowe Drzewo straciło swoje kwiaty przez jej dotyk. Yuukai stwierdza, że to normalne. Syouko stacza pojedynek z Migiwą. Później dziewczęta idą na plażę. Syouko spotyka Migiwę, która opowiada jej o Sword i o tym, że musi złapać demona, który go ukradł. W nocy Syouko idzie za Migiwą, która mówi jej, że Nami może nie być człowiekiem i to ona nawiedza Ayashiro. Atakują je małe demony. Razem je pokonują. Właśnie wtedy Migiwa wyjawia, kim tak naprawdę jest - łowczynią demonów. Wracają do Shoushinji, gdyż Syouko obawia się, że duch może znowu się pojawić. Kiedy zjawiają się w pokoju, jest tam koszmarnie zimno. Widzą duszę długowłosej dziewczyny. Migiwa rozpoznaje w niej Yasumi. Chce ją jednak zabić, gdyż taka jest jej praca. Syouko jednak jej na to nie pozwala. Budzi Yasumi, która nie wie, co się stało. Migiwa odchodzi, mówiąc, że nie powinny już razem przebywać. Yasumi wyjawia, że naprawdę nazywa się Nekata Yasumi i jest córką głowy rodu Nekata - Munetsugu. Jej mama uciekła z nią po tym, jak jej siostra zniknęła (oficjalnie umarła, ale tak naprawdę nie wiadomo, co się z nią stało). Dziewczynką ze snów Osanai jest właśnie mała Yasumi. Syouko obiecuje ją chronić, po czym daje jej się napić swojej krwi. Syouko postanawia iść z Yasumi na Urashimę, aby odnaleźć lekarstwo, które może polepszyć stan zdrowia Aizawy. Ukrywają się w grobie Yasuhime. Yasumi postanawia wykorzystać swoją moc wychodzenia z ciała, by dostać się do domu Munetsugu i przeczytać w książce, z czego robi się lekarstwo. Do Syouko dzwoni jednak Aoi-sensei, która pyta, gdzie są, a potem przekazuje, że poprosi Nekatę o to, by przenocował jej podopieczne. Syouko proponuje, by Yasumi napiła się krwi, bo jej moc może być później potrzebna. Idą do Munetsugu, który ich nie rozpoznaje. W bibliotece dowiadują się o mrocznej tajemnicy rodu Nekata - o poświęceniach dzieci i prawdziwości istnienia Yasuhime. Munetsugu jednak rozpoznaje Syouko i Yasumi, po czym chce je ściąć. Syouko mdleje i ma wizję, jak Yasuhime ją ratuje. Gdy się budzi, widzi Yasumi w formie ducha. Aizawa mówi jej, że musi sama załatwić sprawę ze swoim ojcem, a Syouko ma uciekać. Osanai się nie zgadza. Proponuje jej kolejną porcję swojej krwi, a potem kryjówkę w swoim ciele. Po raz kolejny ukrywają się w grobie Yasuhime i idą szukać ciała Yasumi. Jednak w rezydencji rodu Nekata znajdują jedynie... Nami. Yasumi wchodzi w jej ciało i idzie ze Syouko do sanktuarium, w którym spotykają Kohaku. Ta za wszelką cenę chce zatrzymać rytuał rodu Nekata, więc usiłuje zabić Aizawę i Osanai. One jednak ratują się, skacząc do wody, ponieważ Yasumi zobaczyła wspomnienia Syouko, gdy była w jej ciele i wie, jak Osa wcześniej uciekła. Gdy wydostają się z sanktuarium, natykają się na nieprzytomną Migiwę, obok której leży Sword. Munetsugu, wcześniej zabijając Rouryuu, zmienia zdanie i walczy z Kohaku, poświęcając swoje życie, by ratować Syouko i Yasumi. Jednak trzeba zniszczyć bramę, która została otwarta. Yasumi i Syouko chcą się poświęcić, ale pojawia się Nami, a raczej Yasuhime, która bierze Sword i skacze do morza. Gdy brama zostaje zamknięta, wszystko się zawala, a Syouko i Yasumi wpadają do wody. Budzą się na brzegu morza i cieszą się, że żyją. Jest też powiedziane, że Migiwie nic nie jest. Po całej tej przygodzie ciało Yasumi w końcu odzyskuje dobrą kondycję i może ona normalnie funkcjonować, więc dołącza do klubu kendo. Happy end.
End, który zapadł mi w pamięć: Tutaj mam kilka. Pozwolę sobie wypisać wszystkie.
1) Normal ending nr 3: Syouko nie powstrzymuje Migiwy. Yasumi zapada w śpiączkę. Nami również. Po przejściu całej gry można zauważyć, że są w jakiś sposób połączone, dlatego też nie jest to nic dziwnego. Jednak wszyscy są kompletnie załamani, a Momoko i Syouko płaczą przez cały ending. Łapie on za serce i wyciska łzy.
2) Bad ending nr 9: Jeśli Syouko stwierdzi, że Yasumi ma wejść w jej miecz, a nie w nią, ta nie zyska jej wspomnień, lecz moc przywoływania Matamu. Robi to, by walczyć z Kohaku. Jednak Yasuhime powstrzymuje ją. Później wyjawia Kohaku, kim jest. Ta, kierowana zemstą, chce zabić Yasumi za to, co ród Nekata zrobił jej ukochanej Oyasu. Jednak Syouko osłania swoją przyjaciółkę i ginie za nią. Lubię ten ending, ponieważ widać tutaj pięknie relację między Kohaku i Yasuhime. I żałuję, że to jedyny moment w grze, gdy mogły ze sobą porozmawiać. Dla smaczku wstawię rysunek autorstwa Kann przedstawiający Kohaku i Yasuhime.
3) Normal ending nr 12: Jeśli Syouko stwierdzi, że Yasumi ma wejść w jej miecz, a nie w nią, ta nie zyska jej wspomnień, lecz moc przywoływania Matamu. Dziewczęta nie zabierają też Nami, tylko ukrywają ją w grobie Yasuhime. Yasumi przywołuje Matamu, by walczyć z Kohaku. Traci jednak nad nim kontrolę i jedynym sposobem jest zabicie Matamu, w którym jest dusza Yasumi. Kohaku, mimo sprzeciwu Syouko, uwalnia ją w taki sposób. Mimo, że Yasumi może wrócić do swojego ciała, nie chce tego - straciła większość wspomnień i człowieczeństwa. Syouko nie potrafi jednak wrócić do domu bez Yasumi. Dlatego ta, używając swojej mocy, wymazuje jej wszystkie wspomnienia z obozu od momentu, w którym gotowały wspólnie posiłek. Kohaku pomaga wydostać się Syouko z sanktuarium. Osanai zostaje wyrzucona na brzeg. Zanosi się donośnym szlochem, chociaż nie wie, dlaczego. Ten ending jest jeszcze bardziej bolesny niż tamten, ponieważ cały czas ma się nadzieję, że jednak Syouko uratuje Yasumi, a tutaj coś takiego... I pokazuje też, że ta słodka, niewinna Zawacchi jest zdolna do największego poświęcenia.
Rola Syouko: Seme.
Moje zdanie: Oj, ale się rozpisałam. A jeszcze przecież opinia. No dobrze. Dlaczego ta ścieżka? Po pierwsze, Kaya tu się w ogóle nie pojawia, prócz jednego bad endu. Można jedynie wywnioskować, że jeśli Sword był w rękach Rouryuu, który otworzył przecież bramę, Kaya nie żyje. I tyle. Nie ma żadnego "Natsu Nee-san!" krzyczanego za każdym razem, gdy Syouko widzi Kayę. Po drugie, Yasumi. Dużo Yasumi. Ogólnie ta bohaterka jest moją ukochaną z całej gry. Uwielbiam te postacie, które na początku są nieśmiałymi, nieco dziecinnymi sierotkami, a później okazują się posiadać przydatną umiejętność, którą wykorzystują do uratowania ukochanej osoby, rodziny, przyjaciół lub całego świata. Yasumi właśnie taka jest. Uosobienie słodyczy na początku, personifikacja odwagi na końcu. Gdyby nie jej pomysłowość i poświęcenie, Syouko zginęłaby permanentnie, a nie tylko w bad endach. Yasumi opiekuje się Momoko jak starsza siostra, mimo że to Akita uważa się za jej obrończynię. Nami wyczuwa z nią siostrzaną więź mimo, że jej nie pamięta. Dziewczyna wzbudza sympatię dosłownie w każdym, kogo spotka. Tak naprawdę to jedyna postać, która się rozwija. Syouko jedynie może się cofnąć w rozwoju, gdy widzi Kayę. Kohaku tylko sobie przypomina, jak być człowiekiem. Nami, Migiwa i Kaya wciąż są takie same. Yasumi z menadżerki klubu kendo wyrasta na postać zdolną do poświęcenia życia. Jako, że jej dizajn jest dość prosty, zrobiłam jej cosplay. Niedokładny, bo nie wychodzę w tym na scenę, ale stylizowany na niej.


Kilka słów na zakończenie

Mam nadzieję, że was nie zanudziłam. I przepraszam, że tak późno ta recenzja się pojawia, ale miałam chyba zbyt dużo na głowie... Także, zapraszam jeszcze raz do zagrania. Nie zawiedziecie się, obiecuję. A i po kliknięciu w obrazki, zostaniecie przeniesieni do poszczególnych ścieżek, które sfilmowałam, robiąc gameplay. Ścieżkę Kayi podrzucę wam z innego konta. To tak, jakby ktoś wolał obejrzeć sobie gameplay od samodzielnego przejścia gry. To tyle z mojej strony, życzę miłej zabawy.
Ps. Przyjrzyjcie się ciekawej grze, w którą wplątują nas graficy. Na przykład kiedy ktoś nie jest człowiekiem, jego oczy prześwitują zza włosów. Miłego szukania tego typu smaczków.

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Dive in the cold water of sadness and the hot water of anger

DIV ogłosiło dzisiaj rozpad.

Na początku było mi smutno, ale potem poczułam złość.

Dlaczego Satoshi i Chobi postanowili odejść?

Dlaczego Shougo i Chisa nie chcą tego ciągnąć dalej?

Z jednej strony to dobrze, że Shougo i Chisa wolą rozwiązać zespół, a Satoshi i Chobi odejść, bo to oznacza, że są zbyt bliskimi przyjaciółmi, by ciągnąć to mimo kłótni.

W końcu nie chcemy takiej sytuacji jak w Ayabie.

Ale z drugiej strony, tak bardzo chciałam usłyszeć "Butterfly Dreamer" na żywo.

Tak bardzo uwielbiam ich kompozycje.

Chociaż...

Ostatnimi czasy naprawdę widać, że chyba przestali się dogadywać na muzycznym polu.

Może to było tak, że Satoshi chciał dużo elektroniki w kompozycjach? W końcu w poprzednim zespole był programistą, nawet nie grał na żadnym instrumencie. Tymczasem Chobi się z nim nie zgadzał. I pewnie po którejś kłótni postanowili, że obaj odejdą, jeśli mają się tak ciągle sprzeczać.

Dalej historię już znamy. Shougo i Chisa chcieli dalej to ciągnąć, ale po czasie stwierdzili, że bez tych dwóch Daivu nie istnieje.

Jestem zła, jestem gdzieś tam w środku trochę smutna. Najpierw zalała mnie lodowata fala smutku, potem gorąca fala złości.

Nie umiem pływać. Zanurkowałam.

I znalazłam wypowiedź Chisy.

"Początek i koniec to dwie strony tego samego medalu. Kiedy coś się zaczyna, to znaczy, że w tym samym czasie zaczyna się odliczanie do końca. Ale to zakończenie oznacza początek czegoś nowego."

I może właśnie tak myślmy. Miejmy nadzieję, że jeszcze ich zobaczymy.

Może niektórych nawet w tym samym, nowym zespole.

A może nawet wszystkich. Kto wie? W świecie muzyki nie takie rzeczy się zdarzały.

Fakt faktem, dziękuję. Dziękuję za to, że przez te 4 i pół roku stworzyliście coś tak pięknego.

Do zobaczenia.

sobota, 6 sierpnia 2016

PKP - Pójdź Kuźwa Pieszo

Myślałam, że bodaj nie dojadę do Iławy dzisiaj.
Bo stwierdziłam, że nie pojadę tym połączeniem, co zwykle.
Tylko wcześniejszym z przesiadką, żeby być szybciej.
Nie mam nic do przesiadek.
Ogólnie przesiadka nie była problemem.
Problemem był pociąg widmo.
Babka w kasie sprzedała mi bilet na pociąg, który istnieje tylko w rozkładzie internetowym, a tak to go nie ma. I na tych papierowych w gablotach też go nie ma...
I utknęłam w Tczewie z biletem na pociąg, którego nie ma.
Rodzice musieli po mnie podjechać, bo oczywiście o tej godzinie do Iławy się nie dostaniesz po 20.
Takie tam zadupie.
I potem miałam pogadankę, że mogłam sobie kupić bilet na intercity albo pendolino, bo były takie, ale ja nie lubię wydawać kasy na siebie...
No cóż, bywa. Pójdź Kuźwa Pieszo, bo to już nawet Poczekaj, Kiedyś Przyjedziemy nie jest.
Najbardziej śmieszy mnie fakt, że konduktor z pierwszego pociągu też się nie zjarzył, że z tym drugim biletem coś jest nie tak.
Chciałam być godzinę wcześniej, byłam godzinę później.
Także tego. Dobranoc? XD

poniedziałek, 18 lipca 2016

Five years ago

Five years ago was Monday too. I was in Elbląg. Me and Hana went to Ealin. And I didn't know that Isshi died until 25th July.
In 2012 I wrote a long post here.
In 2013 the post were shorter.
In 2014 the post were much shorter.
In 2015 I didn't write any post.
Now I'm calm. So, Isshi... You will in our hearts forever, but there is so more vocalists to love.
Rest in peace and see you again in Heaven. :)

sobota, 16 lipca 2016

Rybia masakra nieznaną zarazą

Ratowaliśmy dzisiaj rybki. Woda śmierdziała, dno akwarium było usłane trupami, na powierzchni wody unosiły się małe ciałka tych zwierzątek.

Smutny i nieco przerażający widok.

Nawet nie wiecie, jak bardzo się ucieszyłam, gdy okazało się, że moje glonojady żyją. Tak, Juni i Kou-chan nadal mają się dobrze. I co więcej, są nawet dosyć duzi. Chociaż Juni nadal jest mniejszy. XD

Ale no. Jest mi źle. Bo chyba nie po to kupuje się świeżą krew, by nie robiły się garbate ryby (wiecie, chów wsobny, te sprawy), żeby potem musieć wyławiać zwłoki przez kilka godzin, prawda?

Ja wiem, że takie gupiki żyją dosyć krótko, ale chyba jednak wolałabym, żeby żyły dłużej niż krócej.

Gdybym mogła, to bym chyba pozwała ten sklep za sprowadzenie bakterii.

Mam nadzieję, że te ryby, które uratowaliśmy, przeżyją.

Ps. Juni i Kou-chan to ciapki. Zaplątali się w siatkę, jak ich ratowałam. XD

wtorek, 7 czerwca 2016

Mizu vs Hanami - Hell vs Heaven

Jak już wspominałam w ostatnim poście, wpadła do mnie Hana. Oczywiście już dawno pojechała, ale ja mam sklerozę i zapomniałam opisać, co się jeszcze wydarzyło. Opiszę dzisiaj wizyty w dwóch zupełnie różnych suszarniach w Poznaniu.

Mizu

Poszłyśmy z Haną do tej suszarni, bo minęłyśmy ją dnia poprzedniego i stwierdziłyśmy, że trzeba obczaić nową miejscówkę. Wzięłyśmy menu wyglądające jak ulotka reklamowa drogerii XYZ i usiadłyśmy przy stoliku. A w menu - koszmar.
Po pierwsze, ceny. 44zł za najmniejszy zestaw 12 kawałków? Aha. Po drugie, przy wielu pozycjach nie było napisane, ile kawałków podadzą nam na talerzu. Po trzecie, literówki i błędy w tłumaczeniu. "Nigri", "tekka" zapisane jako "tuńczyk". Masakra. Po czwarte, pani podała nam jakiś super osom napój za 6zł. Nawet okej cena przy cenach napojów w suszarniach, ale to było obrzydliwe. Smakowało, jakby ktoś do bardzo zimnej wody dodał mięty i bardzo gorzkiej herbaty. Zapłaciłyśmy 12zł za napój i wyszłyśmy. Ochyda. T_T

Hanami

Na całe szczęście przypomniało mi się, że istnieje suszarnia, w której jeszcze nie byłam i że chciałam ją kiedyś obczaić. Poszłyśmy tam. Klimacik był uroczy, w pomieszczeniu panował lekki półmrok, a z radia sączyła się spokojna, instrumentalna muzyka. Pani kelnerka odpowiedziała nam na wszystkie pytania. Okazało się, że w Hanami są stałe promocje, dzięki którym można dobrze zjeść za naprawdę niewielką jak na tę ilość składników cenę. Zamówiłyśmy zestaw za 26zł, gdzie było 18 kawałków - jedna rolka to było hosomaki z łososiem, druga to futomaki z chyba też łososiem i warzywami, a trzecia to, uwaga, futomaki z warzywami w tempurze. Tempura to takie ciasto, w którym obtacza się jedzonko i smaży na głębokim oleju. I chrupie. Do tego Hana zamówiła sobie miso, a ja jeszcze chciałam spróbować nigiri, bo też było w przecenie i kosztowało tylko 10zł, co jest raczej małym wydatkiem jak na polskie suszarnie. W miso było mnóstwo składników, a nigiri się nie rozlatywało! Wszystko było podane ładnie, bez krzywości, jedynie hosomaki ułożono w schodki, ale zrobiono to tak, że człowiek nie miał żadnych wątpliwości, że właśnie tak miało być. Pani kelnerka na każdą uwagę, że było smaczne, odpowiadała "Cudownie", a ja jeszcze miałam do popicia sok aloesowy, który kosztował tyle, co tamto świństwo, a był pyszny. Tyle na temat, zapraszam serdecznie do Hanami. =(^o^)=

A, macie jeszcze zdjęcia~!
Miso z dużą ilością składników.
Nierozwalające się nigiri.
Hosomaki ułożone w urocze schodki.
SUSHI! \(^o^)/

niedziela, 29 maja 2016

Hana w Poznaniu, czyli o matko, jak bolą mnie nogi

Hana wpadła sobie do Poznania, bo tak. Stwierdziła, że ma ochotę, spakowała się i przyjechała. XD

Dzisiaj poszłyśmy na miasto. Najpierw poszłyśmy na lody tradycyjne. Chciałyśmy pójść później, ale bałyśmy się, że już będzie zamknięte. Wzięłam sobie kajmakowe ze słonecznikiem, a Hana sorbet truskawkowy. Ogólnie jak będzie na moście teatralnym w Poznaniu i zobaczycie kawiarnię Teatralka, to polecamy. ^^

Potem byłyśmy na pizzy w pizzerii studenckiej. Pizza, jak zawsze, była tam przepyszna i tania. Miała tak puszyste ciasto i dużo składników, że nie trzeba było brać sosu. Kann też poleca tę pizzerię, zawsze, jak tam jesteśmy, to jemy, aż nam się uszy trzęsą.

Moje nowe buty pokaleczyły mi palce, więc usiadłyśmy na ławce i zaklejałam sobie je plasterkami. Przechodziły jakieś dresy i jeden zawołał "Pocałować? Spełnimy twoje marzenia!", po czym wybuchnęli śmiechem i sobie poszli. Nie wiem, czemu, śmieszy mnie to do teraz. XD

Poszłyśmy do parku. W parku pan barman ćwiczył sobie jakiś układ z butelką i takim mieszadłem do drinków. Wyglądało to osom, dlatego usiadłyśmy i przypatrywałyśmy mu się dobrą chwilę.

A potem poszłyśmy na stare miasto. Idąc tam, widziałyśmy dwóch Azjatów. Jeden wyglądał jak typowy muzyk rockowy z Japonii, czyli dziwne ciuchy i rozjaśnione włosy, a drugi jak jego techniczny. I mieli bardzo ładne dłonie. Na całe (dla nich) szczęście, znalazłyśmy świetny sklep z azjatyckim żarciem. Kupiłam sobie herbatkę w kartoniku (matko, jakie to było dobre), a Hana Pocky (o wiele taniej, niż na konwentach czy w sklepie internetowym). A na starym mieście Hana mi zrobiła zdjęcie z paniami przebranymi za koziołki poznańskie, patrzcie, jakie pocieszne!
Pijąc tę herbatkę, stałam przed miejskim WC i czekałam na Hanę. Była tam jakaś grupa Francuzów, która rozprawiała chyba o tym, jak wielu obcokrajowców spotkali, bo co chwilę słyszałam jakieś określenia na dany naród. I jeden gościu wskazuje na mnie, po czym mówi "Żapani!" i coś tam dalej nawija.

Ja rozumiem, że dużo osób bierze mnie za Azjatkę... W zasadzie nie rozumiem. XD

A potem poszłyśmy do sklepu, gdzie na miejscu robi się cukierki. Kupiłam sobie lizaczki, Hana cukierki, jutro zamierzamy tam iść na pokaz. ^O^

Wracając, zaszłyśmy jeszcze raz do tego sklepu, bo ta herbatka taka dobra. ;w; Ale zaniepokoiły nas kartony wszędzie, więc wywiązał się między mną a panią eskpedientką taki dialog:

Ja: Przepraszam, bo tak się zastanawiamy, dlaczego tu stoją te kartony? Ten sklep będzie przeniesiony, czy zlikwidowany, czy co się dzieje?
Pani: *lekka irytacja* Była dostawa, a ja nie mam gdzie tego wykładać, bo nie ma miejsca.
Ja: Ach tak! Czyli ten sklep tu będzie?
Pani: No, tak.
Ja: Bo wie pani, dopiero go dzisiaj odkryłyśmy, a jest naprawdę świetny, dużo azjatyckiego jedzenia i w ogóle. Będę tutaj częstą klientką.
Pani: *przez całą moją ostatnią wypowiedź jej mina ze zmęczonej, znudzonej i zirytowanej zrobiła się radosna* Och, dziękuję...

No i tyle. Bolą mnie nogi, ale było osom! \(^o^)/

piątek, 15 kwietnia 2016

Przed przeznaczeniem nie uciekniesz, czyli koncert Dio we Wrocławiu

Był październik 2009 roku. Miałam 14 lat, byłam zakochaną w jednym, jak się okazało, chamskim chłopaku, gimnazjalistką. Dowiedziałam się, że w Poznaniu będzie jakiś zespół jrockowy. Zapoznałam się z nimi, obejrzałam kilka teledysków, miałam śmieszki heheszki, bo basista miał przydomek Ivy. Postanowiłam namówić tego chłopaka i Nishi, by ze mną pojechali. Oboje się zgodzili, ale ich rodzice stwierdzili, że nie mogą jechać. Mi i Hanie nie chciało się jechać we dwie, na dokładkę okazało się, że jeden z gitarzystów, który przykuł moją uwagę, odszedł i nie jedzie w trasę z zespołem. Nie pojechałyśmy, a Dio się rozpadło.

W 2012 roku poznałam na Twitterze Kann. Zaprzyjaźniłyśmy się i dzięki niej zaczęłam słuchać w 2014 nowego zespołu pana basisty o śmiesznym przydomku (choć nie mam pojęcia, czemu gimnazjalną mnie to śmieszyło). Mówię oczywiście o Moranie, bo Ivy z Morana i ten z Dio to ta sama osoba. Moran jednak też się rozpadł. No cóż, bywa.

I wtedy pewna firma organizująca koncerty na swoje dziesięciolecie postanowiła na jedną trasę wskrzesić dwa zespoły, z którymi kiedyś współpracowała i które również obchodziłyby dziesięciolecie w tym roku. Dirtrucks i Dio. Jak zobaczyłyśmy na rozpisce trasy napis "Wroclaw, Poland", to od razu wiedziałyśmy, że jedziemy. Ściągnęłam dyskografię, przeraziłam się ciężkim brzmieniem tej muzyki, ale nieważne, słucham Dira, więc jakoś to przeżyłam. Kilka utworów bardzo mi się spodobało.

Nadszedł dzień koncertu. Ja, Hana i Kann pojechałyśmy do Wrocławia. Przed przeznaczeniem nie uciekniesz, po ponad sześciu latach pojechałam na koncert zespołu, na który chciałam jechać dawno temu. Gdzieś w głębi serca obawiałam się, że jednak mi się nie spodoba, patrząc na to, jak bardzo ostatnio jestem marudna i zdołowana. Ale...

Dio dało mi potężnego kopa w dupę. Owszem, siedzę teraz w piżamie przed komputerem, ale to dlatego, że nigdy wcześniej aż tak nie szalałam na koncercie i za bardzo nie mogę się ruszać. XD

Zacznijmy od najważniejszego - muzyki. Zagrali ciężkie utwory, jak i trochę lżejsze, Mikaru dał nam śpiewać, zdarłam sobie gardło na "God Forsaken", cóż. Zaraz potem było "Last dance", również jedna z moich ulubionych piosenek. Ale mówię, śpiewać nie będę, za bardzo mnie to gardło boli. Moje plany spaliły na panewce, jak na encore zagrali "Carry dawn", mój faworyt numer 1 z ich dyskografii. Znów się darłam, moje gardło płakało, ale ja miałam ochotę ich wyściskać. Co zresztą zrobiłam na autografach, chociaż oni tulili mnie, jakbym była z porcelany. XD

Dobra, teraz oni! Ivy na początek. W skrócie, wariat. Na początku tak szalał, że wyglądał, jakby go coś opętało. Opamiętał się w momencie, gdy przywalił sobie gryfem w głowę. Na całe szczęście nic poważnego sobie nie zrobił, ale widać było po jego minie, że chyba się nie spodziewał po tylu latach takiego wypadku. Ogólnie wdzianko mu się trochę zsuwało i można było zobaczyć co nie co, co go chyba irytowało i na encore założył koszulkę z trasy. Na autografach zdziwił się wielce, że chcę go przytulić, choć Hana zrobiła to tuż przede mną, ale z tego, co mówiła, dziwił się przy każdym. Ivy, jesteś pociesznym człowiekiem i genialnym basistą, przestań się dziwić, że ludzie cię kochają! ^o^

Mikaru za to powalił mnie na podłogę swoim czystym wokalem. Może to i kontrowersyjny, niezdecydowany wariat, ale no, jest pocieszny. Próbował być groźny i gotycki, ze skrzydłami nietoperza na plecach i białymi kontaktówkami, ale mu to trochę nie wyszło. Zwłaszcza, jak prowokował fanki do macania go, jak się śmiał, jak wskoczył na barierkę i jak nie mógł z niej bez pomocy fanek zejść... I jak w połowie mojego "Can I hug you?" sam wyrwał się do przytulenia mnie. Swoją drogą, na encore wpadł bez koszulki. Matko, jaka ładna klata, jakie mięśnie, jaki piękny brzuch! Tylko Mikaru, błagam, ogól pachy... XD

Denka, Syu, jak go tam zwą, okazał się być świetnym perkusistą. Grał nawet wtedy, gdy odłamała mu się jedna czwarta pałeczki. A na autografach sam się przywitał i po podpisaniu zdjęcia sam spytał (po angielsku), czy coś jeszcze od niego chcę. Oczywiście chciałam go przytulić, na co on z miną szczeniaczka to zrobił. Serio, Denka wygląda jak taki szczeniaczek, chyba dlatego, że jest pyzaty. XD

Erina jest słodkim chibi gitarzystą, a Kei chyba zmęczył się z nich wszystkich najbardziej. Przepraszam, że o nich tak krótko, ale jakoś nie zapadli mi mocno w pamięć. Chociaż też ich przytuliłam! Żeby nie było, że faworyzuję pozostałą trójkę.

Coś chyba jeszcze miałam... A, tak. Mieli perfekcyjny kontakt z nami, Mikaru bardzo dobrze zna angielski, więc wszystko rozumieliśmy. Szkoda tylko, że nie nauczyli się nic po polsku.

I krótka wzmianka o Dirtrucks - był na tyle dobry, by ściągnąć mnie z krzesła, ale nie na tyle, bym miała o nich jakieś super zdanie i stwierdziła "Tak, zaczynam słuchać tych dziewczyn". Bo to kobiety były. No i wkurzało mnie, że wszystkie teksty były po angielsku, śpiewane oczywiście z japońskim akcentem, w związku z czym brzmiało to gorzej niż źle. Naprawdę nie można śpiewać w swoim ojczystym języku? Poza tym, każdy utwór był na to samo kopyto. Dało się tego posłuchać i się pobujać, ale tyłka mi nie urwało. A jak mnie wokalistka zapytała na autografach, jak noc, to odpowiedziałam tylko "It was amazing", choć nie miałam na myśli ich występu. Ucieszyło ją to, ale wyprowadzać jej z błędu nie chciałam. Niech się dziewczyna cieszy.

Kann złapała dwie kostki, Eriny i Ivy'ego. I wiecie co? Ta Ivy'ego jest z logiem Morana! To takie słodkie, że on wciąż gra na moranowych kostkach.

To chyba wszystko. Dodam tylko, że wrzucę zaraz Dio do rankingu ulubionych zespołów, bo na to zasługują.

A moje dark moment zbliża się ku końcowi.

Miłego dnia!

sobota, 13 lutego 2016

Bright rose in dark moment

Nie mam ostatnio zbyt dobrego humoru. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że od jakiegoś czasu jestem chmurą, a nie słoneczkiem, jak zwykła nazywać mnie Mama.

Kann przyjechała do mnie na ferie. Siedzi sobie u mnie od niedzieli i no, jakoś ze mną wytrzymuje. XD Fakt faktem, chodzimy po Poznaniu, odwiedzamy nowe miejsca. Coś obejrzymy, coś napiszemy, coś ugotuję i razem zjemy... Aż mi się zrymowało, ok. Ale no. Fajnie jest.

Dzisiaj chciałyśmy iść do Pierogarni Jeżyckiej, ale... No cóż, remonty chodzą po lokalach. Poszłyśmy więc do pizzerii. I powiem w skrócie tak - obsługa była zakręcona jak słoik na zimę, pomyliła zamówienia nam i jakiejś parce, ale dostałyśmy butelkę Pepsi. Ta parka też. A ta pizza, którą w końcu dostałyśmy? Była przepyszna! Nigdy nie jadłam lepszej. Aż zostawiłyśmy obsłudze liścik pod talerzem. ^o^

Wracając tramwajem nr 16, poczułam nagle, jak ktoś głaszcze mnie po głowie. Odwróciłam się i zobaczyłam pana. Pan był na bank po jednym piwku, ale nie był żulem. Po prostu było widać, że wypił jedno piwo.

Pan: Super czapka. W Poznaniu kupiona?
Adawinry: Nie, Babcia mi ją uszyła.
Pan: Babcia? Taką czapkę?
Adawinry: Tak.
Pan: Babcia z Poznania?
Adawinry: Nie.
Pan: Spoza?
Adawinry: Tak.
Pan: Masz cudowną babcię, uściskaj ją ode mnie. Ta czapka do szalika pasuje.
Adawinry: Szalik uszyła mi Mama.
Pan: No nie gadaj! Mama?! Wow, słyszysz, stary? *odwraca się do kumpla* Babcia szyje czapki, mama szaliki. *znowu patrzy na mnie* Cudowną masz rodzinę, doceniaj to, doceniaj. Ja mam kiepską, ale też jest fajna. On też się wkręcił do rodziny. *wskazuje na kumpla* Co poradzisz? *patrzy na Kann* A pani też ma piękne włosy. To są naturalne?
Kann: *ma czerwone włosy* Nie...
Pan: To co? Peruka?
Kann: Nie, farbowane.
Pan: A no tak, farbowane! Piękne, piękne. No, to macie, dziewczyny. *wyciąga migającą na różne kolory sztuczną różyczkę z reklamówki* *wręcza mi ją* Na Walentynki. Ucałuj ode mnie babcię pięć razy. I do zobaczenia. *wysiada z tramwaju*
My: Do widzenia.

Teraz tak patrzę na tę różyczkę i myślę, że tacy ludzie są potrzebni. Bez nich świat byłby smutny. Oczywiście nie chodzi mi o to, że pan był po piwku. Chodzi o to, że miał tak cudowne poczucie humoru i potrafił rozświetlić delikatnie moją ponurą rzeczywistość.

czwartek, 14 stycznia 2016

After all this time...

Dzisiaj rano bolała mnie głowa, więc trudno było mi wstać. Leżałam więc w łóżku z tabletem i turlałam się po internetach.

I wtedy przeczytałam na Twitterze informację, która doprowadziła mnie do płaczu.

Alan Rickman nie żyje.

Cały dzień próbuję w to uwierzyć i wciąż nie mogę.

You will always be in our hearts, our professor Severus Snape.

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Muzyczne podsumowanie roku 2015

Hej. Wiem, że tak szybko się za to zabrałam, normalnie prędkość starej ciuchci, ale najpierw była u mnie Kann, a potem nie miałam dostępu do komputera. Będę się często odwoływać do posta z poprzedniego roku.

Także zaczynamy.

Kategoria pierwsza: Zaskoczenie roku

The Legendary Six Nine. Zaskoczeniem jest to, że mój gust muzyczny cały czas się zmienia i po przesłuchaniu epki tego projektu, w końcu się do niego przekonałam.

Kategoria druga: Niejapońsko

W tym roku poznałam dwa niejapońskie, bardzo dobre zespoły. 2:54 i You Me At Six.


Kategoria trzecia: Najbardziej utalentowany wokalista

Pomijając drobny fakt, że zwycięzca z zeszłego roku wbił się na pierwsze miejsce, to w tym roku urzekł mnie wokal kogoś, kogo wcześniej wręcz nie lubiłam. Ale siła w jego głosie sprawiła, że w końcu przekonał mnie do siebie. Panie i panowie, Jui!

Kategoria czwarta: Najbardziej utalentowany basista

Jak już wspominałam rok temu, u mnie basista musi zrobić tylko jedno, by wbić się do tej kategorii - grać na pięciu strunach. Także przed wami Haku z UNiTE.!

Kategoria piąta: Najbardziej utalentowany perkusista

Najlepszego gitarzysty w tym roku nie ma, więc pozwoliłam sobie wybrać dwóch perkusistów. Dlaczego? Bo po prostu nie mogę się zdecydować.

Najpierw myślałam, że Tero jest oczywistym wyborem. Tero ogólnie należy do zespołu o nazwie Trick, ale doceniłam go po obejrzeniu koncertu Gotcharocki, gdzie często gra jako support i po przesłuchaniu dyskografii Vidoll, czyli jego i Juiego poprzedniego zespołu.
Ale potem poznałam UNiTE. i sprawa przestała być tak klarownie czysta. Sana jest młodziutki, a wymiata na perkusji jak stary wyżeracz.
A poza tym, to fanboy Soana. Jak na jego, że tak to określę, ucznia przystało, musiał wygrać coś, co rok temu wygrał jego mistrz.

Kategoria szósta: Najlepszy zespół

Tutaj żadnego zaskoczenia raczej nie będzie. Panie i panowie, Gotcharocka!
Tylko czekam, aż wbiją się wyżej na razie, jak dobrze pamiętam, są na 12 miejscu.

Kategoria siódma: Najlepszy teledysk

W zeszłym roku było dwóch kandydatów. W tym też.

UNiTE. - "Marble"

Gotcharocka - "Kyousou Royale"

Pierwsze PV jest za efekty specjalne, a drugie za historię i za nich. Powiedzmy, że wolę, jak jrockowcy mają tylko delikatny makijaż, by im się pyski nie świeciły od reflektorów. Też bardzo dobre jest PV vistlip do "Rem sleep", a zwłaszcza "Rem sleep - deregulation version", ale niestety wytwórnia wywaliła to z internetów. ;w;

Kategoria ósma: Najlepsza płyta

W tym roku to nie pełny album, tylko singiel.

vistlip - "Cold Case". Najlepsze, co się w 2015 roku ukazało. Wszystkie piosenki są ciężkie, żwawe i mocno rockowe. Winry lubić, że tak to określę.

Kategoria dziewiąta: Najlepsza piosenka

I tu chyba was zaskoczę, bo widzę, że to podsumowanie zdominowały Gotcharocka i Unite., tymczasem piosenką roku zostaje...

Inoran - "Beautiful Now"

Ta piosenka jest przepiękna. Cała po angielsku, ale Ino ma dosyć dobrą dykcję, więc tym, co nie lubią japońskiego lub japońskiej muzyki, też może się spodobać.

Kategoria dziesiąta: Najlepsze OTP

Nie wiem, po co ta kategoria istnieje, ale mam z niej śmiech, więc...
Jui&Jun, w skrócie JuJu. Ship idealny.

I teraz czas na marudzenie, czyli to, co wychodzi mi najlepiej.

Kategoria jedenasta: Największe zawody roku

Po pierwsze: "Ginga no oto" Alice Nine. Myślałam, że jeśli Alisu odeszło z PSC, to żeby przestać grać popik. Nie przestali.

Po drugie: "Ikenai kiss" DIV. Chodzi mi o samą piosenkę, nie o singiel, bo pozostałe dwa utwory są świetne. Za dużo autotune'u, za dużo elektroniki, piosenka beznadziejna, tekst też jakiś taki... nijaki. Jedno wielkie nie.

Po trzecie: Diawolf. Tora, Shou, panom już dziękujemy. Do zarzucenia temu projektowi mam dokładnie to samo, co "Ikenai kiss", więc nie chce mi się tego pisać znowu.

Po czwarte: Rozpad ViViD. Dlaczego? Zespół młody, popularny, zbierający fejmy od samego powstania... Żaden rozpad mnie tak nie zasmucił jak ich, bo czekałam na coś osom, a dostałam informację o rozwiązaniu grupy. Kagrra, miała całą dyskografię, THE KIDDIE walnęło "Dystopią", Moran wydał genialne DVD, MoNoLith miało taki utwór jak "Byakuya", byłam na dwóch rewelacyjnych koncertach D'espairsRay, a Lost Ash w sumie ledwo co poznałam, więc nawet mnie to nie obeszło. Ale czekałam na coś epickiego od ViViD, a zostałam z niedokarmieniem mojej miłości do tego zespołu...

Po piąte: Dezert, czyli zespół, do którego dołączył Vivi z Morana (teraz ma przydomek Miyako). Ten zespół gra beznadziejnie. Bo wiecie? Lubię ciężkie brzmienia, ale warto pamiętać, by piosenki miały, no nie wiem, melodię?

Po szóste: KABUKIN. KUŹWA MAĆ, YUUDAI, CZY TOBIE COŚ NA GŁOWĘ PADŁO? ZACHOWUJESZ SIĘ ŻAŁOŚNIE I NIE JAK PONAD TRZYDZIESTOLETNI FACET, TYLKO GIMNAZJALISTA ZE SZKOŁY SPECJALNEJ. Nie obrażając gimnazjalistów ze szkoły specjalnej.

To tyle. Nikt nie musi się ze mną zgadzać. Spóźnionego szczęśliwego nowego roku. :)