sobota, 14 maja 2011

D

Już po koncercie D. Jednak ja nie potrafię zebrać myśli, by napisać jakąś recenzję. Napisałam fika. Takiego pokoncertowego z mnóstwem prawdziwych faktów.

Chociaż dobra. Napiszę.

Ja, Hana, Nishi i Aya zostałyśmy zawiezione przez mojego Tatę do Wrocławia. Lało jak z cebra, gdy dojechaliśmy. Zauważyłam, że na każdym koncercie pada. Nic z tego nie rozumiem.

Na sali spotkałyśmy koleżanki Nishi - Shi i Budyń. Rozwalił mnie przydomek tej drugiej.

Scena była koszmarnie niska. Architekci mieli chyba po 2 metry wzrostu.

Oczywiście chłopaki się spóźnili. Normalne na koncertach.

Gdy nasze kochane D weszło na scenę, zastanawiałam się, dlaczego oni są tacy śliczni. I dlaczego, do jasnej, Ruiza cały czas się zaciesza. Na tym koncercie odkryłam, że on ma przesłodki uśmiech.

Asagi robił z nami, co chciał. Jak dżampu to dżampu, jak machamy głowami czy łapkami to machamy. Pan i władca. Wampir mówiący bardzo ładnie po polsku i angielsku.

Hiroki wyglądał nadzwyczaj ślicznie. Naprawdę.

Tsune to taka porcelanowa laleczka.

Hide-zou miał focha.

No i Ruiza. Aya jest jego zagorzałą fanką, bardziej ode mnie, ale jest mała różnica - ona jest crazy, ja nie. Wracając do naszego gitarzysty. Uśmiech to mu ktoś na super glue nakleił. Włoski miał złociste i loczkowane jak jakaś słodka lolitka. Księżniczka. Bez ładu i składu? To Ruiza, nie potrafię się wypowiedzieć.

Dwa słowa : obczajcie fanservice. Fanservisu AsagixRuiza x3. Pierwszy był na drugiej czy trzeciej piosence. Asagi Ruizę przytulił, a ten się odchylił do tyłu i go pocałował. Drugi był gdzieś w środku, choć polegał tylko na tym, że się do siebie przytulili i się obaj uśmiechnęli. Uśmiechnięty Asagi, rozumiecie. Trzeci był na "Vampire Missa". Asagi objął Ruizę i schował siebie i jego pod płaszczem. Jakby chciał go przemienić. To było piękne.

A dlaczego Ruiza miał zaciesz, a D się spóźniło? Doszłyśmy z Nishi do wniosku, że w tym klubie po prostu musiał być schowek.

After party. Coś, dzięki czemu odkryłam, że Asagi potrafi zmierzyć wzrokiem. Dlaczego? Zaraz dokładnie opiszę.

Przed: Stoję sobie, trzymając zdjęcia w łapkach, i widzę, jak Aya podchodzi do Ruizy. Uśmiechnęła się, coś mu powiedziała, on jej podał łapkę. A co zrobiła nasza Aya? Obcałowała mu rękę. Asagi zmierzył ją nienawistnym wzrokiem, Hiroki się uśmiechnął, ja zaliczyłam w myślach facepalma.

Hiroki: Powiedziałam "Ohayo" i totalnie wyluzowana powiedziałam, że zagrał świetną solówkę. On się speszył, stwierdził "O" i się uśmiechnął. Powiedziałam "Arigato" i podeszłam do Ruizy.

Ruiza: Powiedziałam "Ohayo", próbując nie zemdleć. Jak on mi odpowiedział tym swoim słodkim głosikiem, uśmiechnął się i jeszcze przy tym wszystkim przechylił lekko głowę na bok, to ledwo utrzymałam się na nogach. Wydusiłam z siebie "Aishiteru" na co on rzucił tylko "Arigato" i oddał mi podpisane zdjęcie. Ja również podziękowałam i podeszłam do Asagiego.

Asagi: Początek, że tak to ujmę, naszego spotkania był taki, iż byłam w transie po Ruizie, więc patrzyłam na wokalistę nieobecnym wzrokiem przez chwilę i dopiero, jak zrobił minę pt. "Podchodzisz czy nie?", to trzęsącymi się dłońmi podałam mu jego zdjęcie. Oczywiście, jak je w końcu znalazłam. "Ohayo" powiedziałam, wzdychając, bo po prostu zapomniałam, jak się nazywam. Zły Ruiza.

Tsune: "Ohayo" w normie, ręce mi się aż tak już nie trzęsły. W mojej głowie pojawiła się wiązanka, jak basista podał mi rękę. Tylko on to robił sam, resztę trzeba było się zapytać. Głupia Winry oczywiście zapomniała. Wszystko przez Ruizę. Podziękowałam, poszłam do Hide-zou.

Hide-zou: Fochnięty Hide-chan odburknął mi "Ohayo", podpisał zdjęcie i powiedział "Sankyu", zamiast "Arigato". Odeszłam z trzęsącymi się rękami z ulgą i rozpaczą, że on był ostatni.

Po: Postałyśmy jeszcze przez chwilę i pogapiłyśmy się na D, póki nam ekipa odejść nie kazała.

Dialog między mną a ochroniarzem wyglądał tak:
Ja: Spokojnie, my tylko tu stoimy, nigdzie nie chcemy podchodzić.
Ochroniarz (po chwili): Na mężów się nie nadają. Dzieci by nie bawili.
Ja: No ale popatrzeć można.
O: No tak.

Jakoś nie potrafię sobie wyobrazić Ruizy w roli tatusia. Z nich wszystkich to Hide-zou widzę w tej roli najszybciej. Dlaczego? Bo najbardziej przypomina faceta, że tak to ujmę.

A co, oprócz obcałowania dłoni Ruizy, zrobiła Aya? Otóż:
1) Wysłała mu 4 buziaczki, stojąc w 1 rzędzie. Na 3 odpowiedział, na 4 pokazał jej język.
2) Złapała gitarę Ruizy i nie chciała puścić. Dopiero ochroniarz ją odsunął.
3) Oderwała Hide-zou koronkę od stroju.

Podsumowując - Aya jest psychofanką, nigdzie więcej jej nie zabieramy.

"Ohayo" wypowiedziane przez Ruizę to było najsłodsze "Ohayo" w moim życiu. Ja cem jeszcze raz!