piątek, 24 lutego 2017

Green Ribbon

Od razu mówię, że ten post będzie o moim życiu i możecie przestać go czytać już teraz. XD

Zacznę od tego, że prawie dwa lata temu napisałam tutaj, iż mam chłopaka, ale jakoś zapomniałam wspomnieć, że zerwaliśmy. Nasz związek przetrwał niecałe pół roku i szlag jasny go trafił przez parę spraw, o których wspominać nie będę. Ogólnie nie rozstaliśmy się w zgodzie, gdyż to ja miałam dosyć, bo, o tym jednak wspomnę, ile można się starać i nie otrzymywać nic za to? Tak w skrócie.

Zmieniłam kierunek studiów. Porzuciłam kulturoznawstwo, ponieważ okazało się, że to nie to, czego oczekiwałam. Myślałam, że będziemy uczyć się o różnych kulturach, tymczasem rozbieraliśmy kulturę na części pierwsze, co z każdym semestrem stawało się coraz bardziej absurdalne i niepotrzebne. Jeśli ktoś nie chce zostać wykładowcą na uczelni, to po tym kierunku nie znajdzie pracy. No chyba, że będzie miał szczęście i uda mu się zdobyć posadę np. w teatrze.

Jako, że zrezygnowałam w połowie roku, poszłam na semestr do szkoły policealnej na rachunkowość, ale tak szczerze mówiąc, mój mózg tego nie ogarnął i okazało się, że ani nie jestem umysłem ścisłym, ani ta szkoła nie jest tak zajedwabista, jak mówiła Uke.

Poszłam na historię, a dokładniej archiwistykę. Archiwum jest w każdej możliwej, nawet małej firmie, więc praca jest. Wystarczy szukać. A ja, jako pasjonatka historii, idealnie odnalazłam się na tym kierunku. Co z tego, że nawet starosta jest ode mnie młodszy? Ważne, że czuję, iż to to i że nie miałam na semestr żadnej poprawki.

I w tym czasie dwa razy się przeprowadziłam. Raz z jednego pokoju do drugiego, tak dokładniej do Evenes, bo Atka się wyprowadziła. I drugi raz do własnego mieszkania, na które oszczędzaliśmy wspólnie z rodziną od naprawdę bardzo dawna. Oczywiście w Poznaniu, Iława to skupisko złych myśli i rozpaczy tlącej się w sercu od podstawówki.

Ale nie będę tutaj mieszkać sama.

Wyżej wspomniana Evenes nie dzieliła ze mną pokoju przez kilka miesięcy z byle powodu. Dokładnie 11 czerwca 2016 roku, w godzinach raczej bardzo wieczornych, dałam jej lizaka w kształcie serca, co było moim sposobem na wyznanie miłości. Bo mimo, że jestem gadułą, kiedy mam mówić o uczuciach, nagle zapominam wszystkich języków, które znam w jakimkolwiek stopniu. ^^""

Także, mam dziewczynę i będę z nią mieszkać. Wprowadzi się na koniec marca.

I mam wrażenie, że wtedy już zupełnie skończy się moje dark moment, choć jestem już wyleczona tak w 90%. Jeszcze tylko trochę, a przestanę nareszcie rysować moje życie ołówkiem, jak to robię od gimnazjum.

A zielona wstęga z tytułu posta to nawiązanie do ulubionego koloru Evenes.

To tyle. Życzę dobrej nocy. :)