Wolę być Number Six, niż Undead i wciąż to sobie uświadamiam.
Żeby było po równo, wezmę po dwa PV każdego zespołu.
Na pierwszy ogień pójdzie "Daybreak".
Słysząc po raz pierwszy tę piosenkę, miałam skojarzenie z takim amerykańskim serialem, w sumie nie wiem, z jakiego powodu. Jednak później przekonałam się, że to takie typowe Alisu, bez żadnych debilnych, orkiestrowych wstawek, jak przy "Gemini". Teledysk mimo braku jakiejkolwiek historii, ogląda się ciekawie, a oni wyglądają genialnie, więc nic nie można mu zarzucić.
Później nadeszło "Shadowplay".
Jak usłyszałam początek tej piosenki, to mnie zmroziło. Odbiło mi się "Gemini", palce zmarzły momentalnie i miałam ochotę krzyczeć, bo byłam pewna, że cała piosenka pozostanie w takim nudnym, wolnym tempie, ni to ballada, ni to coś szybszego. Jednakże...
Huknęło. Może nie jakoś mocno, ale na tyle, by obudzić mnie ze stanu na pograniczu choroby sierocej, w którą nie wpadłam jedynie przez Sagę i Shou siedzących plecami do siebie (nie wiem, czemu, ale taki motyw rusza mnie bardziej od całowania się na scenie). Przez następne minuty wlepiałam się w Sagę grającego na fortepianie, Shou wykonującego trochę znajome mi ruchy, wciąż blondwłosego Hiroto, który niedługo skończy jak Kyo i będzie musiał ściąć włosy na zero, super ekstra przystojnego Torę i Nao, na widok którego zapierało mi dech w piersiach i nie wiedziałam zbytnio, jak się nazywam. Poza tym, kontrast między ciemnym tłem teledysku, a kwiatami pojawiającymi się za Alisiakami był, krótko mówiąc, genialny.
Jednakże, później obejrzałam dwa PV Sadie - do "Setsugekki" i do "Madary".
"Setsugekka" jest piosenką, która nagle zwalnia. To tak, jakby biec coraz szybciej i szybciej, a potem gwałtownie się zatrzymać. Można się wtedy przewrócić, siła pędu po prostu zwala nas z nóg. I tak właśnie robi "Setsugekka". Zwala z nóg, a ja, siedząc na podłodze, walę się ręką w twarz. Ale to jeszcze da się wytrzymać. Za to Kei w krótkich włosach jest kompletnie nieatrakcyjnym widokiem i najlepiej niech założy sobie worek na głowę, bo innego sposobu nie widzę.
A "Madara"? "Madara" to najgorsza piosenka, jaką kiedykolwiek nagrało Sadie. PV zaś mogę określić jako podrzędny horror autorstwa Sadie en grey, bo takie schizy to są tylko w teledyskach Dira. Jedynymi plusami są Tsurugi i Kei, który wtedy jeszcze miał długie włosy i wyglądał tak, że zwalało z nóg w tym dobrym sensie.
I dzięki temu po raz kolejny uświadomiłam sobie, dlaczego Alisu jest na trzecim miejscu w moim rankingu, a Sadie na ósmym. Bardzo dobrze to sobie uświadomiłam.