niedziela, 22 kwietnia 2012

"Kocham ciem", czyli 5 niedopieszczonych powodów wyjazdu do Krakowa

~PKP - Poczekaj, kiedyś przyjedziemy~


Ja, Hana i Ealin przybiegłyśmy na dworzec, a nam oznajmiają, że pociąg opóźniony o 90 minut. No cóż, mały wnerw zaliczony. Jak dojechaliśmy do Krakowa, to mieliśmy już opóźnienie 140 - minutowe. Miałyśmy mieć 4 godziny wolnego, a zostało nam półtorej. Wszystko w biegu, ledwo zdążyłyśmy, akurat kończyli wpuszczać.


~Spotkanie~


Jak weszłyśmy, było dość... Nudnawo. Ale potem... Nie wiem, jak brzmiało pytanie, ale Ruiza wlazł na podest i zaprezentował nam swoje udo w baaardzo zmysłowy sposób. Asagi skomentował to "sexy". No, a potem się dziwią, że fanki fiki piszą.
Zapytali się ich, co lubią w Polsce, Krakowie i tak dalej. Ruiza się rozgadał, Asagi dodał tylko "Me too", na co wszyscy wybuchnęli śmiechem, bo Asagi powiedział to w bardzo specyficzny sposób.
Tsunehito oznajmił, że lubi, jak skanduje się jego imię. Na co cała sala "Tsu - ne - hi - to, Tsu - ne - hi - to!". Tsune zaczął się rozkosznie śmiać, a że uśmiech ma piękny, to byłyśmy rozanielone.
Hide-zou doszedł do wniosku, że powtarzanie w kółko "Dziękuję" jest dobrym pomysłem, a z tym jego japońskim akcentem było to dość słodkie.
Hiroki, jak go raz wywołaliśmy, prawie zrobił striptiz. Perwers zespołowy...


~Hide-zou~


Jak już wspominałam, Hide-zou przez cały koncert powtarzał "Dziękuję". Chyba mu się to słowo spodobało, bo nauczył się go już poprzednim razem, ale powiedział je wtedy tylko raz. A teraz chyba z pięć. I wiecie co? Nie miał focha. Miał dobry humor i był pocieszny. Przykład?
Zamienił się z Ruizą miejscami. Spojrzał na fanki, styrał je wzrokiem, one w pisk. Na to Hide-chan zaciesz i grał sobie dalej. Urocze, prawda?


~Hiroki~


Myślałam, że Hiroki nie może wyglądać ładniej, niż na poprzednim koncercie. Może. Naprawdę, wyglądał ślicznie, aż mi zapierało dech w piersiach, a co dopiero fankom. Zagrał świetną solówkę, więc jakby znowu było after party, to po raz kolejny bym mu powiedziała "Amazing drum solo".
Na koniec koncertu Hiroki się prawie położył w publiczność. To go zmacały od połowy klatki piersiowej w dół do samych stóp. A on miał przy tym minę "Tak mi dobrze, tak mi róbcie". Bo dotykały go wszędzie, TAM też. Jak już mówiłam, zespołowy perwers...


~Tsunehito~


Tsune jak zwykle był pocieszny, bo to w sumie wesołe stworzenie. W pewnym momencie zamienił z nami taki dialog:
Tsune: Poland.
My: *skupienie*
Tsune: Kocham cię.
My: *dziki pisk*
Na koniec położył się w publiczność, która prawie go ze sceny ściągnęła, co biedaka trochę wystraszyło i szybko się cofnął. Kolejne, niedopieszczone dziecko.


~Asagi~


Najpierw przyuważyłam, że nos Asagiego naprawdę wygląda jak klamka od zakrystii, ale to taki szczegół. W sumie ważniejsze było to, że wyglądał naprawdę ślicznie.
Jak zwykle wszyscy go słuchali. Jak się schylamy, to się schylamy. Jak skaczemy, to skaczemy. Jak wołamy, to wołamy. Jak krzyczymy, to krzyczymy. Nawet nas nauczył, że on mówi coś tam, a my odpowiadamy jakimś innym słowem, które chyba brzmiało "koroni" czy jakoś tak. Z opresji pt. "Oni znowu nie kupili flag" uratował się tym samym stwierdzeniem, czyli "I want see flags or your beautiful hands (Chcę widzieć flagi albo wasze piękne dłonie)".
Asagi nie uczy się na błędach. Machnął biczem w publiczność, ta mu prawie zabrała, on mina pt. "No ale oddajcie". Oddali, on za chwilę zrobił ten sam numer, znowu mu prawie zabrali i znowu się zdziwił.
I najlepsze. Asagi doszedł do wniosku, że nie będzie gorszy od Tsune i wyznał nam miłość. Ale nie powiedział "Kocham cię".
Powiedział "Kocham ciem". To było takie urocze, że aż chciało się go przytulić.


~Ruiza~


Wiecie, fajnie tak stać blisko Ruizy i patrzeć na ten jego słodki uśmiech przez cały czas. Ogólnie to widziałam praktycznie wszystkich, nawet Hirokiego, gdy Rui czy taka jedna dziewczyna mi go nie zasłonili. Ale wracając.
Ruiza zacieszał przez cały koncert. Znowu. W pewnym momencie postawił sobie nogę na podest i spojrzał wymownie na fanki. Nic. Przesunął się bardziej do przodu. Zrozumiały.
Tak, chodziło mu o to, by zmacały mu nogę. Tak, zmacały mu nogę. Tak, zmacały mu to jego nagie udo. Tak, miał z tego ubaw. Tak, on też był niedopieszczony.
Ruiza dostał misia od jakiejś fanki, jak schodzili na przerwę. Wyczytałam z jego ust tylko kilka razy powtórzone "Arigato". Słodkie to było bardzo.
Jak wrócił, to miał koszulkę firmową, roztrzepane włosy i jeszcze większy zaciesz. On mnie dobija. Ciekawe, kto złapał jego kostkę.


~Nishi, Aoy i Aya~


Nishi złapała kostkę Hide-zou, swojego ulubieńca i ogólnie się spłakała. A nawet nie złapała tej kostki, tylko znalazła pod butem. Ta to ma szczęście.
Aoy płakała i płakała i płakała. Ale w końcu zamieniłam z nią parę słów. I miała takie ładne, niebieskie włoski. Kawaii.
Aya, jak tylko mnie zobaczyła, zalała mnie potokiem słów, obwieściła, że obmacała wszystkich i że zmacała Hirokiemu (cytat) "jajeczka". Nie musiałam tego wiedzieć...


~Płyta~


Płyta Ruizy trafiła w moje łapki tuż po koncercie. Okładka, książeczka i pudełko zostały dokładnie zmacane, bo on tak tam seksownie wygląda, że prosi się o gwałt. Jak Asagi zobaczył te zdjęcia... I have idea!


~Setlista~


To w ramach post scriptum, oznajmiam, że zagrali 6 piosenek z 8, które mam na komórce: "Huang Di ~Yami ni umareta mukui~", "In the name of justice", "Sleeper" (co było kompletnym zaskoczeniem), "7th Rose", "Yami no kuni no Alice" i "Tightrope". Cieszę się i mam nadzieję, że następnym razem "Kaze ga mekuru peeji" też się znajdzie na tej liście.



No, to by było na tyle. Mam nadzieję, że was nie zanudziłam. I ja chcę jeszcze raz!

sobota, 14 kwietnia 2012

Odkrycie

Wiecie, co odkryłam? Od 18 września 2011 do 24 listopada 2011 nie pisałam o nikim innym, tylko o Kagrrze,. Ewentualnie pojawiały się wzmianki o innym zespołach, ale to czasem i najczęściej w fikach, więc nawet to w tagach nie było uwzględnione. Ja myślałam, że nie mam depresji i to tylko moje takie głupie gadanie, ale patrząc na to, co się działo jesienią, to chyba jednak byłam w niezłym dole. Od zawsze byłam pesymistką i dalej jestem, ale wtedy to już przechodziło wszelkie granice, nawet jeśli post był naładowany pozytywnymi emocjami. I niech mi ktoś powie, że ja nie miałam doła głębokiego jak Rów Mariański, no dalej, mówcie. Hana stwierdziła, że THE KIDDIE mnie z tego dołka wyciągnęło i w sumie ma rację. Ogólnie, jeśli zauważyć, że Kagrra, nie istnieje, to oni są moim ulubionym, istniejącym zespołem. Miło, nie? Chociaż Kagrra, zawsze pozostanie na pierwszym miejscu, być może będę mogła kiedyś zobaczyć THE KIDDIE na żywo.