środa, 31 grudnia 2014

Muzyczne podsumowanie roku 2014

Kiedy tak siedziałam i myślałam nad tym, co udało mi się poznać w tym roku, doszłam do wniosku, że zrobię coś na zasadzie muzycznego podsumowania a'la Hana, tylko na swój sposób.

Kategoria pierwsza: Zaskoczenie roku

W zasadzie zaskoczenia były dwa. Pierwsze to Kalafina - zespół, który pokazał mi, że dziewczęta w muzyce też są godne uwagi.
Drugim była Ewa Farna, dzięki której odkryłam, że nie tylko japońska muzyka może być genialna.

Kategoria druga: Najbardziej utalentowany wokalista

W tym roku poznałam naprawdę wielu wokalistów, ale jeden zrobił coś, czego w zasadzie nikt wcześniej nie potrafił. Wyprzedził Shina i wbił się na czwarte miejsce. Nie byłoby to dziwne, gdyby nie to, że on ma niski głos, a ja wolę raczej te wysokie. Panie i panowie, Chisa!
Tak, DIV pokazało mi, że jest genialnym zespołem, a najmocniejszą stroną jest właśnie jego głos.

Kategoria trzecia: Najbardziej utalentowany gitarzysta

Żeby gitarzysta mi zaimponował, naprawdę musi w nim coś być. Dotychczas udało się to tylko Akiyi, Die'owi i Kaoru. Tymczasem pojawił się ktoś, kto swoją grą na gitarze również rozwalił mi światopogląd.
Tak dokładniej, Nao z heidi.. Intra do piosenek, solówki, wszystko wychodzi mu znakomicie. Biję pokłony i w ogóle ave.

Kategoria czwarta: Najbardziej utalentowany basista

Basista ma łatwiej od gitarzysty - wystarczy, że weźmie do rąk pięciostrunowy bas i już jestem jego. Pozdrawiam Nao z Kagrry, (który czasem ma nawet sześciostrunowy), Ruiego z vistlip i paru innych basistów, którzy potrafią zrobić coś więcej na basie, niż tylko szarpnąć trzy chwyty na krzyż. I oczywiście naszego zwycięzcę.
Hej, Ivy. Jak dla mnie, nie obrażając Zilla, Moran dużo zyskał na zmianie składu.

Kategoria piąta: Najbardziej utalentowany perkusista

To jest tak oczywiste, że pewnie nie chce nawet wam się czytać.
Tak, druga kategoria wygrana przez kogoś z Morana. Dzień dobry, Soan. Udało ci się wyprzedzić Izumiego w moim rankingu perkusistów. Więcej poczytajcie sobie tutaj.

Kategoria szósta: Najlepszy zespół

Zespół poznałam przez przypadek, bo wbił do Polski, a znajduje się w ścisłym rankingu Kann, więc pojechałam na ich koncert z nią. Oczywiście mówię o heidi..

Kategoria siódma: Najlepsze PV

Tutaj się waham. Sądzę, że trzeba po prostu dać dwóch kandydatów.

Moran - "daraku e..."


THE KIDDIE - "Omelas"


Pierwszego kandydata za nich, drugiego za historię. Jeszcze warto wspomnieć o "Hitsuyou waru" 168 -one sixty eight-, ale to niestety nie jest już dostępne w internecie.

Kategoria ósma: Najlepsza płyta

THE KIDDIE - "Dystopia". Bezsprzecznie, choć "Supernova" Alice Nine też zasługuje na uwagę.
Znalezione obrazy dla zapytania: alice nine supernova

Kategoria dziewiąta: Najlepsza piosenka

Najlepszą piosenką tego roku zostaje "Butterfly Dreamer". I to właśnie dzięki niej postanowiłam napisać to podsumowanie.

To by było na tyle. Chyba, że mam zrobić dodatkową, dziesiątą kategorię na najlepszy pairing. Tak? Okej.

Kategoria dziesiąta: Najlepsze OTP

Soan&Hitomi, SoaHito czy jak to tam zwał. Są po prostu shipable i nikt mi nie powie, że nie.

A no i wypadałoby też trochę ponarzekać, czyli przed wami kategoria jedenasta.

Kategoria jedenasta: Największe zawody roku

Panie i panowie, uwaga. Zaczynamy hejty.

Po pierwsze: sukekiyo. Człowiek myśli, że jak Kyo się zajmie czymś innym, niż Direm, to nie będzie darł tyle japy i to będzie osom. Nie jest. Wybacz, Ealin.

Po drugie: Tytułowa piosenka THE KIDDIE z singla "1414287356". To jest dno i dwa metry mułu.

Po trzecie: Nowa płyta Sadie. Przesłuchałam kilka razy z nadzieją, że w końcu coś mi się spodoba. Ale jak "The Black Diamonds" było średnie, "Mardigal De Maria" jeszcze gorsze, to "Gangsta" jest prawie pomyłką.

Po czwarte: "Electric Romance" Anli Pollicino. Myślicie, że to wyżej to dno i pomyłki? To posłuchajcie tego. Albo lepiej nie, bo uszy wam odpadną.

Po piąte: To, jak brzmią wokaliści MoNoLith na żywo, już w ogóle jest nie do skomentowania.

Teraz to już naprawdę koniec. Oczywiście nikt nie musi się ze mną zgadzać.

Happy New Year! :)

czwartek, 25 grudnia 2014

Święta, imiona i smutki

Ogółem święta uważam za udane. Zrobiłam prezenty dla rodziny, Nishi, Kann i Murećki (Nishi dostała swój już w listopadzie, jak u niej byłam), sama parę rzeczy otrzymałam w podarku od Mikołaja. Wigilia minęła spokojnie, nikt nie marudził, było naprawdę okej. Mam dużo słodyczy, pewnie mi dupa od nich urośnie, ale no. XD

Mama dostała ode mnie świeczniczki w azjatyckim stylu, Babcia pojemniczki na przyprawy, a Dziadek i Tata długopisy z laserem i latarką. Każdy też dostał po czekoladzie. A największy ubaw mieli Dziadek z Tatą, serio.
- PATRZ, TATA, JAKI TO MA ZASIĘG.
- A JA MOJĄ ŻONĘ PODŚWIETLAM. A ONA NIE WIDZI.

Dzisiaj doszłam do wniosku, że najbardziej czuję się na Adawinry, potem na Adriannę, a na Adę prawie wcale. Jeszcze ogarniam, jak ktoś z dorosłych mówi na mnie Ada, ale ludzie w moim przedziale wiekowym... Czuję się wtedy dziwnie. Może to dlatego, że większość osób, które nazywały mnie w przeszłości tym zdrobnieniem, wymawiały je z jadem w głosie? Może to dlatego.

No i smutki. Po wydaniu genialnej, epickiej i w ogóle oszałamiającej płyty (którą chyba powinnam tutaj zrecenzować czy coś) THE KIDDIE ogłosiło rozpad. Moje Dzieciaki stwierdziły, że świetnym prezentem na Gwiazdkę będzie właśnie ta informacja. Trochę mi smutno, trochę pusto w serduszku. Numer dwa wśród zespołów, prawda?

Ale jak już kiedyś pisałam, przestałam już się tak tym wszystkim przejmować. Rozpadają się, no dobrze, ich decyzja. Muzyka zostaje. Dla mnie Kagrra,, THE KIDDIE, MoNoLith i D'espairsRay będą istnieć zawsze, w Dauto wciąż perkusistą będzie Minase, w Moranie Soan, Mai będzie gitarzystą Kry, a Isshi będzie żył. I tyle na temat. A trzeba otrzeć łzy i iść dalej w przyszłość. Nie ma sensu robić tagu "the end of the world", jak zrobiłam to po rozpadzie Kagrry,.

31 marca 2015 roku. Koniec kolejnej epickości. Powodzenia w nowych zespołach, chłopaki! Tylko nie znikajcie, a wszystko będzie dobrze. :)