sobota, 3 czerwca 2023

Rozpady i przerwy

 Ogólnie pomyślałam, że powinnam napisać coś na temat tego, co ostatnio się zadziało w jrocku. A raczej o zapowiedziach tego, co się zadzieje.


Po naprawdę długiej przerwie od newsów o rozpadach i hiatusach (czy tam przerwach w działalności), ten rok przyniósł takich informacji cztery. Czy któreś mnie ruszają?


I właśnie tutaj robi się dziwnie, bo tylko jeden. Rozpadu Ari, które jest dość młodym zespołem i muzycy wydają się dobrze ze sobą dogadywać, nie spodziewał się absolutnie nikt, zwłaszcza ja. Jestem na nich wkurzona maksymalnie, bo nie dość, że okropne leniwce w porównaniu do zespołów w ich wieku, to jeszcze stwierdzili, że te marne 3 czy tam 4 lata wystarczą. Aha, fajnie. Tyle, że nie.


Belle też się rozpada i ech... Od czego tu zacząć? Ogólnie lubię ten zespół i przyjemnie mi się ich słucha, ale odkąd przyjęli drugiego gitarzystę, poziom ich muzyki drastycznie spadł, a i tak nie był jakiś wysoki. W sensie mówię, to jest takie przyjemne do posłuchania i kilka piosenek naprawdę lubię, ale grają non stop na to samo kopyto i myślałam, że jak Yumehito odszedł, to się poprawią, ale nie. I jak widać to monotonne granie nawet muzykom się znudziło. Poza tym, zauważyłam, że coś jest nie tak, bo Masato i Akiya przestali praktycznie wrzucać zdjęcia. Także zero zaskoczenia i może muzycy lepiej się odnajdą w nowych projektach.


No i dwa hiatusy bardzo znanych, bardzo długo już grających zespołów. Alice Nine i D. Szczerze mówiąc, powinnam naprawdę to przeżyć, płakać, być wkurzona i tak dalej, ale... Może D na początek.


D jest zespołem, który, według mnie, ostatnią dobrą piosenką, którą nagrał, jest "Dying message" z 2012 roku. Nagrali to, jak jeszcze byłam niepełnoletnia, a singiel się chyba ukazał już po koncercie w Polsce. A potem było tylko gorzej. Bo D przez dekadę cisnęło sobie w swoją wampirzą historię, czasem nagrali coś innego, ale ogólnie zawsze mieli ten pomysł na siebie i konkretny koncept. A potem Asagi był jak "A może pokombinować z innymi rzeczami niż wampiry?" i zaczął cisnąć w taki krindż, że ja czasem już nie wiedziałam, co mam z tym zrobić. Najpierw były jakieś wróżki leśne, których imiona nadal śnią mi się po nocach. Potem byli na hiatusie, bo Asagi miał problemy ze zdrowiem i dużo osób stwierdziło, że brał chyba za mocne leki, bo jak wrócili po przerwie, to wpadli na pomysł konceptu "Alicji w Krainie Czasów" i to było straszne. Ich muzyka zupełnie nie przypominała ich muzyki, tylko była jakaś taka skoczna i dziwnie dyskotekowa. Potem chyba były smoki i to też było okropne. Potem wrócili do wampirów, ale za to wtrynili do swojego typowo aristowego grania mnóstwo elektroniki, a w teledyskach postawili na greenscreena i efekty specjalne w paincie. Plus błagam, Tsunehito ma prawie 40 lat, a jak kiedyś nosił stroje, które się widziało i dopiero po chwili miało się takie "A, to ma taki krój, bo Carbuncle jest kobietą", tak teraz jego kiecki są wyposażone we wręcz sztuczny stanik. Także widziałam ten zespół dwa razy na żywo w czasach jego świetności i nie będę tęsknić. Jak wrócą, to wrócą, a jak nie, to nie i mam to gdzieś, bo dopóki nie nagrają nic dobrego, to ja podziękuję. Jedyny ciekawy pomysł, który mieli, to jak w 2019 bodajże nagrali self-covery, gdzie każdy z nich śpiewał piosenkę z punktu widzenia postaci z tej wampirzej historii Asagiego, ale... Hirokiemu i Hide-zou wyszło to super, z czego po Hide-zou się tego spodziewałam, bo kiedyś był wokalistą, a Hiroki mnie bardzo miło zaskoczył. Tymczasem Ruizie i Tsunehito po prostu nie dawajcie nigdy więcej mikrofonu, bo jak jeszcze w przypadku Ruizy piosenka, którą dostał, była po prostu dla niego za trudna, bo jak śpiewa sobie czasem na swoich solowych wydawnictwach, to nie brzmi tak źle. Da się tego słuchać, nie jest to wybitne śpiewanie, ale się da. Tymczasem Tsunehito po prostu... Nie trafił w ani jeden dźwięk i mam koszmary po tej wersji "Quandel no shouzou".


W temacie Alice Nine sytuacja jest bardzo podobna, z tym że nie widziałam ich na żywo, więc chciałabym, żeby wrócili. Zwłaszcza, że nadal czasem potrafią nagrać coś dobrego, ale okropnie mnie rozczarowali, kiedy odeszli z PSC, bo rozumiem, że chcieli grać tak, jak im się podobało, a nie tak, jak Tomomi im kazała, ale jak byli w PSC, to grali lepiej. Tak po prostu. Grali wtedy lepiej. I jeśli zespół przez pierwszą dekadę istnienia nagrywa 24 piosenki, które mi się podobają, a przez następną prawie całą dekadę nagrywa ich 4, to naprawdę uważam, że powinien iść na ten hiatus i przemyśleć, co chce tak naprawdę robić. Zwłaszcza, że jedną z nich lubię, bo jest inna i mocno zainspirowana muzyką Kagrry,, więc zostają tylko 3, co jeszcze pogarsza w moich oczach poziom tego zespołu. Także chłopaki, ogarnijcie się i wróćcie, bo nie mogę przeżyć faktu, że Gazette wygrało i Number Six przegrały tę wojnę z Six Guns. Ale jak już mówiłam, najpierw przemyślćcie, co chcecie robić, bo muzyka Alice Nine to w zasadzie ostatnio straszny bałagan, już nie mówiąc o tym, że cisną w jakieś teatrzyki i układy na koncertach.


Także oceniając ostatnie newsy w jrocku (pozwolę sobie pominąć dwie tegoroczne dramy z Arlequinem, bo to już jest materiał na oddzielnego posta, którego nie chce mi się pisać, bo to wsadzanie kija w mrowisko), stwierdzam, że w skali od 1 do 10:

- rozpad Belle boli mnie tak na -5

- hiatus D boli mnie na 1

- hiatus Alisu boli mnie na może 3, może 4

- rozpad Ari to takie mocne 9, bo jestem wkur... zirytowana


To tyle na temat, miłego dnia.