wtorek, 27 czerwca 2017

That was a very good idea

Czemu tytuł tego posta jest po angielsku, tego nie wiem. Wiem jedynie, do czego nawiązuje. A odnosi się do mojego pomysłu na zmianę numeru 1.

Dzisiaj obudziłam się w paskudnym humorze. Nie wiem, dlaczego taki był, może to dlatego, że śniły mi się głupoty, choć nie pamiętam już, o co dokładnie chodziło. Fakt faktem, leżałam przez godzinę i patrzyłam w sufit, nie miałam w ogóle ochoty wstawać, a wizja jutrzejszej podróży do zadupialskiej Iławy nie poprawiała mi nastroju ani trochę.

W końcu jednak zwlokłam się z łóżka i po jakimś czasie włączyłam komputer, dzięki czemu dostałam prosto w twarz informacją o Acme - nowym zespole Chisy i Shougo.

Chwileczkę, jeszcze raz.

ACME. NOWY ZESPÓŁ CHISY I SHOUGO. NOWE PIOSENKI Z CHISĄ NA WOKALU.

Mój zły nastrój z rana został automatycznie zastąpiony świetnym humorem, popłakałam się ze szczęścia (dosłownie, łzy mi leciały, serio XD) i dzięki temu ogarnęłam rzeczy, do których nie mogłam się zabrać kilka tygodni. Naprawdę!

Szkoda tylko, że zamiast Chobiego jest jakiś jełop z niebieskimi włosami postawionymi na cukier, ale perkusista przy akompaniamencie darcia mordy (CHISA SIĘ DRZE, CZEKAŁAM NA POWRÓT JEGO WRZASKÓW PRAWIE DWA LATA) i rzępidrutowania na instrumentach głaszcze pluszową pandę, więc jest okej.

Także Chisa w końcu wrócił, bo turlanie się z samym Shougo w zespole sesyjnym było, szczerze mówiąc, nudne. Wiązało się tylko z pociesznymi zdjęciami z członkami innych zespołów i w sumie to tyle. Bez wydawnictw, bez nowych piosenek. Bez niczego. Oczywiście z faktu, że Shougo jednak się nie załamał i nie zachlipał w kącie, też się cieszę, ale Shougo nigdy moim ulubieńcem nie był. A już na pewno nie numerem 1.

I TAK WŁAŚNIE WRACA SIĘ NA SCENĘ. BUJAJ SIĘ, AKIYA.

To tyle na temat, dziękuję za uwagę.

sobota, 17 czerwca 2017

Sayonara, watashi no Shugo Tenshi

Miałam 13 lat, pstro w głowie i obsesję na punkcie Hyde'a. Wtedy polubiłam Akiyę. Pociesznego, pyzatego gitarzystę Kagrry,, bardzo utalentowanego, jak się później okazało. To on w jakiś dziwny, nieodgadniony do dzisiaj przeze mnie sposób samym faktem, że żyje, wyjaśnił mi, że to, co odwala się w moim mózgu, nie jest dobre. Że mam przestać planować ślub z Hydem, a zamordowanie Megumi w ogóle nie wchodzi w grę. I w taki sposób, jak miałam lat już 14, to mogłam z czystym sumieniem powiedzieć, że Akiya jest moim numerem 1 wśród ulubieńców.

Ilość uniwersów, do których wpakowałam tego biednego gitarzystę, jest naprawdę bardzo duża. Dawał mi wenę, pisałam z nim fanfiki i opowiadania jak nakręcona, uwielbiałam jego oczy, jego uśmiech, jego naturę. Bohaterowie tworzeni na jego podstawie byli zawsze uparci, lekko złośliwi, nie dali sobą pomiatać, to oni często okręcali innych wokół palca, ale gdy przychodziły jakieś trudne chwile, wypłakiwali się postaciom wymyślonym na wzór Tory w ramię. Byli słabi psychicznie, ale udawali twardych, by jakoś przetrwać. Jak ja.

Pierwsze "ale" nastąpiło w sumie w momencie, kiedy stwierdziłam, że ToraAki (Tora&Akiya) nie jest moim ulubionym pairingiem. Ale to było dawno, w 2012 roku, wtedy jeszcze nie miałam żadnego kryzysu z Akiyą. Po prostu ToraAki przestało mnie ruszać tak bardzo, jak robiło to IsshiNao i tyle.

Drugie "ale" było wtedy, kiedy Soan ogłosił w 2014 roku, że odchodzi z Morana. Tak się tym wtedy przejęłam, że zaczęłam wątpić, czy aby na pewno to Akiya jest moim numerem 1 i czy przypadkiem Soan go nie zastąpił.

Trzecie "ale" przeżyłam przy informacji, że Soan jednak do końca ze sceny nie schodzi, po prostu potrzebował solidnej przerwy.

I nadszedł rok 2016, kiedy porządnie wzięłam się za rysowanie. I wtedy powoli, powoli zaczęłam zdawać sobie z czegoś sprawę.

To nie Akiya w 2014 roku po tym, jak podrapałam sobie rękę do krwi, zawołał w moim umyśle "Co ty wyprawiasz?! Chcesz się poddać przez tę dziewuchę?! Przestań!". To nie Akiya przy poprawce z filozofii kazał mi wziąć się garść, bo on przecież się nie poddał. To nie Akiya wykopał mnie do psychologa, zjawiając się przed moimi oczami, kiedy słuchałam "Focus" Vidolla. To nie Akiyę rysuję zawzięcie w moim skoroszycie, to nie Akiyę mi się fenomenalnie naśladuje w improwizowanych scenkach z Kann, to nie za Akiyę przebrałam się na Pyrkon i to nie z punktu widzenia Akiyi pisze mi się tak lekko i swobodnie, że mogłabym to robić cały czas.

Ani Soan.

Tylko Chisa.

Jestem słaba psychicznie, ale już nie udaję. Nie ma po co. I bohaterowie tworzeni na podstawie Chisy też nie. Te postacie na wzór Soana są bardziej podobne do tych na wzór Akiyi.

A Akiya? Od sześciu lat czekam na jego powrót i raczej się już nie doczekam. Zniknął razem z płatkami wiśni, które opadły po rozpadzie Kagrry, i śmierci Isshiego. Więc myślę, że czas się pożegnać.

It's farewell, dear Akiya Kazuhiro. You were my Guardian Angel for eight years. And now it's time to shine for Luminous Wizard.

Sayonara, watashi no Shugo Tenshi.

piątek, 9 czerwca 2017

"Syu, open the window!", czyli G.L.A.M.S. w Poznaniu

Zacznijmy od tego, że nie musiałam nigdzie jechać! Zarąbiste uczucie, kiedy siedzisz w domu, wstajesz, idziesz na przystanek i na miejsce dojeżdżasz w pół godziny. Chciałabym tak częściej.

Fakt faktem, ja, Hana i Kann pojechałyśmy na Stary Rynek. Ludzi było mało, ale atmosfera taka, jakby jednak zebrało się z dwa razy więcej.

Dla niezorientowanych - G.L.A.M.S. to solowy projekt Mikaru, byłego wokalisty Dio i Black Line. Zawsze zabiera w trasy swoich zaprzyjaźnionych muzyków, tym razem wziął Erinę, Tetsuto i oczywiście Syu, z którym zna się 11 lat albo dłużej.

Koncert zaczął się od tego, że Mikaru poprosił Syu, by otworzył okno, które było za nim. Przez to koncert niósł się po całym Starym Rynku w Poznaniu, co muzycy przeżywali jak pomyleni, a Mikaru co chwilę zaglądał za perkusję i patrzył, co robią ludzie. Wszyscy zgodnie przyznali, że pierwszy raz grają przy otwartym oknie.

Muzyka była świetna! Zagrali wszystko, co Mikaru nagrał w swojej solowej działalności, plus dwie piosenki Dio! Byłam zachwycona, bo te dwie akurat bardzo lubię, mówię tu o "Carry Dawn" i "God Forsaken". "Carry Dawn" jest nawet moją ulubioną~

Atmosfera była wręcz genialna. Muzycy mieli z nami bardzo dobry kontakt. Mikaru nawet w pewnym momencie zszedł do nas i zachowywał się tak, jakby był widzem! Zrobił przy tym trochę zamieszania, potrącił Hanę (stwierdziła, że tego ramienia myć nie będzie) i cyknął sobie selfie z jednym chłopakiem. XD

Właśnie. To może teraz trochę o muzykach? Zacznijmy od Eriny, bo, muszę to przyznać, nie lubię go. Po prostu uważam go za nieodpowiedzialnego i strasznie niekompetentnego człowieka. Przykład? Trafił do szpitala, bo dostał ataku astmy od palenia. Lekarz surowo i kategorycznie kazał mu rzucić. On stwierdził, że on lubi palić i pali dalej. Poza tym, w którymś wywiadzie wyznał, że nie słucha muzyki na codzień, a został gitarzystą dla pieniędzy. Fakt faktem, jak Mikaru przedstawiał zespół, dostał tak cichy aplauz, że jak widać nie tylko ja mam do niego takie podejście.

Jeśli chodzi o Tetsuto, mam wrażenie, że jest o wiele starszy od reszty. Poza tym, nie jest zbytnio urodziwy, a mało ekspresywna mimika twarzy mu nie pomaga. Ale! Jest przesympatyczny, nieco nieśmiały i utalentowany, bo gra cały czas na sześciostrunowym basie. Plus ma też za to, że jest leworęczny, mam trochę słabość do mańkutów. Ogólnie zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie, widać też, że ma dobry kontakt z resztą muzyków. Dostał zasłużony aplauz na przedstawieniu zespołu, który był o wiele głośniejszy od tego na Erinę, co pokazuje, że ludzie lubią go bardziej od znanego muzyka. A to raczej dobrze o Erinie nie świadczy.

Mikaru. Ach, Mikaru, ty wariacie, rzec by się chciało. Zacznijmy od szalonego pomysłu otwarcia okna, wyżej wspomnianego wskoczenia w publiczność, bojkotowania zdjęć z fankami, złożenia obietnicy na małe paluszki z jedną z fanek, pytania, kto który raz jest na jego występie, a skończmy na kilku jego wypowiedziach, oczywiście po angielsku, który jak zwykle był perfekcyjny.
- "Hm, co robią ludzie w Poznaniu? Jedzą obiad... Gdzie jest mój stek? Wiecie, ostatnio zamówiliśmy w barze stek. Był tak ogromny, że najedliśmy się we czterech."
- "Dostajemy od fanów piwo. Wszędzie. *tu wymienił państwa, w których byli* Naprawdę dostajemy dużo piwa. Ale już nic nie mamy, więc nie wiemy, ile dostaliśmy."
- *próbując powiedzieć "Poznań"* "Poznan. Poznani. Poznań. Poznań? Poznań. To strasznie trudne!"
- Po polsku: "Jestem napalony. Ściągnąć ubrania!"
- Oczywiście typowe słówka typu "Cześć", "Dziękujemy" i "Kochamy was" też przyswoił.

I została nam "Super Fucking Chihuahua", jak go nazwał Mikaru przy przedstawieniu zespołu, czyli Syu. Syu jest świetnym perkusistą. Aż Hana mu to powiedziała osobiście na autografach. Solówka, którą zagrał, była wręcz genialna i pełna energii. Chyba się trochę przed nią denerwował, bo widziałam okiem fanki, że zrobiło mu się słabo. Ale dał radę i zagrał koncert do końca. A po koncercie przytulił Mikaru, na co wszyscy zareagowali wiwatem, a oni nie rozumieli, o co nam chodzi i byli lekko zdezorientowani. Oj, panowie, biedni, nieświadomi... XD

Słówko o autografach. Znowu wszystkich przytuliłam i znowu wszyscy tulili mnie jak porcelanową lalkę... Wróć, nie wszyscy! Syu przytulił mnie jak człowieka, mocno i zdecydowanie. I tak powinno być! A jedna dziewczyna, Czeszka o imieniu Zuzana, powiedziała Mikaru, że jest jego Kopciuszkiem, nawiązując do jego wypowiedzi sprzed lat, i poprosiła, by założył jej but. I on to zrobił! Wariaci. Oboje. XD

Także koncert był świetny. Pomachałam panu ochroniarzowi i mam bardzo ładny photoset. Panowie, zapraszamy. Wam też otworzymy okno~!