wtorek, 18 marca 2014

Alisu~~

Więc tak. Najpierw jest "Shining", które mi osobiście się bardzo podoba.
Potem jest "+-", w sumie taki trochę klimat poprzedniej płyty, a reszta Alisu robi za urocze chórki, które trzeba było obniżyć, bo Tora nie wyrabiał. XD
Potem jest "Seven", jak dla mnie świetne. Takie wiecie, z pazurkiem.
Potem jest "Moebius", tu miałam lekkie wtf, bo początek brzmi trochę dziwnie. Ale w sumie piosenka jest dość dość pozytywna, ja tam widzę zacieszonego Shou, jak to śpiewa. XD
Potem mamy "Daybreak" i "Shooting star". Tę pierwszą lubię, za tą drugą nie przepadam raczej. Ale nie mam na nią alergii.
No i później jest "Exist". Podoba mi się ta piosenka, bo jest taka... Nie wiem, różnorodna? XD Tu jakiś engrish, tu jakiś fragment brzmiący jak "Kami uta" Kagrry,, a na końcu robi się dopiero ciekawie. XD
Potem jest przerywnik.
No i coś, na co zareagowałam totalnym wtf?, bo nie ogarnęłam faktu. Trochę mi się to skojarzyło z połączeniem "Love is dead" Despy i "Nutty Nusty" THE KIDDIE. Widzę Heaven, tę upyzlaną podłogę, szklanki w dziwnych miejscach, rajstopy w muszli klozetowej, pęknięte lustro w łazience i krew wszędzie.
Heaven - klub, w którym mój Tata kiedyś sprzątał, a ja i Hana chodziłyśmy mu pomagać. Tak, kiedyś jakiś mądry klubowicz wkurzył się na lustro i rozwalił je pięścią. To było takie fajne, jak weszłam sobie do tej łazienki, zapaliłam światło, a tam pełno krwi. Na lustrze, na podłodze, na zlewie. Miałam chyba 13 lat, jak dobrze pamiętam.
Potem jest "Shadowplay", niby ma się czymś różnić od wersji z singla. Ale ja stwierdzam, że chyba tylko solówka jest ostrzejsza czy coś. O.o
W "Kaisen Zenya" bardzo ładnie perkusję Nao słychać. Lubię słyszeć perkusję Nao. Lubię Nao. Taka raczej pozytywna piosenka.
No i później jest taka wstawka jak przy "Alphie" na końcu.

Czyli podsumowując, płyta jest świetna. Inna od "9", ale świetna.

czwartek, 6 marca 2014

Mgliste wspomnienie

Czasem patrzę na moją ścianę z plakatami i spoglądam na Małego. Zastanawiam się, dlaczego to wszystko tak się potoczyło i doprowadziło do tego, że go znienawidziłam. Przypominam sobie, jak bardzo go kochałam i jak uwielbiałam jego głos. Nadal w sumie doceniam go jako artystę, jak dla mnie jest świetnym pianistą i wokalistą. No właśnie. Wokalistą. I o to wszystko się rozchodzi.

Jak ukazuje się nowe PV, zawsze z ciekawości je oglądam, bo zastanawiam się, czy moja teoria na temat staczania się muzyki Kry po odejściu Maiego, jest prawdziwa. I cały czas utwierdzam się mocniej w tym przekonaniu.

Dzisiaj jednak ręce mi opadły. Już wcześniej zaczęłam to zauważać, ale nie wpadłabym na to, że jest aż tak źle. Keiyu, że aż nazwę go przydomkiem, zjechał sobie głos. Nie wiem, czy paleniem, czy chlaniem, czy czymkolwiek innym, ale zaczyna brzmieć jak żul spod Biedronki po trzech dniach, jak nie tygodniu, ciągłego picia tanich jaboli.

To smutne, gdy ktoś, kogo kiedyś kochałaś i kto miał tak zajebisty głos, robi sobie coś takiego. Jak można tak zjechać sobie głos? To dla mnie przerażające, aż mi się smutno i przykro zrobiło. Zobaczyłam gdzieś w oddali mgliste wspomnienie mojej wielkiej miłości do Kousuke Uematsu. Zrozumiałam, że to już nigdy nie wróci, a nawet jeśli przestanę się na niego gniewać, to nie będę miała czego słuchać i tak.

Aż mi zimno. Idę po kocyk, może chociaż on mnie ogrzeje...

niedziela, 2 marca 2014

MoNoLith - krótka przygoda z epickością

Nieco ponad rok temu przeglądałam sobie YouTube, gdy natknęłam się na nieznany mi zespół - MoNoLith. Z ciekawości sprawdziłam, co to jest. Gdy odkryłam, że ten zespół ma dwóch wokalistów, ucieszyłam się bardzo, bo od zawsze miałam hopla na punkcie dwóch osób śpiewających na przemian. Martwiłam się tylko, że któryś z wokalistów coś spartoli albo obaj będą nadawali się tylko do śpiewania do kotleta. Myliłam się i to bardzo.

Wiecie, bardzo mało razy zareagowałam na coś tak gwałtownymi emocjami, jak wtedy. Zrobiło mi się słabo, zaschło mi w gardle, przestałam ogarniać rzeczywistość wokół. Odkryłam coś pięknego, epickiego, świetny zespół z dwoma wokalistami.

Kiedy płyta nie ukazywała się długo, sama ją kupiłam i wrzuciłam do internetu.

Kiedy Hayato miał operację oka, martwiłam się.

Śmiałam na ich programach i komentarzach. A na making - offie do "Candy Candle" zwłaszcza.

Napisałam fanfika z Takafumim i Hayato, którzy są tacy... Idealni razem. Chociaż chyba nie aż tak jak Ryu i Keita.

Ich muzyka jest świetna, żywiołowa, pełna pasji i emocji. To nie jakieś płytkie granie w stylu niektórych zespołów.

A dzisiaj... W sumie to wczoraj... Wczoraj dowiedziałam się, że Takafumiego mama zginęła w jakimś trzęsieniu ziemi i się chłopak nie może pozbierać do dzisiaj. I postanowił odejść z zespołu.

Zespołu, który stwierdził, że bez niego nie istnieją. I się rozpadną.

Smutno mi. Nie tak, jak przy Kagrrze,, ale o wiele mocniej niż przy Despie. Smutno mi, że to właśnie oni i że znałam ich tak krótko jako istniejący zespół.

Arigato gozaimashita, Monorisu.