Isshi nie żyje.
Nishi była tak przejęta, że zapomniała, że ja zazwyczaj śpię do jedenastej. Zanim Babcia mi ten telefon przyniosła, to już się rozłączyła. To stwierdziłam, że pewnie się pomyliła, bo po co by miała do mnie dzwonić.
A potem przyszedł sms.
"Ada... Nie moge w to uwierzyć... Prosze odezwij sie jak wstaniesz.."
No to ja otrzeźwienie "Kurde, co tym razem się rozpadło? A może ktoś z rodziny umarł?"
No to piszę do niej "Zadzwoń jeszcze raz".
Dzwoni. Jeszcze Kagrrę, mam na nią ustawioną. Odbieram.
"Słuchaj... *chwila przerwy, płacz* Isshi nie żyje."
A ja "Co?!"
"Isshi nie żyje (tu następuje tłumaczenie, jak się dowiedziała). Ja nie mogę rozmawiać."
Rozłączyła się. Telefon wypadł mi z ręki. Odwróciłam się na plecy. Serce mi telepie.
I po chwili takie "Kur*a, nie".
Ja i takie przekleństwo. Dobrze, że Babcia nie słyszała.
No i potem z litanią "Nie", biegnę do laptopa, wchodzę na Jame i wrzask.
A Babcia z dołu "Czego się drzesz?"
Wchodzi do góry i do mnie "I co leżysz? Tylko mi nie mów, że ryczysz, bo coś z twoimi tam."
A ja mówię "Isshi nie żyje. Wokalista Kagrry,. Nie żyje."
A Babcia tak zamarła. Potem na kolanach mnie przepraszała.
A ja do Dziadka (który jak Kagrra, się rozpadła, trzy razy zapytał, czy wszyscy żyją) mówię: No to wykrakałeś.
A Dziadek się zarumienił i: No wiem. Ja wszystko wiem.
I taki speszony w pośpiechu się oddalił.
Isshi nie żyje.
Głos Nishi wciąż odbija się od moich uszu. Zapłakany, drżący głos.
Isshi nie żyje.
Trzeci raz w życiu usłyszałam głos Banshee. Tym razem był jednak inny. Płakała.
Isshi nie żyje.
Ealin... Och, ja mi żal naszej biednej Ealin. Tak kochała Isshiego.
Isshi nie żyje.
Hana została obudzona przez Ealin smsem. Jak to Hana określiła, krótko i na temat.
Isshi nie żyje.
A oni? Shin, Izumi, Akiya i Nao... Jak oni muszą cierpieć. Albo Keiyu. Jego przyjaciel.
Isshi nie żyje.
Oni to jeszcze. Ale rodzice. Rodzice Isshiego. Isshi był jedynakiem, co chwilę w trasie. I na dokładkę tak młodo umarł. Cytując Banshee, jak rodzic chowa dziecko do ziemi, to jest tragedia.
Isshi nie żyje.
Hano, twój post na pożegnanie Kagrry, wygląda teraz trochę dziwnie. Ponieważ rzeczywiście "ktoś umarł".
Isshi nie żyje.
Nie mogłam spać. Najpierw nie mogłam zasnąć, potem budziłam się w nocy z telepiącym sercem i łapałam w panice za telefon, by upewnić się, czy to, że nasz kochany Isshi umarł, to była prawda, czy może koszmar. Niestety to był koszmar na jawie. Obudziłam się dzisiaj o siódmej i nie mogłam z powrotem zasnąć. Leżałam tak trzy godziny, zjadłam śniadanie, a potem ze stresu całość mnie opuściła. Hide, jeśli ja tak reaguję na śmierć Isshiego, to co by było... Nie. Nie powiem tego, nie będę myśleć. Nie wolno. Przyrzekłyśmy sobie z Nishi, że nigdy już nie będziemy pisać/myśleć, co by było, gdyby któryś z nich umarł. Bo teraz, kurde, wiem.
Isshi nie żyje.
Kagrra, nie wróci. Teraz jest to pewne. Jeśli jeden płatek sakury się oderwał i spadł zwiędnięty na ziemię, to ten kwiat już nigdy nie będzie taki sam.
*dźwięk kolan uderzających o ziemię* *cichy płacz*
wtorek, 26 lipca 2011
Isshi is in heaven
Isshi looks at us from heaven. He passed away on last monday, 18th july. I'm very broken. Seriously.
Isshi-sama, you aren't guilty for the Kagrra,'s disband. You aren't guilty. You are so amazing. I hope that you are happy in heaven. Your music will stay in my heart forever.
You knew, Isshi-sama?
Aishiteru. Aishiteru zutto, Isshi-sama.
Sorry for my English.
Isshi-sama, you aren't guilty for the Kagrra,'s disband. You aren't guilty. You are so amazing. I hope that you are happy in heaven. Your music will stay in my heart forever.
You knew, Isshi-sama?
Aishiteru. Aishiteru zutto, Isshi-sama.
Shinohara Isshi Hitoshi
7 XII 1978 - 18 VII 2011
Rest in peace
Sorry for my English.
wtorek, 12 lipca 2011
Pewne wnioski na temat pewnego wokalisty
Zadajmy sobie najpierw pytanie. Od kiedy Adawinry poświęca posta Isshiemu? Otóż od obejrzenia jakiegoś serialu, w którym... No właśnie. Od początku.
Oglądałyśmy sobie z Haną "Kagrra, no su". Szukając jednego odcinka, natknęłam się na inny. Strasznie śmieszy mnie tam jedna scena, kiedy Izumi zachowuje się jak pięcioletnie dziecko, bo przegrało z kolegami. Wiem, jestem złośliwa. Właśnie. Złośliwość to specjalność Isshiego, który ubiera się dosyć oryginalnie, nie tylko na koncertach. Dlaczego? Dlatego, że wątpię, by któryś z moich kolegów założyłby np. rozpinaną tunikę albo jakieś damskie klapeczki. Nie mówiąc już o tych "dzwoniących" bransoletkach, które miał w którymś odcinku. Nawet ja czegoś takiego nie założę.
Wracając do wspomnianego odcinka, Isshi doszedł do wniosku, że brązowa bluzeczka (nie, nie koszula) z jakimś obrazkiem nie zaszkodzi jego wizerunkowi. Cóż, jestem przyzwyczajona do takich sytuacji, zwłaszcza po tym, jak po obejrzeniu odcinka z rozpinaną tuniką, taką samą zobaczyłam na swojej koleżance kilka dni później. No ale w życiu bym nie pomyślała, że pstrykając po kanałach, natkę się na serial, w którym jedna z bohaterek jest chyba bliską przyjaciółką Isshiego i pożyczyła sobie od niego ciuszki. Zaliczyłam facepalma, a potem wybuchnęłam śmiechem. I Isshi jest seme, tak? Chociaż Nao w odcinku z tuniką założył leginsy... Oni do siebie pasują, nie?
Gdybym miała wymienić wszystkie damskie ubrania, które Isshi nosił, ten post czytałoby się godzinę. Muszę kiedyś napisać fika, w którym Nao będzie seme.
Oglądałyśmy sobie z Haną "Kagrra, no su". Szukając jednego odcinka, natknęłam się na inny. Strasznie śmieszy mnie tam jedna scena, kiedy Izumi zachowuje się jak pięcioletnie dziecko, bo przegrało z kolegami. Wiem, jestem złośliwa. Właśnie. Złośliwość to specjalność Isshiego, który ubiera się dosyć oryginalnie, nie tylko na koncertach. Dlaczego? Dlatego, że wątpię, by któryś z moich kolegów założyłby np. rozpinaną tunikę albo jakieś damskie klapeczki. Nie mówiąc już o tych "dzwoniących" bransoletkach, które miał w którymś odcinku. Nawet ja czegoś takiego nie założę.
Wracając do wspomnianego odcinka, Isshi doszedł do wniosku, że brązowa bluzeczka (nie, nie koszula) z jakimś obrazkiem nie zaszkodzi jego wizerunkowi. Cóż, jestem przyzwyczajona do takich sytuacji, zwłaszcza po tym, jak po obejrzeniu odcinka z rozpinaną tuniką, taką samą zobaczyłam na swojej koleżance kilka dni później. No ale w życiu bym nie pomyślała, że pstrykając po kanałach, natkę się na serial, w którym jedna z bohaterek jest chyba bliską przyjaciółką Isshiego i pożyczyła sobie od niego ciuszki. Zaliczyłam facepalma, a potem wybuchnęłam śmiechem. I Isshi jest seme, tak? Chociaż Nao w odcinku z tuniką założył leginsy... Oni do siebie pasują, nie?
Gdybym miała wymienić wszystkie damskie ubrania, które Isshi nosił, ten post czytałoby się godzinę. Muszę kiedyś napisać fika, w którym Nao będzie seme.
czwartek, 7 lipca 2011
The last Sakura
Zacznijmy od tego, że Hana też napisała o nich posta. Jeśli wam jakoś monotematycznie, przepraszam. Ach, zapytacie o kim? O Kagrrze,.
Podzielę tego posta na części. Tytuły, akapity, takie tam. Pobawię się.
"Płaczę, ale gram. Na pamięć. Z zamkniętymi oczami."
Izumi jest świetnym perkusistą. Zawsze to wiedziałam, ale dzisiaj, jak zobaczyłam, że gra z zamkniętymi oczami, to mnie szokło. Mocno mnie szokło. Swoją drogą, jest mi go tak okropnie żal, że mam ochotę dać im wszystkim w zęby, że dopuścili do tego, że Izumi płakał już przed koncertem. A na koniec szlochał. NIGDY nie słyszałam, żeby Jrockowiec szlochał. Aż chciałam go przytulić.
"Gorąco ci, Winry? Tak? A mogę sprawić, byś się zagotowała? O! Udało mi się."
Akiya. Czy ty, człowieku, wiesz może, kiedy przestać doprowadzać mnie do zawału? Nie, nie wiesz. Inaczej nie walnąłbyś takiej miny. Aż musiałam po wodę pójść. I duszkiem wypiłam pół szklanki. No cóż, Mały Padalec odszedł, ktoś musi doprowadzać mnie do zawału w taki sposób. I bardzo grzecznie cię proszę, po angielsku, byś pomógł sobie słownikiem: Akiya-sama, please, come back.
" - Ty, Shin, popatrz, co on robi!
- Widzę, Nao, widzę."
I angielskie fanki mają podjarkę. Shin i Nao cały koncert plotkowali. Tak, plotkowali. Szeptali sobie do ucha, pokazywali palcem kolegów z zespołu i takie tam. Jak przekupki na targu. Nic dziwnego, że potem założyli razem zespół.
"A myślałaś, że my nie możemy się do siebie przytulić?"
Tak, właśnie tak myślałam. Ale byłam w błędzie. Isshi doszedł do wniosku, że Nao nie wystarczy objąć, trzeba go do siebie przyciągnąć i zatrzymać przez chwilę. Do Akiyi też można się przytulić, ale krócej i nie tak mocno, bo Winry uderzy. Akiya stwierdził, że jak się oprze plecami o plecy Nao, to też nic się nie stanie. Isshi uznał to za świetną okazję, by obiec ich dookoła, co chwilę podskakując. Shin doszedł do wniosku, że jak Akiya może się oprzeć o Nao, to on też. Nao był po prostu rozchwytywany.
"Patrzcie, a ja tańczę!"
Nie, Isshi. Nie tańczysz. Ty doisz krowę. Tak to przynajmniej wygląda. Cały klimat psujesz.
"A ja się drę! Mogę, nie?"
Jak już pisałam, psujesz klimat, Isshi.
"Sakura więdnie, musimy płakać."
Ryczeli wszyscy. Najbardziej Izumi, o którym już pisałam. Na drugim miejscu znalazł się Akiya, potem Nao. Najmniej płakał Shin, a Isshiemu tylko głos drżał na jednej piosence, a potem mu się tylko oczy szkliły.
"Oni ryczą, to ja też."
Popłakałam się. Hana jest chyba wrażliwsza, ale ja też miałam mokre oczy. I policzki. I chusteczkę.
"Nie jesteśmy już zespołem, więc... Napijmy się!!!"
Shin bardzo ładnie zaprezentował nam butelkę szampana, wina czy zwyczajnego sake. Nie wiem, ale to soczek raczej nie był.
"Czy nam potrzebny jest makijaż?"
Na kulisach doszłam do wniosku (po raz setny), że nie. Bez makijażu każdy, ale to każdy wygląda świetnie. Z makijażem jeszcze lepiej, ale w Akiyi to w szkole się pewnie wszystkie dziewczyny, z klasy i nie tylko, kochały, Nao był rozchwytywany niczym na tym koncercie, do Izumiego każda szła z byle jakim problemem, a w klasie Shina nagle wszystkie chciały nauczyć się parzyć herbatę. A Isshi siedział w kąciku, dopóki go pryszczata kujonka z aparatem na zębach i w okularach na nosie nie zaczepiła. Nie no, żartuję.
"Wrócimy."
Wrócili. Na razie tylko trzech, dwóch pewnie obmyśla, czy założyć razem zespół, czy oddzielnie. Ale to te dwa kwiaty wiśni były najbardziej spłakane. Trzeba dać im czas.
Podzielę tego posta na części. Tytuły, akapity, takie tam. Pobawię się.
"Płaczę, ale gram. Na pamięć. Z zamkniętymi oczami."
Izumi jest świetnym perkusistą. Zawsze to wiedziałam, ale dzisiaj, jak zobaczyłam, że gra z zamkniętymi oczami, to mnie szokło. Mocno mnie szokło. Swoją drogą, jest mi go tak okropnie żal, że mam ochotę dać im wszystkim w zęby, że dopuścili do tego, że Izumi płakał już przed koncertem. A na koniec szlochał. NIGDY nie słyszałam, żeby Jrockowiec szlochał. Aż chciałam go przytulić.
"Gorąco ci, Winry? Tak? A mogę sprawić, byś się zagotowała? O! Udało mi się."
Akiya. Czy ty, człowieku, wiesz może, kiedy przestać doprowadzać mnie do zawału? Nie, nie wiesz. Inaczej nie walnąłbyś takiej miny. Aż musiałam po wodę pójść. I duszkiem wypiłam pół szklanki. No cóż, Mały Padalec odszedł, ktoś musi doprowadzać mnie do zawału w taki sposób. I bardzo grzecznie cię proszę, po angielsku, byś pomógł sobie słownikiem: Akiya-sama, please, come back.
" - Ty, Shin, popatrz, co on robi!
- Widzę, Nao, widzę."
I angielskie fanki mają podjarkę. Shin i Nao cały koncert plotkowali. Tak, plotkowali. Szeptali sobie do ucha, pokazywali palcem kolegów z zespołu i takie tam. Jak przekupki na targu. Nic dziwnego, że potem założyli razem zespół.
"A myślałaś, że my nie możemy się do siebie przytulić?"
Tak, właśnie tak myślałam. Ale byłam w błędzie. Isshi doszedł do wniosku, że Nao nie wystarczy objąć, trzeba go do siebie przyciągnąć i zatrzymać przez chwilę. Do Akiyi też można się przytulić, ale krócej i nie tak mocno, bo Winry uderzy. Akiya stwierdził, że jak się oprze plecami o plecy Nao, to też nic się nie stanie. Isshi uznał to za świetną okazję, by obiec ich dookoła, co chwilę podskakując. Shin doszedł do wniosku, że jak Akiya może się oprzeć o Nao, to on też. Nao był po prostu rozchwytywany.
"Patrzcie, a ja tańczę!"
Nie, Isshi. Nie tańczysz. Ty doisz krowę. Tak to przynajmniej wygląda. Cały klimat psujesz.
"A ja się drę! Mogę, nie?"
Jak już pisałam, psujesz klimat, Isshi.
"Sakura więdnie, musimy płakać."
Ryczeli wszyscy. Najbardziej Izumi, o którym już pisałam. Na drugim miejscu znalazł się Akiya, potem Nao. Najmniej płakał Shin, a Isshiemu tylko głos drżał na jednej piosence, a potem mu się tylko oczy szkliły.
"Oni ryczą, to ja też."
Popłakałam się. Hana jest chyba wrażliwsza, ale ja też miałam mokre oczy. I policzki. I chusteczkę.
"Nie jesteśmy już zespołem, więc... Napijmy się!!!"
Shin bardzo ładnie zaprezentował nam butelkę szampana, wina czy zwyczajnego sake. Nie wiem, ale to soczek raczej nie był.
"Czy nam potrzebny jest makijaż?"
Na kulisach doszłam do wniosku (po raz setny), że nie. Bez makijażu każdy, ale to każdy wygląda świetnie. Z makijażem jeszcze lepiej, ale w Akiyi to w szkole się pewnie wszystkie dziewczyny, z klasy i nie tylko, kochały, Nao był rozchwytywany niczym na tym koncercie, do Izumiego każda szła z byle jakim problemem, a w klasie Shina nagle wszystkie chciały nauczyć się parzyć herbatę. A Isshi siedział w kąciku, dopóki go pryszczata kujonka z aparatem na zębach i w okularach na nosie nie zaczepiła. Nie no, żartuję.
"Wrócimy."
Wrócili. Na razie tylko trzech, dwóch pewnie obmyśla, czy założyć razem zespół, czy oddzielnie. Ale to te dwa kwiaty wiśni były najbardziej spłakane. Trzeba dać im czas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)