niedziela, 23 czerwca 2019

Katharsis

Nigdy nie rozumiałam znaczenia tego słowa. Nie w takim sensie, w jaki rozumieją je inni.

Ogólnie wielu ludzi powtarza, że płakanie jest dobre. Że oczyszcza. Dlatego oglądają filmy będące wyciskaczami łez. Dlatego oglądają anime, o których wiedzą, że nie skończą się dobrze. Dlatego czytają książki o poważnych tematach, żeby ryczeć przez pół fabuły, a po skończeniu czuć się wolnym, oczyszczonym i gotowym do mierzenia się z rzeczywistością.

Nie wiem, co jest nie tak z moim mózgiem, ale ja tego nie czuję. Tego oczyszczenia. Nieważne, czy popłaczę się na filmie, grze, książce czy anime. Zawsze czuję to samo.

Obrzydzenie samą sobą. Wyrzuty sumienia. Jakbym zrobiła coś zakazanego. Ewentualnie jakbym kogoś zawiodła.

I mam tak od zawsze. Łzom towarzyszy uczucie wstydu. Tym wylanym przez coś, co stało się naprawdę, też. Czuję się brudna, nie czysta. Jakbym wytarzała się w piachu.

I potem tkwię w tym bagnie jeszcze długo i długo, zastanawiając się, dlaczego wszyscy mówią "Ale o co ci chodzi, oczyściłaś się z emocji, teraz będziesz czuła się lepiej".

Nie, nie czuję się lepiej. Czuję się, jakby ktoś zgwałcił mnie emocjonalnie, jakby zabrał mi kontrolę nad moim życiem. Więc bądźcie cicho.

Bądźcie. Cicho.