Konwent. Pojechałam tam z Haną i Reyline. Byłam na cosplayu, potem w Sali Tortur, potem poszłam na sushi, znowu do Sali Tortur i poszłam spać na korytarzu, w śpiworze, wśród ludzi tupiących nogami, na które mieli założone koturny, glany, obcasy i bardzo rzadko zwykłe buty. W międzyczasie kupiłam cztery przypinki (I love yaoi, I love j-rock, I love visual kei i przypinkę z animowaną Japonką, ubraną w różowe kimono, trzymającą wachlarz, bo mi się z Kagrrą, skojarzyła), dwa archiwalne numery "Kyaa!" i "Otaku" oraz mangi dla Takamury. Byłam w bufecie (pamiętajcie - czarne babeczki barwią usta na czarno, a zielone - zęby na zielono) i poznałam Ichan (do której muszę kiedyś smsa napisać, żeby mi gg podała). I do tego momentu było fajnie. Jednakże...
...obudziłam się i czułam po prostu, że każda najmniejsza część mojego ciała mnie boli. Do teraz bolą mnie plecy. Kiedy poszłam na panel, gdzie był jakiś konkurs o anime, to równie dobrze oni mogli mówić po chińsku (po japońsku jeszcze bym coś wyłapała), a i tak bym nic nie zrozumiała. Jakby się ich zapytali, jakiego koloru majtki nosi Alucard, też by pewnie wiedzieli. A potem panel o Potterze. Ja rozumiem, że każdy może mieć własne zdanie, ale twierdzić, że Harry Potter, bohater książki dla dzieci, powinien umrzeć na końcu tylko po to, by nie mieć potomstwa? Ja jeszcze rozumiem, że to mógł powiedzieć uczestnik, ale prowadząca panel? Albo druga prowadząca wyjechała z tekstem, że "wątek Snape'a to najbardziej chu**wy wątek w tej opowieści". Jak dla mnie to była najpiękniej opisana historia miłości, o jakiej kiedykolwiek słyszałam i wzruszyła mnie o wiele bardziej, niż trzygodzinne pindolenie w "Titanicu". Tyle powiem.
Konwentowicze dzielą się na trzy grupy:
1) Fanatycy, czyli "Kurde, na co iść, ja chcę na wszystko! I dlaczego mam tak mało kasy, ja chcę wszystkie te przypinki i mangi!"
2) Fani, czyli "O, tu jest ciekawy panel, pójdę sobie na niego. O, fajna przypinka, kupię."
3) Przymusowcy, czyli "Przyjechałam z koleżanką, mogę iść?"
Ja zaliczałam się w 99% do grupy drugiej pierwszego dnia, ale po wstaniu z tej podłogi w 90% wołałam zdanie zacytowane przy grupie trzeciej. Taka prawda.
Tak więc, wniosek jest taki, że jeśli kiedykolwiek jeszcze raz pojadę na konwent, to nawet jak Reyline mnie przywiąże do krzesła, założy słuchawki na uszy i każe słuchać Miyaviego, to i tak zostanę tylko na jeden dzień. I nawet jeśli mi Rei Akiyę przywiezie z Japonii, to ja wracam do domu w momencie, kiedy oczy będą mi się zamykać.
Ps. Poszłam wczoraj spać o 18:47, wstałam o 9:30. Czyli "Jak wykończyć Winry - część pierwsza".
poniedziałek, 31 października 2011
czwartek, 27 października 2011
Oct. 27th, 2011
Nie mogę dać tytułu, bo w tym komputerze (dokładniej w sali informatycznej) jest jakiś błąd na lj'u. Fakt faktem, mam dziwne wrażenie, że odwiedził mnie ktoś nieproszony, kto powinien przytuptać za jakiś tydzień i mam nadzieję, że kiedy otworzę drzwi, to go tam nie będzie. A jutro jadę na konwent i nie zamierzam go zabierać.
Tak więc, kiedy człowiek jest zbyt ambitny i potrafi zbyt wiele, potem nie wie, co ze sobą zrobić.
A ostatnio siedziałam na polskim i Żona Szatana powiedziała coś takiego :
"Herosi greccy pragnęli osiągnąć sławę, a dzięki temu - nieśmiertelność."
Przyszło mi do głowy coś takiego :
"Kiedyś sława przynosiła nieśmiertelność. Teraz śmierć przynosi sławę."
Nie pozwólmy, by "Kocham cię, bo żyłeś" zostało zastąpione przez "Kocham cię, bo nie żyjesz". Bo jak myślicie, co chciałby usłyszeć artysta po śmierci? Raczej to pierwsze, prawda? No właśnie.
Do końca lekcji zostało 20 minut. Chyba padnę z nudów.
Tak więc, kiedy człowiek jest zbyt ambitny i potrafi zbyt wiele, potem nie wie, co ze sobą zrobić.
A ostatnio siedziałam na polskim i Żona Szatana powiedziała coś takiego :
"Herosi greccy pragnęli osiągnąć sławę, a dzięki temu - nieśmiertelność."
Przyszło mi do głowy coś takiego :
"Kiedyś sława przynosiła nieśmiertelność. Teraz śmierć przynosi sławę."
Nie pozwólmy, by "Kocham cię, bo żyłeś" zostało zastąpione przez "Kocham cię, bo nie żyjesz". Bo jak myślicie, co chciałby usłyszeć artysta po śmierci? Raczej to pierwsze, prawda? No właśnie.
Do końca lekcji zostało 20 minut. Chyba padnę z nudów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)