czwartek, 14 listopada 2013

Dwie strony medalu

Ostatnio łaziłam po YouTube i znalazłam jakieś filmiki z D=OUT i vistlip. Doszłam do wniosku, że jeden i drugi zespół jest zbiorowiskiem wariatów i zboczeńców, bo inaczej tego nazwać nie potrafię. A Kouki&Ibuki oraz Tomo&Tohya stały się nagle ulubionymi OTP z tych zespołów, bo oni nic innego nie robią, tylko fanservice'y.

Właśnie. Zatrzymajmy się może przy tym drugim zespole. A tak dokładniej przy Tomo. Co o nim pomyślałam w momencie, jak obejrzałam te filmiki?

"Tomo jest uroczy. Zboczony, zwariowany, lekko stuknięty, ale uroczy. XD"

Pal licho, że to samo pomyślałam o Tohyi, ale on nie jest moim ulubieńcem i to nie do jego osoby nawiązuje tytuł tego posta.

Dla niezorientowanych w sytuacji, choć było o tym bardzo głośno swego czasu - vistlip w 2010 roku miało poważny wypadek samochodowy. Prowadził Tohya, w aucie znajdowała się reszta zespołu, ich menadżerka i dwóch technicznych. Wszyscy wyszli z tego prawie bez szwanku, z lekkimi obrażeniami szyi i ramion, Yuh miał chyba ranę na policzku. Jednakże ich menadżerkę wyrzuciło z auta. Nie wiadomo, dlaczego. Może nie zapięła pasów? Nie wiem. Fakt faktem, zginęła na miejscu. Niech spoczywa w pokoju.

vistlip miało przerwę na pół roku, wrócili do pracy jakoś tuż przed trzęsieniem ziemi w marcu 2011. A później wyruszyli w trasę, kończąc ją siódmego lipca, w swoje czwarte urodziny.

Finałowy koncert nagrali na DVD. Jak go oglądałam po raz pierwszy, to zastanawiałam się, dlaczego Tomo aż tak płacze. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że jest to ich pierwszy finałowy koncert po tym ciężkim wypadku. A widać tutaj, że to są inne łzy niż te, które widzimy zazwyczaj podczas jrockowych koncertów. Na poprzednim Tomo też się spłakał jak małe dziecko, przez co na koniec wyglądał jak panda, bo tak szlochał, że aż się rozmazał. Ale tutaj to aż widać i słychać było, że chodzi o coś ważniejszego. O innej rangi uczucia.

I dzisiaj weszłam spokojnie na JaME, chcąc sprawdzić, czy pod wiadomością o wypadku vistlip jest jakikolwiek komentarz. Ale nie było żadnego. Młoda kobieta zginęła, zespół na rok zniknął ze sceny, Tohya pewnie do dzisiaj ma wyrzuty sumienia i nie śpi po nocach, a ludzi guzik to obchodzi. Miło.

Fakt faktem, przez przypadek natrafiłam na recenzję ich ostatniego koncertu. Przeczytałam ją, uśmiałam się nad tym, jak zderpili Umiego i wyłączyłam. Nie wiem, czym im zalazł za skórę, ale musiał nieźle sobie nagrabić. A później zobaczyłam, że jest recenzja tamtego koncertu. Tego pierwszego po wypadku, tego, co go mam i nie ogarniam w pełni. I przeczytałam, by zrozumieć.

I zrozumiałam. Tomo mi to bardzo dokładnie wyjaśnił.

"Stanie tutaj, na tej dużej scenie Zepp, jest spełnieniem jednego z naszych marzeń. Życie może być ciężkie, ale możemy ruszyć znów dalej, jeśli dajemy i mamy wsparcie. Z tego właśnie powodu pragnę zaśpiewać tę piosenkę. Proszę, posłuchajcie TSUIRAKU"."

"A wraz z tą piosenką poczułem, że znów możemy chodzić. SINDRA"."

"Dziś udało mi się zaśpiewać bez łez. Oto jak ludzie stają się silniejsi. Pokażemy wam zapewne naszą miękką stronę następnym razem, ale ten 'następny raz'… ach. Sama możliwość powiedzenia 'następnym razem' sprawia, że czuję się bardzo szczęśliwy. Dziękuję. Jestem zachwycony, że możemy się zobaczyć z wami w czwartym roku naszego istnienia. Zawsze będziemy razem. Dziękuję. Skoro jest tu tyle ludzi, możemy wspólnie skoczyć? Chcę zobaczyć tę wspaniałą scenę. Chwyćcie się więc za ręce, dobrze? Będziemy odtąd ciężko pracować, więc proszę, wspierajcie nas dalej!"

Tomo. Ten wariat z ADHD, ten zboczeniec, ten uciekinier z psychiatryka, któremu, jak się go postawi obok Tohyi, to już zupełnie zaczyna mu odwalać. On jest taki...

Kochany.

Innego słowa po prostu nie potrafię znaleźć. Chyba jeszcze nikt mnie aż tak nie wzruszył. Nawet Akiya swoją najważniejszą prawdą życiową, którą podczas swej marnej egzystencji usłyszałam, nawet Isshi swoimi słowami na ostatnim koncercie, nawet tekst do "Ribetsu", nawet tekst do "Love Song", nawet Ao i jego słowa o tym, że nie potrafimy sobie wyobrazić bólu po śmierci kogoś bliskiego. Nic i nikt nie poruszyło mnie do takiego stopnia, że miałam ochotę usiąść i płakać. Jestem chyba zbyt empatyczną osobą, nie sądzicie? Patrząc na to, jak bardzo przejmuję się ocenami Yami i Janette... Tak, bardzo.

I w sumie po tych filmikach zastanawiałam się, czy dobrze wybrałam sobie ulubieńca w vistlip.

Odpowiem sama sobie: Adawinry Chou Kurineko, to był jeden z twoich najlepszych wyborów w twym marnym życiu.