Wychowywałam się w domu, w którym zawsze ktoś był. Rzadko zostawałam sama w domu, zazwyczaj przynajmniej Mama była za ścianą (Tata rzadko bywał w domu, bo pracował albo poza miastem, albo do późnych godzin). A żebym została sama na noc, to już w ogóle musiało być święto narodowe i nawet nie wiem, czy kiedykolwiek coś takiego się stało.
Jak poszłam na studia, to na pierwszej stancji mieszkało nas sześć osób. Owszem, Szymon i Iwona byli irytujący, a Torumi okazał się po pół roku związku idiotą, ale zawsze ktoś był. Zawsze była jedna Ania za ścianą i druga Ania kilka pokoi dalej.
Na drugiej stancji mieszkałam przez pierwszy rok z Manahime, Evenes i Agatką. I też zawsze ktoś w domu był, rzadko zdarzały się sytuacje, że byłam sama. Bardzo rzadko. Na drugim roku Agatka się wyprowadziła i wprowadził się jełop, którego ochrzciłyśmy Formatem Vistą, bo zachowywał się, jakby co chwilę miał format dysku i pracował w systemie Windows Vista. Ale nawet, jak byłam w mieszkaniu sama z tym idiotą, to i tak ktoś był.
Potem przez półtora miesiąca mieszkałam sama, kiedy ostatecznie przeprowadziłam się do Poznania. Ale odliczałam dni, aż Evenes się wprowadzi i w końcu zamieszkałyśmy razem. Tyle, że po rozstaniu doszłyśmy do wniosku, iż mieszkanie razem nas niszczy - i nie powinnyśmy być ani razem, ani współlokatorkami.
I mimo, że mam dwa koty, to w tym domu jest pusto. Brakuje mi spontanicznych rozmów, brakuje mi bezcelowego siedzenia z kimś przed telewizorem, brakuje mi robienia komuś herbaty, obiadu czy opiekowania się nim, gdy jest chory.
Podziwiam wszystkich singli, którym takie życie odpowiada. Którzy cieszą się samotnością w swoim własnym mieszkaniu. Albo osób, które po prostu tę samotność lubią, jak moja Mama czy Babcia.
Ja nie lubię. I nie polubię.
Najgorzej było w urodziny. Czułam się dziwnie, gdy nie spędziłam ich totalnie z nikim, bo akurat była sesja i nawet, gdybym chciała się z kimś spotkać, to i tak musiałam uczyć się do egzaminu, który miałam następnego dnia. Więc postanowiłam, że nigdy więcej. W następnym roku kogoś zaproszę, nawet możemy uczyć się razem, byle ktoś był.
I mam wrażenie, że zacznę serio zapraszać na noc wszystkich znajomych z Poznania po kolei na każdy weekend, bo inaczej dostanę chyba świra... XD