poniedziałek, 30 marca 2015

Kilka informacji z życia

Hej. Nie zwracajcie uwagi na godzinę, jestem nocnym markiem.

Ogółem to tak. Zacznijmy od tego, że przestałam być ruda. Znudził mi się ten kolor, poza tym stwierdziłam, że rudy jest jak skórzane ciuchy - fajnie wygląda na innych, nie na mnie. Wróciłam do czerni, walnęłam sobie pasemka. Nie powiem, w jakim kolorze, bo będziecie się śmiać. XD

I wiecie co? Poznań jest drugim miastem, zaraz po Helu, gdzie czuję się jak w domu. Nigdy nie czułam się tak w Iławie. Nigdy nie uznawałam jej za swoje miasto.

A no i ludzie... No cóż. Okazuje się, że jedni zmądrzeli, a inni...:
a) Zwariowali na punkcie mody i szpanu.
b) Wykorzystują cię jak osobistą kurtyzanę do własnych zachcianek i nie potrafią się za to odwdzięczyć.
c) Rozpowiadają o tobie plotki, które są takim przekręceniem faktów, że wszyscy, co znają prawdziwą wersję wydarzeń, mają bekę życia, łącznie z tobą.

Poza tym, spędziłam naprawdę miły weekend z Haną i Rei. Było sushi, muzyka (nie tylko japońska) i nabijanie się z głupich filmików na YouTube.

I nie wiem, jak to zacząć. Hm... Może prosto z mostu? No dobrze. *bierze głęboki wdech* Nie jestem singlem. Mam chłopaka i jestem szczęśliwa. Będę go nazywać Torumi, bo nienawidzę bawić się w zdrobnienia typu "Słoneczka", "Pysiaczki", czy inne "Świneczki". Tak naprawdę ma na imię Jakub i jeśli cofniecie się do października, to przeczytacie o tym, że jest moim współlokatorem, także daleko do niego nie mam. :)

To chyba na tyle. Powiem jeszcze tylko, że życzę osobom wymienionym w podpunkcie C, by przyśnił im się ich najbardziej obleśny nauczyciel w męskich stringach (wow, ale hejt, jestem takim złem wcielonym). :)

środa, 4 marca 2015

Luty, luty, gdzie?

Cały luty mi tak śmignął przed oczami, że nawet nie zauważyłam, kiedy nadszedł marzec. Także mam dużo przez to do opowiedzenia.

Zacznijmy od sesji. Huhu, sesja poszła... Znakomicie to może nie jest dobre słowo, ale dobrze. :)

Jeśli chodzi o filozofię... Miałam jej serdecznie dosyć. Nie chciałam nawet podchodzić do poprawki, poddałam się, trajkotałam o warunku i ogółem byłam załamana. Ale wtedy przypomniałam sobie o Chisie. Ma astmę, a jest wokalistą. Poddał się? Nie. Więc czemu ja mam? No i dzięki niemu ładnie poprawiłam ten szajs na trzy, o!

W czasie sesji były moje urodziny. Turlałam się przez cały dzień w mojej loliciej sukience, poszłam z Manahime na sushi... Ogółem jestem na dobrej drodze do przekonania jej do Japonii. Widzicie, nawet jej przydomek wymyśliłam. :D

W czasie tych uciążliwych poprawek, w czwartek po egzaminie z logiki przyjechała do mnie Kann. Najpierw siedziałyśmy w Poznaniu, później pojechałyśmy do Iławy. W Poznaniu głównie zwiedzałyśmy różne punkty gastronomiczne. Zaraz po jej przyjeździe poszłyśmy do Pizzy Hut i na bubble tea, a w piątek byłyśmy na naleśnikach... O, z naleśnikarni mam w sumie fajną historyjkę! Kann zamówiła sobie naleśnika z sosem czosnkowym, na co ja stwierdziłam "Myjesz zęby.". Jakaś dziewczyna spojrzała na nas z przestrachem, potem udawała, że nas nie widzi, a jak pani podała jej jej naleśnika, to wyszła stamtąd szybciej, niż Chisa śpiewa w "Hyoryu Kanojo". Powód? Wzięła nas za lesby. No bo wiecie, czosnek śmierdzi tylko przy całowaniu. XD

W "walę tynki" chciałyśmy iść do azjatyckiej restauracji, ale oczywiście wszyscy stwierdzili, że jest ona idealnym punktem do lecenia w spojrzeniowego węgorza, czyli badanie duszy na wskroś przy żarciu. Musiałyśmy więc wrócić do domu i odsmażyć sobie pierogi, które zaplanowałam na niedzielę, no ale cóż, ludzie... Ale jak dnia następnego poszłyśmy do tej knajpki, to zjadłyśmy bardzo dobrego kurczaka w cieście z ryżem. Mniam.

W poniedziałek poszłam kupić na wynos w barze mlecznym dwa dewolajki i porcję ryżu. Kann zastanawiała się, jakim cudem to ma być porcja dla jednej osoby, gdy my podzieliłyśmy się na dwa i i tak było trochę nam za dużo. XD

A we wtorek ugotowałam obiad. Makaron z sosem ketchupowym. Kann smakowało. :)

Oczywiście w międzyczasie grałyśmy w Hirołsy, łaziłyśmy po Poznaniu i pisałyśmy historyjki na komputerze, żeby nie było, że tylko jadłyśmy. XD A i oglądałyśmy jakieś schizowe topki z anime na YouTube. o.e

Fakt faktem, we wtorek poszłyśmy na dworzec, po drodze zahaczając o StarBucksa. Pojechałyśmy do Iławy, gdzie siedziałyśmy w domu, oglądałyśmy koncerty, a w czwartek wybrałyśmy się z Haną na wycieczkę do Olsztyna. Byłyśmy w KFC, w kinie i na sushi. Było osom. :D I jak dobrze pamiętam, w sobotę zadzwoniła Rei i poszłyśmy z nią na lody. Fajnie było.

Jako, że teraźniejszy rozkład PKP to szajs, jedyny pociąg z Iławy do Krakowa, który dojeżdża do celu o logicznej porze, jest o 4.59. Kann wyśmiała PKP i stwierdziłyśmy, że lepiej, jak pojedziemy do Poznania, a z Poznania wsiądzie sobie spokojnie do ładnego, bezpośredniego pociągu o 13.45. Tak też zrobiłyśmy. W poniedziałek musiałam się więc z nią pożegnać. Ale na całe szczęście obie będziemy na Dirze. :)

I byłabym zapomniała! Kann narysowała mi kolejny piękny prezent.
Zdjęcie0746
Portret Akiyi jest z zeszłego roku, Soan i Hitomi są z tego. Mam taką utalentowaną przyjaciółkę. ;w;

Czy coś jeszcze... Ach tak. Pierwszy tydzień semestru był tak nudny, że większość zajęć przespałam. Albo w przenośni, albo dosłownie. XD No i wróciłam do domu, a tu czekała mnie niemiła niespodzianka - mój organizm przypomniał sobie, że jestem chorowita. Niestety.

Ogółem to już zahacza o marzec, ale muszę oznajmić wszem i wobec, że pojawiło się małe zamieszanie w moim rankingu zespołów. Otóż DIV, trzymane siłą w dole rankingu, bo za młodzi...

...stwierdziło, że mam przestać sobie żartować i wbiło się na trzecie miejsce, spychając tym samym Alice Nine. Jakim cudem? Nie wiem. Ja tylko słucham muzyki, ja jestem niewinna. XD

Fakt faktem, ich album "Secret" jest świetny.

To chyba na tyle.