niedziela, 29 maja 2016

Hana w Poznaniu, czyli o matko, jak bolą mnie nogi

Hana wpadła sobie do Poznania, bo tak. Stwierdziła, że ma ochotę, spakowała się i przyjechała. XD

Dzisiaj poszłyśmy na miasto. Najpierw poszłyśmy na lody tradycyjne. Chciałyśmy pójść później, ale bałyśmy się, że już będzie zamknięte. Wzięłam sobie kajmakowe ze słonecznikiem, a Hana sorbet truskawkowy. Ogólnie jak będzie na moście teatralnym w Poznaniu i zobaczycie kawiarnię Teatralka, to polecamy. ^^

Potem byłyśmy na pizzy w pizzerii studenckiej. Pizza, jak zawsze, była tam przepyszna i tania. Miała tak puszyste ciasto i dużo składników, że nie trzeba było brać sosu. Kann też poleca tę pizzerię, zawsze, jak tam jesteśmy, to jemy, aż nam się uszy trzęsą.

Moje nowe buty pokaleczyły mi palce, więc usiadłyśmy na ławce i zaklejałam sobie je plasterkami. Przechodziły jakieś dresy i jeden zawołał "Pocałować? Spełnimy twoje marzenia!", po czym wybuchnęli śmiechem i sobie poszli. Nie wiem, czemu, śmieszy mnie to do teraz. XD

Poszłyśmy do parku. W parku pan barman ćwiczył sobie jakiś układ z butelką i takim mieszadłem do drinków. Wyglądało to osom, dlatego usiadłyśmy i przypatrywałyśmy mu się dobrą chwilę.

A potem poszłyśmy na stare miasto. Idąc tam, widziałyśmy dwóch Azjatów. Jeden wyglądał jak typowy muzyk rockowy z Japonii, czyli dziwne ciuchy i rozjaśnione włosy, a drugi jak jego techniczny. I mieli bardzo ładne dłonie. Na całe (dla nich) szczęście, znalazłyśmy świetny sklep z azjatyckim żarciem. Kupiłam sobie herbatkę w kartoniku (matko, jakie to było dobre), a Hana Pocky (o wiele taniej, niż na konwentach czy w sklepie internetowym). A na starym mieście Hana mi zrobiła zdjęcie z paniami przebranymi za koziołki poznańskie, patrzcie, jakie pocieszne!
Pijąc tę herbatkę, stałam przed miejskim WC i czekałam na Hanę. Była tam jakaś grupa Francuzów, która rozprawiała chyba o tym, jak wielu obcokrajowców spotkali, bo co chwilę słyszałam jakieś określenia na dany naród. I jeden gościu wskazuje na mnie, po czym mówi "Żapani!" i coś tam dalej nawija.

Ja rozumiem, że dużo osób bierze mnie za Azjatkę... W zasadzie nie rozumiem. XD

A potem poszłyśmy do sklepu, gdzie na miejscu robi się cukierki. Kupiłam sobie lizaczki, Hana cukierki, jutro zamierzamy tam iść na pokaz. ^O^

Wracając, zaszłyśmy jeszcze raz do tego sklepu, bo ta herbatka taka dobra. ;w; Ale zaniepokoiły nas kartony wszędzie, więc wywiązał się między mną a panią eskpedientką taki dialog:

Ja: Przepraszam, bo tak się zastanawiamy, dlaczego tu stoją te kartony? Ten sklep będzie przeniesiony, czy zlikwidowany, czy co się dzieje?
Pani: *lekka irytacja* Była dostawa, a ja nie mam gdzie tego wykładać, bo nie ma miejsca.
Ja: Ach tak! Czyli ten sklep tu będzie?
Pani: No, tak.
Ja: Bo wie pani, dopiero go dzisiaj odkryłyśmy, a jest naprawdę świetny, dużo azjatyckiego jedzenia i w ogóle. Będę tutaj częstą klientką.
Pani: *przez całą moją ostatnią wypowiedź jej mina ze zmęczonej, znudzonej i zirytowanej zrobiła się radosna* Och, dziękuję...

No i tyle. Bolą mnie nogi, ale było osom! \(^o^)/