Gdzieś w listopadzie bodajże dostałam informację od Nishi, że Maifo będzie we Wrocławiu.
The Micro Head 4N'S. Nowy zespół Zero i Tsukasy z Despy. Tam nie ma Karyu. Kutwa.
Fakt faktem, mój wnerw spotęgowało to, że koncert miał być w Firleju.
Nic nie będę widzieć. Wezmę krzesło.
22 lutego, dzień przed koncertem, na który zgodził się mnie i Hanę zawieźć mój Tata, kompletnie nic nie czułam. Ekscytacja sięgnęła minimum, nawet paznokcie malowałam z lekkim znudzeniem.
Dojechaliśmy do Wrocławia po paru przygodach z pokrętnymi drogami. Spotkałam Nishi, która stała z Yuki. Ale po co mi ją przedstawiać, no Winry, przecież sama możesz się domyśleć, że to ona.
Wszyscy ubrani na czarno, a ja w niebieskiej haleczce z lolicim kołnierzykiem.
Oddałam halkę Tacie.
Spotkałyśmy Mrs. Yagami i Kamilę. Znowu. To już chyba trzeci koncert, na którym je widziałam.
Nie było supportu, bo wokalista coś sobie zrobiła.
Maifo wyszło na scenę. Zero z jego uśmiechem na pół twarzy. Tsukasa poważny i przystojny jak zwykle. Shun wyglądający jak pół dupy zza krzaka. Kazuya, którego prawie nie widziałam. I Ricky w muszastych okularach.
Gdzieś na drugiej czy trzeciej piosence Ricky zdjął okulary. Nie miał aż tak mocnego makijażu, jak na zdjęciach. Przez brak obu tych rzeczy odkryliśmy coś dziwnego.
Ricky, który wszędzie rozsiewa mrok i ogólną powagę, okazał się być...
Dzieciakiem.
On nie jest chudy. Nie jest szczupły. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że jest trochę przy sobie.
I ma fąfisie, czyli policzki idealne do szczypania i mówienia przy tym "puciu, puciu, ty mój dziubasku ty".
Zero przez chwilę się nie uśmiechał. Biedak spoważniał na moment, a ja z zacieszem na ryju na niego patrzyłam. Dziwnym trafem spojrzał na mnie, uśmiechnął się promiennie, wskazał na mnie i poszedł wgłąb sceny, a ja stałam z wtf? na twarzy przez pół piosenki.
Zero się do mnie uśmiechnął...
Na przedstawieniu zespołu każdy próbował nas czegoś nauczyć po japońsku, Zero się wydarł, a Tsukasa zaśpiewał "Enkę".
Tsukasa. Zaśpiewał. "Enkę". Hidesmaria, umarłam i jestem w niebie.
Tak więc koncert zaczął się od "Hello my clone", a skończył na "I surrender". Więcej grzechów nie pamiętam... Znaczy, utworów.
Rozdawanie autografów poszło szybko. Odkryłam podczas nich Japonię, czyli fakt, że, no wow, Tsukasa jest przystojny. I ma ciepłe i delikatne dłonie, choć bardzo męskie. W ogóle, skąd ta delikatność w dłoniach perkusisty? Krem do rąk czy co?
W łóżku wylądowałam o 6, wstałam o 14.30. Do teraz nie wiem, gdzie powiesić ten plakat.