Zacznijmy od tego, że w ogóle nie jestem obiektywna w stosunku do Chisy, jak również do problemu, który poruszył. Aczkolwiek uważam, że tekst do "Answer" jest jednym z lepszych, które czytałam. Można go w całości znaleźć tutaj.
Według mnie tekst do "Answer" jest śpiewany z perspektywy osoby dręczonej w szkole. Skąd taki wniosek? Postaram się to wyjaśnić.
"Opór tego serca pełnego braków
Wewnątrz klatki tak biednego, że ma zbyt dużo swobody."
Pierwsze wersy można w zasadzie zrozumieć na wiele sposobów. Ja myślę, że jednocześnie nawiązują do tego, iż serce takiej osoby jest skołatane, złamane i ogólnie boli za każdym razem, gdy przed oczami pojawia się widmo pójścia do szkoły. Widzę tu też lekkie odniesienie do choroby Chisy, to jest astmy. Ale to tylko moja interpretacja.
"Pytasz mnie o powód do życia."
No i tu już zaczyna robić się ciekawie. Jako osoba prześladowana w szkole przez wiele lat mogę powiedzieć wam jedno - myśli o tym, że chciałoby się zniknąć, uciec i nie wrócić, a nawet w skrajnych przypadkach samobójcze to norma. Człowiek po prostu nie widzi tego powodu do życia. Po co istnieć, jeśli wokół ludzie potrafią jedynie z ciebie szydzić i są spowici aurą fałszu i sadyzmu?
"Jedynie poprzez upływ płynącego czasu uciekają wspomnienia o bezlitosnym ośmieszaniu."
Święta prawda. Jedynie czas leczy takie rany. Z drugiej strony one nadal gdzieś tam są przez wiele, wiele lat.
"To mocno, głęboko przestrzega mój rozsądek przed zaostrzeniem walki przeciwko nim."
Dokładnie. Człowiek w pewnym momencie zdaje sobie sprawę, że nie ma po co walczyć ze swoimi oprawcami, bo to tylko ich nakręca.
"Niezauważalnie nabyłem nawyk poddawania się."
W pewnym momencie jednak wpada się w taki stan apatii. Koledzy i koleżanki mogą cię ośmieszyć przed całą szkołą, a ty i tak jedynie będziesz potrafiła powiedzieć "To nie było miłe...". Usłyszysz wtedy "Powiedzieliśmy tylko prawdę."...
"Moją wymówką jest to, że dzięki temu stanę się dojrzały."
Słyszeliście kiedyś opinię, że dręczenie w szkole buduje charakter? Durni (innego słowa nie znajdę) rodzice sami nakręcają swoje dzieci, by gnębiły słabszych, by ci stali się silniejsi. I wiecie co? Nie tylko dzieciaki gnębiące w to wierzą - te gnębione też w pewnym momencie mają właśnie taką wymówkę. "Jak przecierpię to, co mi teraz robią, to poradzę sobie w dorosłym życiu ze wszystkim."
"Zastanawiam się, dlaczego wciąż pozwalam na to, by mój głos zanikał.
Nigdy więcej tego nie zrozumiem."
Nie ma takiej osoby, która nie pomyślałaby w pewnym momencie "Co ja tak właściwie robię? Dlaczego tak łatwo się poddaję? Czemu z nimi nie walczę? Muszę się temu przeciwstawić!" Niestety, z własnego doświadczenia wiem, że to absolutnie nic nie daje, co więcej - jest jeszcze gorzej.
"Pytasz mnie o powód do śpiewania."
Tutaj następuje porównanie życia do śpiewania. Chisa jest wokalistą, czyli inaczej mówiąc - kocha śpiewać, to jest jego pasja. Powód do życia.
"Czy jeśli zrobię krok naprzód, znajdę się w rozświetlonej przyszłości?
Prawdopodobnie te słowa, które wypowiem, poprowadzą mnie do odpowiedzi, będą kłębić się nad moją głową."
Przychodzi taki moment, kiedy człowiek mówi dosyć i na całą klasę drze się "Zamknijcie się!". Jaki powinien być tego skutek? Powinni dać ci spokój, ewentualnie nauczycielka powinna zareagować, że coś jest nie tak, po czym zgłosić to wychowawcy. W moim przypadku była ta druga opcja, ale, uwaga, to ja zostałam uznana za tę złą - bo "jestem wrogo nastawiona do ludzi i nie chcę z nimi rozmawiać"... Dlatego właśnie przy kolejnym takim "dosyć" człowiek zaczyna mieć wątpliwości - czy jest sens zrobienia tego kroku naprzód? Czy czeka nas poprawa? Czy może po prostu wypowiemy jakieś słowa, a potem będziemy ich żałować?
- Dlaczego jesteś wrogo nastawiona do ludzi? Dlaczego nie chcesz z nimi rozmawiać?
- Bo wolę zamknąć się w swoim świecie.
- Dziewczyno, jesteś w gimnazjum!
- Może trochę ci dokuczaliśmy na początku, ale teraz próbujemy być dla ciebie mili. Dlaczego nas odrzucasz?
- Nie będę rozmawiać z ludźmi, którzy kiedyś mnie zranili, a teraz udają niewiniątka.
Później była sytuacja, że poszłam do dentystki i nikt mnie nie spakował. Musiałam wracać na drugi koniec szkoły (dosłownie), wejść do obcej klasy, spakować się i wrócić znowu cały ten dystans, tracąc dziesięć albo i piętnaście minut lekcji, bo im się wrzucić zeszytu i piórnika do torby nie chciało.
- Dlaczego mnie nie spakowaliście?
- Przecież powiedziałaś, że nie chcesz mieć przyjaciół.
Taka tam nadinterpretacja moich słów... By the way, co mają przyjaciele do lojalnego spakowania torby? O.o
"Na pewno każdy ma własne prawidłowe rozwiązanie.
Zaplanowane i proste, w związku z tym trudne do zrozumienia.
Prawdą jest, że odpowiedź była we mnie od początku."
No i właśnie. Zawsze jest wielu ludzi z zewnątrz, którzy służą poradą, ale niestety - ich sugestie zazwyczaj są, krótko mówiąc, bezużyteczne. Rozwiązanie takiej sytuacji można znaleźć tylko w jeden sposób - w sobie.
"Jedynie poprzez upływ płynącego czasu uciekają wspomnienia o bezlitosnym ośmieszaniu.
Prawdopodobnie te słowa, które wypowiem, poprowadzą mnie do odpowiedzi, będą kłębić się nad moją głową.
Czy jeśli zrobię krok naprzód, znajdę się w rozświetlonej przyszłości?
Teraz zrozumiałem powód, dlaczego jestem utrzymywany przy życiu.
Silnie rozbrzmiewający głos.
Rozbrzmiewa..."
Jak już mówiłam, dla Chisy powodem do życia jest jego silny głos, śpiewanie, jego pasja. Osoby, które są dręczone w szkole, muszą właśnie odkryć tę pasję. Muszą gdzieś uciec, schować się w tym swoim świecie, spróbować zapomnieć. Bo jeśli nie można z wrogiem walczyć, to przynajmniej trzeba się przed nim dobrze ukryć. Ja uciekłam w naukę, muzykę i pisanie opowiadań. To były jedyne rzeczy, które w gimnazjum utrzymywały mnie przy życiu.
I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie. Tekst jest napisany w tak mistrzowski sposób, że aż trudno pomyśleć, iż Chisa nie miał kontaktu z tym problemem. Kann kiedyś mi powiedziała, że podobno najpiękniej uśmiechają się ci, którzy najwięcej wycierpieli w przeszłości.
Czy w tym przypadku również tak jest? Kto wie?
środa, 22 października 2014
środa, 8 października 2014
Poznań - nowe doświadczenia, nowi ludzie
Czasem mam tak, że przez jakiś czas nie chce mi się pisać na blogu. Tym razem też tak było. Postanowiłam najpierw zaaklimatyzować się w nowym otoczeniu, a później dopiero zdać sprawozdanie.
Mieszkanie nr 9 na czwartym piętrze w stuletniej kamienicy. Kiedy do niego wchodzisz, musisz przejść przez korytarz prawie że do samego końca i zatrzymać się przed drzwiami, nad którymi przyklejona jest litera E. Gdy zapukasz w białe drewno, prawdopodobnie otworzy ci dziewczyna w okularach, opasce na głowie i dresach. To będę ja i, jeśli cię znam, wpuszczę cię do swojego pokoju.
Ogółem mieszkam w bardzo dobrej okolicy. Wszystko mam pod ręką. Biedronkę, Żabkę, jeszcze jeden sklep spożywczy, dwie drogerie, McDonalda, kino, bar mleczny, rynek, aptekę, nawet bank. Nie muszę się ruszać poza Jeżyce, jeśli potrzebuję coś załatwić. No chyba, że idę na uczelnię albo dworzec, ale w jednym i w drugim przypadku 40 minut wystarczy, bym tam doszła.
Mój schemat dnia zawsze jest podobny. Zaczyna się od pobudki i śniadania, na które jem płatki z jogurtem. Później albo siadam przed laptopem, albo idę na uczelnię. Jak wracam (lub w dzień wolny - jak zgłodnieję), to idę na obiad do baru mlecznego, ewentualnie coś sobie odgrzewam albo zalewam zupkę chińską. Potem znowu siadam przed laptopem. Między 20 a 22 mój żołądek znowu daje o sobie znać, więc są dwie opcje - kanapki z serem i ketchupem albo tosty. Zawsze. A potem znów laptop i siedzenie tak długo, na ile pozwala mi godzina rozpoczęcia zajęć.
Mam współlokatorów. Trzy dziewczyny (dwie Anie i Iwona) i dwóch chłopaków (Kuba i Szymon). Nie będę się może zbytnio o nich rozpisywać, bo jak wejdą na tego bloga, to będą wiedzieć trochę za dużo. XD Napiszę jedynie, iż uważam, że wszyscy są towarzyscy i można z nimi miło porozmawiać. No i Ania i Kuba są otaku, tak w ramach ciekawostki. A druga Ania ma króliczka. ^o^
Poza tym, na uczelni też już zdobyłam znajomych. Ogólnie było to strasznie wzruszające dla mnie wydarzenie. Ci, którzy czytają tego bloga od początku albo znają mnie osobiście od wielu lat, wiedzą, że byłam prześladowana w szkole. Traktowana jak powietrze, chyba, że ktoś coś ode mnie chciał. Nie babram się w tym, że tak to określę. XD Mówię jedynie, jak było.
Minęły więc już dwa wykłady, a ja oparłam się o ścianę i obserwowałam otoczenie. Byłam do tego przyzwyczajona. Nawet jeśli w liceum nie miałam takiej traumy, jak w gimnazjum, to i tak częściej obserwowałam wszystko, stojąc z boku z Janette i Yami. W pewnym momencie usłyszałam głos.
- Przepraszam? - odwróciłam się. Stała przede mną ładna dziewczyna, uśmiechając się lekko. Pomyślałam, że chce zapytać o drogę do sali albo łazienki.
- Tak? - zapytałam, nie mając pojęcia, o co może jej chodzić. Przecież tylko obserwuję. Nikomu nie zawadzam...
- Chcesz się do nas przysiąść? Bo zauważyłyśmy, że zawsze stoisz sama - spytała delikatnym głosem.
Zamrugałam i poczułam, że chyba się rumienię. Ktoś zauważył moją obecność? Komuś zależy na tym, bym nie stała sama? Ktoś doszedł do wniosku, że to powietrze rusza się, bo ja tu jestem?
Fakt faktem, usiadłam z nimi przy stoliku. Jedna z koleżanek Laury miała torbę z dziwnie znajomym symbolem. Gdzieś w głowie mi dzwoniło, że pochodzi skądś, co znam, ale raczej ze słyszenia, a nie z bezpośredniego kontaktu.
Przed wykładem dziewczyna z torbą podała mi telefon i kazała znaleźć się na facebooku. Wpisałam więc to swoje Adawinry Chou Kurineko.
- Głupie pytanie, ale... Czym się interesujesz?
- J-japo-onią się in-te-re-su-ję - jakoś tak brzmiała moja odpowiedź. Wciąż byłam w trybie speszonej pensjonarki.
Nastąpiła chwila ciszy, a na twarzy mojej rozmówczyni pojawiał się coraz większy uśmiech.
- To tak jak ja! - wypaliła. No tak. Na torbie był symbol "Shingeki no kyojin". To anime jest wszędzie, więc nic dziwnego, że Uke je lubi. XD
A, może słówko o trzeciej dziewczynie, bo na razie jakoś nie wystąpiła w mojej opowieści. No więc Cafla, bo taki ma przydomek, bardzo ładnie rysuje. Osobiście jestem pod wielkim wrażeniem. Ktoś mógłby powiedzieć, że co się dziwić, jeśli skończyła liceum plastyczne. Ale według mnie, to można wysłać każdego na lekcję śpiewu, a jak nie ma talentu, to i tak będzie wył jak zażynana orka. Tak samo jest z rysowaniem. Także pokłony dla pani.
A, no i Uke i Cafla to hentaie. Poza tym, czasem przekręcają mój przydomek na Winiary. Jestem przyprawką. XD
Jak znam życie, wymienione w tym poście osoby, będą przewijały się w moich postach co jakiś czas. Muszę zapytać Ani otaku, czy ma jakiś przydomek, bo jakoś muszę odróżniać te Anie. XD
Jest jeszcze kwestia tego baru mlecznego. Ceny są poniżej 10zł, więc można dobrze i tanio zjeść. Oprócz tego, przychodzą tam osoby z opieki społecznej, więc lepiej nie ubierać się jak na spotkanie biznesowe, jak to jeden pan uczynił i patrzył na wszystkich wzrokiem "Jezu Chryste, z jakim ja plebsem muszę przebywać? =.=". Jeśli ktoś z was tak zrobi, momentalnie dostanie, za przeproszeniem, mentalny wpierdol ode mnie. :)
A, no i nie zamawiajcie w tym barze pyz. Ochyda. Za to gorąco polecam de volaille i kotlet szwajcarski. Pychota!
Do Hany dzwonię przynajmniej raz dziennie, z Kann rozmawiam przez gg, w sobotę wbija Nishi, a za tydzień Japanicon i będę gościć u siebie Carmen. Także nie zapominam o rodzinie, co to to nie.
To chyba tyle na dzisiaj. Mój organizm już się dostosował i ogarnął po tych wszystkich zawirowaniach, bo dzisiaj odwiedził mnie Potworek. Także jest dobrze. Bardzo dobrze. :)
Mieszkanie nr 9 na czwartym piętrze w stuletniej kamienicy. Kiedy do niego wchodzisz, musisz przejść przez korytarz prawie że do samego końca i zatrzymać się przed drzwiami, nad którymi przyklejona jest litera E. Gdy zapukasz w białe drewno, prawdopodobnie otworzy ci dziewczyna w okularach, opasce na głowie i dresach. To będę ja i, jeśli cię znam, wpuszczę cię do swojego pokoju.
Ogółem mieszkam w bardzo dobrej okolicy. Wszystko mam pod ręką. Biedronkę, Żabkę, jeszcze jeden sklep spożywczy, dwie drogerie, McDonalda, kino, bar mleczny, rynek, aptekę, nawet bank. Nie muszę się ruszać poza Jeżyce, jeśli potrzebuję coś załatwić. No chyba, że idę na uczelnię albo dworzec, ale w jednym i w drugim przypadku 40 minut wystarczy, bym tam doszła.
Mój schemat dnia zawsze jest podobny. Zaczyna się od pobudki i śniadania, na które jem płatki z jogurtem. Później albo siadam przed laptopem, albo idę na uczelnię. Jak wracam (lub w dzień wolny - jak zgłodnieję), to idę na obiad do baru mlecznego, ewentualnie coś sobie odgrzewam albo zalewam zupkę chińską. Potem znowu siadam przed laptopem. Między 20 a 22 mój żołądek znowu daje o sobie znać, więc są dwie opcje - kanapki z serem i ketchupem albo tosty. Zawsze. A potem znów laptop i siedzenie tak długo, na ile pozwala mi godzina rozpoczęcia zajęć.
Mam współlokatorów. Trzy dziewczyny (dwie Anie i Iwona) i dwóch chłopaków (Kuba i Szymon). Nie będę się może zbytnio o nich rozpisywać, bo jak wejdą na tego bloga, to będą wiedzieć trochę za dużo. XD Napiszę jedynie, iż uważam, że wszyscy są towarzyscy i można z nimi miło porozmawiać. No i Ania i Kuba są otaku, tak w ramach ciekawostki. A druga Ania ma króliczka. ^o^
Poza tym, na uczelni też już zdobyłam znajomych. Ogólnie było to strasznie wzruszające dla mnie wydarzenie. Ci, którzy czytają tego bloga od początku albo znają mnie osobiście od wielu lat, wiedzą, że byłam prześladowana w szkole. Traktowana jak powietrze, chyba, że ktoś coś ode mnie chciał. Nie babram się w tym, że tak to określę. XD Mówię jedynie, jak było.
Minęły więc już dwa wykłady, a ja oparłam się o ścianę i obserwowałam otoczenie. Byłam do tego przyzwyczajona. Nawet jeśli w liceum nie miałam takiej traumy, jak w gimnazjum, to i tak częściej obserwowałam wszystko, stojąc z boku z Janette i Yami. W pewnym momencie usłyszałam głos.
- Przepraszam? - odwróciłam się. Stała przede mną ładna dziewczyna, uśmiechając się lekko. Pomyślałam, że chce zapytać o drogę do sali albo łazienki.
- Tak? - zapytałam, nie mając pojęcia, o co może jej chodzić. Przecież tylko obserwuję. Nikomu nie zawadzam...
- Chcesz się do nas przysiąść? Bo zauważyłyśmy, że zawsze stoisz sama - spytała delikatnym głosem.
Zamrugałam i poczułam, że chyba się rumienię. Ktoś zauważył moją obecność? Komuś zależy na tym, bym nie stała sama? Ktoś doszedł do wniosku, że to powietrze rusza się, bo ja tu jestem?
Fakt faktem, usiadłam z nimi przy stoliku. Jedna z koleżanek Laury miała torbę z dziwnie znajomym symbolem. Gdzieś w głowie mi dzwoniło, że pochodzi skądś, co znam, ale raczej ze słyszenia, a nie z bezpośredniego kontaktu.
Przed wykładem dziewczyna z torbą podała mi telefon i kazała znaleźć się na facebooku. Wpisałam więc to swoje Adawinry Chou Kurineko.
- Głupie pytanie, ale... Czym się interesujesz?
- J-japo-onią się in-te-re-su-ję - jakoś tak brzmiała moja odpowiedź. Wciąż byłam w trybie speszonej pensjonarki.
Nastąpiła chwila ciszy, a na twarzy mojej rozmówczyni pojawiał się coraz większy uśmiech.
- To tak jak ja! - wypaliła. No tak. Na torbie był symbol "Shingeki no kyojin". To anime jest wszędzie, więc nic dziwnego, że Uke je lubi. XD
A, może słówko o trzeciej dziewczynie, bo na razie jakoś nie wystąpiła w mojej opowieści. No więc Cafla, bo taki ma przydomek, bardzo ładnie rysuje. Osobiście jestem pod wielkim wrażeniem. Ktoś mógłby powiedzieć, że co się dziwić, jeśli skończyła liceum plastyczne. Ale według mnie, to można wysłać każdego na lekcję śpiewu, a jak nie ma talentu, to i tak będzie wył jak zażynana orka. Tak samo jest z rysowaniem. Także pokłony dla pani.
A, no i Uke i Cafla to hentaie. Poza tym, czasem przekręcają mój przydomek na Winiary. Jestem przyprawką. XD
Jak znam życie, wymienione w tym poście osoby, będą przewijały się w moich postach co jakiś czas. Muszę zapytać Ani otaku, czy ma jakiś przydomek, bo jakoś muszę odróżniać te Anie. XD
Jest jeszcze kwestia tego baru mlecznego. Ceny są poniżej 10zł, więc można dobrze i tanio zjeść. Oprócz tego, przychodzą tam osoby z opieki społecznej, więc lepiej nie ubierać się jak na spotkanie biznesowe, jak to jeden pan uczynił i patrzył na wszystkich wzrokiem "Jezu Chryste, z jakim ja plebsem muszę przebywać? =.=". Jeśli ktoś z was tak zrobi, momentalnie dostanie, za przeproszeniem, mentalny wpierdol ode mnie. :)
A, no i nie zamawiajcie w tym barze pyz. Ochyda. Za to gorąco polecam de volaille i kotlet szwajcarski. Pychota!
Do Hany dzwonię przynajmniej raz dziennie, z Kann rozmawiam przez gg, w sobotę wbija Nishi, a za tydzień Japanicon i będę gościć u siebie Carmen. Także nie zapominam o rodzinie, co to to nie.
To chyba tyle na dzisiaj. Mój organizm już się dostosował i ogarnął po tych wszystkich zawirowaniach, bo dzisiaj odwiedził mnie Potworek. Także jest dobrze. Bardzo dobrze. :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
