sobota, 16 lipca 2016

Rybia masakra nieznaną zarazą

Ratowaliśmy dzisiaj rybki. Woda śmierdziała, dno akwarium było usłane trupami, na powierzchni wody unosiły się małe ciałka tych zwierzątek.

Smutny i nieco przerażający widok.

Nawet nie wiecie, jak bardzo się ucieszyłam, gdy okazało się, że moje glonojady żyją. Tak, Juni i Kou-chan nadal mają się dobrze. I co więcej, są nawet dosyć duzi. Chociaż Juni nadal jest mniejszy. XD

Ale no. Jest mi źle. Bo chyba nie po to kupuje się świeżą krew, by nie robiły się garbate ryby (wiecie, chów wsobny, te sprawy), żeby potem musieć wyławiać zwłoki przez kilka godzin, prawda?

Ja wiem, że takie gupiki żyją dosyć krótko, ale chyba jednak wolałabym, żeby żyły dłużej niż krócej.

Gdybym mogła, to bym chyba pozwała ten sklep za sprowadzenie bakterii.

Mam nadzieję, że te ryby, które uratowaliśmy, przeżyją.

Ps. Juni i Kou-chan to ciapki. Zaplątali się w siatkę, jak ich ratowałam. XD