sobota, 13 lutego 2016

Bright rose in dark moment

Nie mam ostatnio zbyt dobrego humoru. Mogę nawet zaryzykować stwierdzenie, że od jakiegoś czasu jestem chmurą, a nie słoneczkiem, jak zwykła nazywać mnie Mama.

Kann przyjechała do mnie na ferie. Siedzi sobie u mnie od niedzieli i no, jakoś ze mną wytrzymuje. XD Fakt faktem, chodzimy po Poznaniu, odwiedzamy nowe miejsca. Coś obejrzymy, coś napiszemy, coś ugotuję i razem zjemy... Aż mi się zrymowało, ok. Ale no. Fajnie jest.

Dzisiaj chciałyśmy iść do Pierogarni Jeżyckiej, ale... No cóż, remonty chodzą po lokalach. Poszłyśmy więc do pizzerii. I powiem w skrócie tak - obsługa była zakręcona jak słoik na zimę, pomyliła zamówienia nam i jakiejś parce, ale dostałyśmy butelkę Pepsi. Ta parka też. A ta pizza, którą w końcu dostałyśmy? Była przepyszna! Nigdy nie jadłam lepszej. Aż zostawiłyśmy obsłudze liścik pod talerzem. ^o^

Wracając tramwajem nr 16, poczułam nagle, jak ktoś głaszcze mnie po głowie. Odwróciłam się i zobaczyłam pana. Pan był na bank po jednym piwku, ale nie był żulem. Po prostu było widać, że wypił jedno piwo.

Pan: Super czapka. W Poznaniu kupiona?
Adawinry: Nie, Babcia mi ją uszyła.
Pan: Babcia? Taką czapkę?
Adawinry: Tak.
Pan: Babcia z Poznania?
Adawinry: Nie.
Pan: Spoza?
Adawinry: Tak.
Pan: Masz cudowną babcię, uściskaj ją ode mnie. Ta czapka do szalika pasuje.
Adawinry: Szalik uszyła mi Mama.
Pan: No nie gadaj! Mama?! Wow, słyszysz, stary? *odwraca się do kumpla* Babcia szyje czapki, mama szaliki. *znowu patrzy na mnie* Cudowną masz rodzinę, doceniaj to, doceniaj. Ja mam kiepską, ale też jest fajna. On też się wkręcił do rodziny. *wskazuje na kumpla* Co poradzisz? *patrzy na Kann* A pani też ma piękne włosy. To są naturalne?
Kann: *ma czerwone włosy* Nie...
Pan: To co? Peruka?
Kann: Nie, farbowane.
Pan: A no tak, farbowane! Piękne, piękne. No, to macie, dziewczyny. *wyciąga migającą na różne kolory sztuczną różyczkę z reklamówki* *wręcza mi ją* Na Walentynki. Ucałuj ode mnie babcię pięć razy. I do zobaczenia. *wysiada z tramwaju*
My: Do widzenia.

Teraz tak patrzę na tę różyczkę i myślę, że tacy ludzie są potrzebni. Bez nich świat byłby smutny. Oczywiście nie chodzi mi o to, że pan był po piwku. Chodzi o to, że miał tak cudowne poczucie humoru i potrafił rozświetlić delikatnie moją ponurą rzeczywistość.