DIV ogłosiło dzisiaj rozpad.
Na początku było mi smutno, ale potem poczułam złość.
Dlaczego Satoshi i Chobi postanowili odejść?
Dlaczego Shougo i Chisa nie chcą tego ciągnąć dalej?
Z jednej strony to dobrze, że Shougo i Chisa wolą rozwiązać zespół, a Satoshi i Chobi odejść, bo to oznacza, że są zbyt bliskimi przyjaciółmi, by ciągnąć to mimo kłótni.
W końcu nie chcemy takiej sytuacji jak w Ayabie.
Ale z drugiej strony, tak bardzo chciałam usłyszeć "Butterfly Dreamer" na żywo.
Tak bardzo uwielbiam ich kompozycje.
Chociaż...
Ostatnimi czasy naprawdę widać, że chyba przestali się dogadywać na muzycznym polu.
Może to było tak, że Satoshi chciał dużo elektroniki w kompozycjach? W końcu w poprzednim zespole był programistą, nawet nie grał na żadnym instrumencie. Tymczasem Chobi się z nim nie zgadzał. I pewnie po którejś kłótni postanowili, że obaj odejdą, jeśli mają się tak ciągle sprzeczać.
Dalej historię już znamy. Shougo i Chisa chcieli dalej to ciągnąć, ale po czasie stwierdzili, że bez tych dwóch Daivu nie istnieje.
Jestem zła, jestem gdzieś tam w środku trochę smutna. Najpierw zalała mnie lodowata fala smutku, potem gorąca fala złości.
Nie umiem pływać. Zanurkowałam.
I znalazłam wypowiedź Chisy.
"Początek i koniec to dwie strony tego samego medalu. Kiedy coś się zaczyna, to znaczy, że w tym samym czasie zaczyna się odliczanie do końca. Ale to zakończenie oznacza początek czegoś nowego."
I może właśnie tak myślmy. Miejmy nadzieję, że jeszcze ich zobaczymy.
Może niektórych nawet w tym samym, nowym zespole.
A może nawet wszystkich. Kto wie? W świecie muzyki nie takie rzeczy się zdarzały.
Fakt faktem, dziękuję. Dziękuję za to, że przez te 4 i pół roku stworzyliście coś tak pięknego.
Do zobaczenia.