czwartek, 24 listopada 2011

Facebook odkrywa przed nami zaskakujące rzeczy...

Na przykład - jest w świecie internetowym pewna dziewczyna, która niesamowicie mnie denerwuje. Pojawia się wszędzie. Gdzie nie wejdę, tam ona. Na NL, na forum, gdzie kiedyś właziłam, na blogu Neo, która jest tępa jak dziesięcioletni, nieostrzony nóż. Wszędzie. Gdzie nie wejdę, tam ona. I wszędzie próbuje wbić ludziom i nie tylko, że pairing KaixUruha, bądź na odwrót, już nie pamiętam, jest jedyny właściwy i idealny i w ogóle. Jeśli ktoś ma inne zdanie, pojazd z góry do dołu. Ja jestem uprzedzona tylko do jednego pairingu (którym jest ToraxSaga) i tylko jeśli chodzi o ten pairing mogę się kłócić, bo jego fanki mają specyficzne podejście "Są razem, bo tak". A wracając do tej dziewczyny. Ogólnie mnie wkurzała, nie tylko tym, jak podchodziła do innego gustu czy czegoś. Najlepiej zepchnęłabym ją ze skarpy. I wszędzie, zaznaczam, wszędzie cytowała fika a_wii.
Kiedy pojechałam na konwent i usłyszałam przydomek, który brzmiał dokładnie tak, jak tej dziewczyny (powiedzmy, że to było Urukai), przeszedł mnie zimny, nieprzyjemny dreszcz. Ale stwierdziłam, że w świecie jrocka przydomki powtarzają się tak samo często, jak zwyczajne imiona. Zresztą, Urukai wydawała się być sympatyczną, miłą, lekko zwariowaną "blondyną". Przyjemnie się z nią rozmawiało. Hana może potwierdzić. Urukai i jej koleżanka/przyjaciółka/znajoma/kuzynka oraz ja i Hana przeprowadziłyśmy miłą dyskusję przy oglądaniu teledysków w Sali Tortur. I wtedy doszłam do wniosku, że jedna Urukai i druga to dwie zupełnie inne dziewczyny.
I nagle, próbując sprawdzić, czy Neo i Gabi S. ze znajomych Reyline to ta sama osoba, znajduję profil Urukai na facebooku. I dostaję podwójnego opadu szczęki - Urukai z portali i Urukai z konwentu to ta sama osoba i na dokładkę (choć mieszka teraz w Warszawie) pochodzi z Kostrzyna! Z tego samego miasta, co Nishi. Jak myślicie? Co zdradziło, że dwie znane mi Urukai to ta sama osoba? Pomyślcie. Odpowiedź poniżej.

Oczywiście cytat z fika a_wii. Ten sam cytat, co wszędzie.

I teraz tak siedzę i się zastanawiam. Dlaczego, jeśli dzieli nas ten kolorowy ekran komputera, mam ochotę ją uderzyć, a kiedy rozmawiamy na żywo, wszystko jest ok? Czy w internecie każdy pokazuje swoje złe oblicze? Czy naprawdę w internecie nie można zachowywać się tak samo, jak w realnym świecie?