piątek, 11 listopada 2011
"Yamada! Na kwitnące wiśnie, co ty wyprawiasz?!" "Ja? Ależ nic."
Siedzę sobie spokojnie i oglądam koncert Kagrry,, dorwany jakimś cudem, bo niewydany oficjalnie. To koncert finałowy z trasy po "Core". Pamiętacie, co według mojej fikowej wyobraźni się wtedy stało? To teraz wyobraźcie sobie Nao i Isshiego. Już? To teraz niech Isshi spojrzy na Nao, Nao niech spojrzy na Isshiego, a potem niech złapią swoje spojrzenia i się uśmiechną. Już? To teraz uwaga - Nao staje przed Isshim tyłem do publiczności i zaczyna kręcić biodrami. Macie to? Nie? Że ja mam chorą wyobraźnię? To macie problem, bo to nie moja chora wyobraźnia (która chora jest), lecz fakt z życia wzięty. Tak, Nao tak zrobił. A ja po prostu padłam. I ja mam nie lubić tego pairingu, jak oni mi takie scenki serwują. Hidesmaria, dajcie mi melisy.