poniedziałek, 17 listopada 2014

Poznańska rutyna

Nie, ten post nie będzie negatywny. Może wam się tak wydawać po tytule, ale to nieprawda! Ponieważ dla mnie, jeśli mogę popaść w jakimś miejscu w rutynę, oznacza to jedno - mogę pełnoprawnie nazywać je domem.

Siedzę teraz przed komputerem i jem spaghetti, które wyłożyłam sobie ze słoiczka. Makaron ugotowałam sama. Lubię gotować makaron. Lubię też robić sosy, ale dzisiaj zachciało mi się czegoś mięsnego. Sama nie wiem, czemu.

Są na uczelni ludzie, których lubię. Są też tacy, którym zaczęłabym klaskać, jakby zwalili się ze schodów. Ale to tak chyba wszędzie.

Tutaj, w mieszkaniu nr 9, wkurza mnie tylko jedna osoba. Czwarte piętro, długie schody... Ach, te marzenia. XD

To takie dziwne. Myślałam, że nigdy nie będę potrafiła żyć z dala od rodziny, od przyjaciół. A potrafię.

Czy to dziwne, że jestem z siebie dumna? Że nauczyłam się gotować makaron bez instrukcji przed nosem, że sos robię już tak machinalnie, że nawet nie wiem, kiedy jest już gotowy? Że czytam te ultranudne książki na animację i staram się nie zasnąć? XD

Myślałam też, że nie poradzę sobie na uczelni. Że nie będę potrafiła pisać notatek ze wszystkiego, ale ja potrafię zapisać to, co mówią wykładowcy, plus jakieś żarty, którymi sypią, notatki na ich temat i jeszcze pogryzdać na marginesie. Wow.

Dzisiaj się dowiedziałam, że przypalony ser jest niezdrowy. Kiedy ja lubię przypalony ser. Chipsy też są niezdrowe, tak samo jak sypana herbata z cytryną.

Poza tym, kocham Poznań. O 19 w Iławie ulice zaczynają się przerzedzać, a po 22 lepiej w ogóle nie wychodzić. Tutaj wyszłam po Nishi o 22, a miasto wciąż żyło, na ulicach było pełno ludzi, każdy gdzieś szedł, biegł, śmiał się, robił zakupy.

W Iławie po 17 kioski są pozamykane i możesz zapomnieć o kupnie biletu nie u kierowcy. Tutaj nawet po 20 możesz spokojnie iść do kiosku.

W Iławie nie ma autobusów co chwilę. Jak ci jeden ucieknie, to dupa. A tu czekasz 12 minut i już masz następny autobus czy tramwaj, który cię dowiezie do celu. A na ogrody możesz dostać się nawet 3 liniami. Albo i czterema.

Jechałam do Kann i uświadomiłam sobie, że nie wzięłam kosmetyczki. Stwierdziłam "Świetnie i co teraz? Przecież mi teraz sklep z kosmetykami nie wyrośnie spod ziemi!". Rozejrzałam się i okazało się, że wyrósł. Był po drugiej stronie ulicy. Poszłam do niego, kupiłam kosmetyczkę, grzebień, dezodorant i szczoteczkę i jeszcze dostałam mydełko w gratisie. :D

Tak, jestem absolutnie zakochana w Poznaniu, mojej rutynie i tym, że mam wszystko pod ręką. ^o^

Ps. Zaczęłam słuchać czeskich piosenek Ewy Farnej. Dziewczyna ma fajny głos, tylko polskiego w piosenkach nie zdzierżę, więc pościągałam te czeskie. :D