Ogółem święta uważam za udane. Zrobiłam prezenty dla rodziny, Nishi, Kann i Murećki (Nishi dostała swój już w listopadzie, jak u niej byłam), sama parę rzeczy otrzymałam w podarku od Mikołaja. Wigilia minęła spokojnie, nikt nie marudził, było naprawdę okej. Mam dużo słodyczy, pewnie mi dupa od nich urośnie, ale no. XD
Mama dostała ode mnie świeczniczki w azjatyckim stylu, Babcia pojemniczki na przyprawy, a Dziadek i Tata długopisy z laserem i latarką. Każdy też dostał po czekoladzie. A największy ubaw mieli Dziadek z Tatą, serio.
- PATRZ, TATA, JAKI TO MA ZASIĘG.
- A JA MOJĄ ŻONĘ PODŚWIETLAM. A ONA NIE WIDZI.
Dzisiaj doszłam do wniosku, że najbardziej czuję się na Adawinry, potem na Adriannę, a na Adę prawie wcale. Jeszcze ogarniam, jak ktoś z dorosłych mówi na mnie Ada, ale ludzie w moim przedziale wiekowym... Czuję się wtedy dziwnie. Może to dlatego, że większość osób, które nazywały mnie w przeszłości tym zdrobnieniem, wymawiały je z jadem w głosie? Może to dlatego.
No i smutki. Po wydaniu genialnej, epickiej i w ogóle oszałamiającej płyty (którą chyba powinnam tutaj zrecenzować czy coś) THE KIDDIE ogłosiło rozpad. Moje Dzieciaki stwierdziły, że świetnym prezentem na Gwiazdkę będzie właśnie ta informacja. Trochę mi smutno, trochę pusto w serduszku. Numer dwa wśród zespołów, prawda?
Ale jak już kiedyś pisałam, przestałam już się tak tym wszystkim przejmować. Rozpadają się, no dobrze, ich decyzja. Muzyka zostaje. Dla mnie Kagrra,, THE KIDDIE, MoNoLith i D'espairsRay będą istnieć zawsze, w Dauto wciąż perkusistą będzie Minase, w Moranie Soan, Mai będzie gitarzystą Kry, a Isshi będzie żył. I tyle na temat. A trzeba otrzeć łzy i iść dalej w przyszłość. Nie ma sensu robić tagu "the end of the world", jak zrobiłam to po rozpadzie Kagrry,.
31 marca 2015 roku. Koniec kolejnej epickości. Powodzenia w nowych zespołach, chłopaki! Tylko nie znikajcie, a wszystko będzie dobrze. :)