No więc życzę wszystkim Wesołych Świąt. I w sumie to wszystko, bo jak przeczytałam moje życzenia z 2010, to prawie się popłakałam. Życzyłam wszystkim, by żaden zespół się nie rozpadł, by nikt nie umarł i by nikt nie odszedł z zespołu. JEDNO, JEDNO ŻYCZENIE się spełniło. Nikt nie odszedł. Isshi umarł, a Despa się rozpadła.
Doszłam do wniosku, że najbardziej lubię tych wokalistów, których głosy mnie uspokajają i dają mi jednocześnie energię. Hm, ciekawe, że akurat w tym rankingu znalazło się ich trzech. Tylko trzech, można powiedzieć.
Zabawne. Na pierwszym miejscu jest Isshi, na drugim Yusa, a na trzecim... Aoi.
Tak, Ao, nie Shou.
Głos Shou daje mi energię, ale nie uspokaja mnie.
Głos Asagiego działa tak samo i mogę takich przypadków wymienić jeszcze dużo.
Kouki, Shini, Shindy, Mao, Hizumi, Yomi... Mały to już na pewno mnie nie uspokaja.
Taa... On mnie właśnie kompletnie uspokaja, wprowadza w totalną melancholię i czuję się dzięki niemu taka wyzuta z emocji, co w moim przypadku jest bardzo dobre.
Hm, zapomniałam o kimś?
A, no tak, Kyo drący japę na prawie każdej piosence na pewno mnie uspokaja, tak tak. ^_^""""
Z tych zespołów, które wiszą u mnie na ścianie, to chyba wszyscy. No LuLu jeszcze nie wisi, ale Taa mnie przeraża, chociaż Manami jest bardzo ładny i w ogóle, ale i tak Taa mnie przeraża. O_O
Reszta zespołów, których słucham raczej sporadycznie, posiada wokalistów, których głosy są po prostu fajne w tych kilku piosenkach, albo te zespoły nagrały po prostu tylko ten jeden (lub kilka) ciekawy utwór, a reszta to takie pomyje.
Albo taki Nontan. Niby ma fajny głos, ale ani mnie nie uspokaja, ani nie daje mi energii. Po prostu lubię jego głos i to w sumie wszystko.
To jeszcze raz życzę wam Wesołych Świąt i przestaję już ględzić. ^_^