Warszawa, piątek 29 czerwca
Po zakończeniu roku wróciłam do domu, przebrałam się i pojechałam z Haną do Warszawy. Zawieźli nas dziadkowie, więc wszystko wyglądało podobnie, jak przed Despą. Tylko tym razem nie było ciemno i nie padało.
Koncert był świetny, choć moja pamięć do tytułów piosenek mniej znanych przeze mnie zespołów (nie dość, że problemu nie mam tylko z piosenkami Kagrry,, THE KIDDIE i Alisu, to jeszcze Anli poznałam dopiero miesiąc przed koncertem) znowu padła śmiercią tragiczną. Choć było mało osób, bo tylko jakieś 70, było genialnie. Zespół miał tak doskonały kontakt z publicznością, że nie wiedziałam, jak się nazywam. Nawet jeśli D i Despa też się starali i ciągle do nas mówili, to Anli pobiło ich na głowę. "Kocham cię" powiedzieli nam dokładnie wszyscy i też wszyscy czytali z karteczek po polsku. Było to przesłodkie.
Na encore Shindy usiadł za perkusją, Kiyozumi złapał mikrofon i oznajmił, że napisali polską piosenkę o pierogach. Tekst tej piosenki zacytowałam w tytule. Trwała ona chyba z 30 sekund, a ja myślałam, że zejdę ze śmiechu. Zwłaszcza, że Kiyo nie ma za grosz głosu i na dokładkę machał konserwą z Tesco, którą potem delikatnie oddał publiczności. Publiczność zaś składała się z normalnych ludzi, dzikich ludzi (ja, Hana, Aoy, Mrs. Yagami, Kamila i Miriel) oraz retardów, o których nie chce mi się mówić.
Kiyozumiego prawie nie widziałam, choć stałam w 3 rzędzie. Jedynie wtedy, gdy wygłupiał się na encore i grał solówkę, to jako tako go widziałam. Masatoshi, choć brzydki jak noc (i paradoksalnie pasujący mi do Yo-ichiego), był przesympatyczny. Chciał nas nauczyć mówić, że jest śliczny, na co przesłodki Yo-ichi podszedł do niego, spojrzał mu prosto w oczy i zrobił minę niczym z kwejka pt. "Wtf, o czym wy mówicie?". Yo-ichi przez cały koncert był słodki i kiedy jedna fanka go zawołała na przerwie, to za pierwszym i drugim razem odwrócił się, a za trzecim podszedł do brzegu sceny z pytaniem "Nani?" na twarzy. Takuma jest ogólnie słodki i śliczny i kochany, ale... Taki sztywny strasznie. Takie przynajmniej odniosłam wrażenie. W porównaniu z Yo-ichim, który biega i skacze na wysokość, za przeproszeniem, moich cycków, nie ma szans.
A teraz kolejny akapit pod tytułem "Shindy jest piękny". Myślałam, że nikt nie może tak wyglądać i po prostu wsadzili do tych zdjęć tyle photoshopa, że więcej nie mogli. Ale jak wyszedł na scenę i zobaczyłam go na żywo, to umarłam. On jest piękny i jak ktoś będzie się ze mną kłócił, to go zdzielę ciupagą. Shindy próbował nauczyć nas choreografii, co by mu się udało, gdybym ja nie patrzyła na niego jak na lustro. I "Please, please, taste me". Jej, rozpłynęłam się na tym na żywo. Choć jak zaczął śpiewać "Devilish eyes", to miałam ochotę go wyściskać, pocałować i postawić pomnik Takumie za to, że napisał muzykę. To pierwszy zespół, który zagrał moją ulubioną piosenkę. Arigato!
Na spotkaniu z zespołem, o którym dowiedzieliśmy się w ostatnim momencie, wszyscy dziękowali, zanim w ogóle do nich podeszłam. Masatoshi suszył mi swój autograf na plakacie, a Yo - ichi ściskał moją rękę tak długo, że myślałam, iż jej nie puści. Shindy nie ogarnął, co ja od niego tak właściwie chcę i dopiero po chwili doszedł do wniosku, że ma mi po prostu rękę podać. Kiyozumi już mnie prawie odpędził, a ja "Hando?". Na co Kiyozumi "Hai, arigato". Nie no, facepalm. Takumy nie za bardzo pamiętam, jeju, dlaczego ja zawsze mam problem z ulubieńcami Nishi, którzy siedzą ostatni? Dobrze, że chociaż on, Masatoshi i Yo-ichi sami podawali rękę. Hardcorowe były te dziewczyny (w tym Aoy, Mrs. Yagami i Kamila), które dały się podpisać... Na dekolcie. Chociaż Aoy poprosiła o to tylko Yo-ichiego. Ja nie mam pytań.
Po koncercie byłam tak szczęśliwa, że nigdy bym nie pomyślała, iż jakaś retardka obczajała mój strój i doszła do wniosku, że mam kupić sobie lustro. Ech, ci ludzie.
Poznań, 3 lipca
Na tym koncercie byłam z Rei i Haną, choć przyplątały się też inne znane mi osoby. Nishi na ten przykład, która znowu przez przypadek zdobyła kostkę swojego ulubieńca (Takumy). Było strasznie dużo osób, w tym jakiś stary dziadek, stara babcia i hipiska. Było dużo randomowych fanów, którzy po prostu przyszli popatrzeć. Małe dzieci z tyłu z rodzicami to była norma.
Ja jako jedyna zauważyłam, że w dekoracji, która zasłaniała pokój, gdzie siedziało Anli, jest szpara. Dzięki temu popatrzyłyśmy sobie z Haną, Rei i hipiską na nich przed koncertem, a gdy Kiyozumi grał solówkę, ja i hipiska podglądałyśmy resztę, jak się przebierają. Półnagi Yo-ichi niepotrafiący ogarnąć tej białej! koszulki pozostanie w mojej pamięci na długo. A Shindy się schował, złe dziecko. Chociaż po koncercie i po powrocie do domu znalazłam jego półnagie zdjęcie, so I'm happy now.
Ogólnie trafiliśmy przedtem na próbę, gdzie chłopaki nie mogli sobie poradzić z "Devilish eyes" i w końcu tego nie zagrali. Ech...
Po koncercie mieliśmy przygodę z nudą, zabawą w Akiyę i Torę nią spowodowaną, twarzami na ścianie, które tylko ja widziałam, chrapiącym dziadkiem w restauracji, "Bujam się", "PKP - poczekaj, kiedyś przyjedziemy", starą Niemką, olewającą nas panią konduktor i nieogarniającym panem konduktorem. Nigdy więcej polskich kolei. Po następnym koncercie chcę nocleg.
Anli Pollicino, spełnijcie obietnicę, którą dał Shindy! Przyjedźcie jeszcze raz!