czwartek, 7 lipca 2011

The last Sakura

Zacznijmy od tego, że Hana też napisała o nich posta. Jeśli wam jakoś monotematycznie, przepraszam. Ach, zapytacie o kim? O Kagrrze,.

Podzielę tego posta na części. Tytuły, akapity, takie tam. Pobawię się.


"Płaczę, ale gram. Na pamięć. Z zamkniętymi oczami."


Izumi jest świetnym perkusistą. Zawsze to wiedziałam, ale dzisiaj, jak zobaczyłam, że gra z zamkniętymi oczami, to mnie szokło. Mocno mnie szokło. Swoją drogą, jest mi go tak okropnie żal, że mam ochotę dać im wszystkim w zęby, że dopuścili do tego, że Izumi płakał już przed koncertem. A na koniec szlochał. NIGDY nie słyszałam, żeby Jrockowiec szlochał. Aż chciałam go przytulić.


"Gorąco ci, Winry? Tak? A mogę sprawić, byś się zagotowała? O! Udało mi się."


Akiya. Czy ty, człowieku, wiesz może, kiedy przestać doprowadzać mnie do zawału? Nie, nie wiesz. Inaczej nie walnąłbyś takiej miny. Aż musiałam po wodę pójść. I duszkiem wypiłam pół szklanki. No cóż, Mały Padalec odszedł, ktoś musi doprowadzać mnie do zawału w taki sposób. I bardzo grzecznie cię proszę, po angielsku, byś pomógł sobie słownikiem: Akiya-sama, please, come back.


" - Ty, Shin, popatrz, co on robi!
- Widzę, Nao, widzę."


I angielskie fanki mają podjarkę. Shin i Nao cały koncert plotkowali. Tak, plotkowali. Szeptali sobie do ucha, pokazywali palcem kolegów z zespołu i takie tam. Jak przekupki na targu. Nic dziwnego, że potem założyli razem zespół.


"A myślałaś, że my nie możemy się do siebie przytulić?"


Tak, właśnie tak myślałam. Ale byłam w błędzie. Isshi doszedł do wniosku, że Nao nie wystarczy objąć, trzeba go do siebie przyciągnąć i zatrzymać przez chwilę. Do Akiyi też można się przytulić, ale krócej i nie tak mocno, bo Winry uderzy. Akiya stwierdził, że jak się oprze plecami o plecy Nao, to też nic się nie stanie. Isshi uznał to za świetną okazję, by obiec ich dookoła, co chwilę podskakując. Shin doszedł do wniosku, że jak Akiya może się oprzeć o Nao, to on też. Nao był po prostu rozchwytywany.


"Patrzcie, a ja tańczę!"


Nie, Isshi. Nie tańczysz. Ty doisz krowę. Tak to przynajmniej wygląda. Cały klimat psujesz.


"A ja się drę! Mogę, nie?"


Jak już pisałam, psujesz klimat, Isshi.


"Sakura więdnie, musimy płakać."


Ryczeli wszyscy. Najbardziej Izumi, o którym już pisałam. Na drugim miejscu znalazł się Akiya, potem Nao. Najmniej płakał Shin, a Isshiemu tylko głos drżał na jednej piosence, a potem mu się tylko oczy szkliły.


"Oni ryczą, to ja też."


Popłakałam się. Hana jest chyba wrażliwsza, ale ja też miałam mokre oczy. I policzki. I chusteczkę.


"Nie jesteśmy już zespołem, więc... Napijmy się!!!"


Shin bardzo ładnie zaprezentował nam butelkę szampana, wina czy zwyczajnego sake. Nie wiem, ale to soczek raczej nie był.


"Czy nam potrzebny jest makijaż?"


Na kulisach doszłam do wniosku (po raz setny), że nie. Bez makijażu każdy, ale to każdy wygląda świetnie. Z makijażem jeszcze lepiej, ale w Akiyi to w szkole się pewnie wszystkie dziewczyny, z klasy i nie tylko, kochały, Nao był rozchwytywany niczym na tym koncercie, do Izumiego każda szła z byle jakim problemem, a w klasie Shina nagle wszystkie chciały nauczyć się parzyć herbatę. A Isshi siedział w kąciku, dopóki go pryszczata kujonka z aparatem na zębach i w okularach na nosie nie zaczepiła. Nie no, żartuję.


"Wrócimy."


Wrócili. Na razie tylko trzech, dwóch pewnie obmyśla, czy założyć razem zespół, czy oddzielnie. Ale to te dwa kwiaty wiśni były najbardziej spłakane. Trzeba dać im czas.