wtorek, 26 lipca 2011

Isshi-sama...

Isshi nie żyje.

Nishi była tak przejęta, że zapomniała, że ja zazwyczaj śpię do jedenastej. Zanim Babcia mi ten telefon przyniosła, to już się rozłączyła. To stwierdziłam, że pewnie się pomyliła, bo po co by miała do mnie dzwonić.
A potem przyszedł sms.
"Ada... Nie moge w to uwierzyć... Prosze odezwij sie jak wstaniesz.."
No to ja otrzeźwienie "Kurde, co tym razem się rozpadło? A może ktoś z rodziny umarł?"
No to piszę do niej "Zadzwoń jeszcze raz".
Dzwoni. Jeszcze Kagrrę, mam na nią ustawioną. Odbieram.
"Słuchaj... *chwila przerwy, płacz* Isshi nie żyje."
A ja "Co?!"
"Isshi nie żyje (tu następuje tłumaczenie, jak się dowiedziała). Ja nie mogę rozmawiać."
Rozłączyła się. Telefon wypadł mi z ręki. Odwróciłam się na plecy. Serce mi telepie.
I po chwili takie "Kur*a, nie".
Ja i takie przekleństwo. Dobrze, że Babcia nie słyszała.
No i potem z litanią "Nie", biegnę do laptopa, wchodzę na Jame i wrzask.
A Babcia z dołu "Czego się drzesz?"
Wchodzi do góry i do mnie "I co leżysz? Tylko mi nie mów, że ryczysz, bo coś z twoimi tam."
A ja mówię "Isshi nie żyje. Wokalista Kagrry,. Nie żyje."
A Babcia tak zamarła. Potem na kolanach mnie przepraszała.
A ja do Dziadka (który jak Kagrra, się rozpadła, trzy razy zapytał, czy wszyscy żyją) mówię: No to wykrakałeś.
A Dziadek się zarumienił i: No wiem. Ja wszystko wiem.
I taki speszony w pośpiechu się oddalił.

Isshi nie żyje.

Głos Nishi wciąż odbija się od moich uszu. Zapłakany, drżący głos.

Isshi nie żyje.

Trzeci raz w życiu usłyszałam głos Banshee. Tym razem był jednak inny. Płakała.

Isshi nie żyje.

Ealin... Och, ja mi żal naszej biednej Ealin. Tak kochała Isshiego.

Isshi nie żyje.

Hana została obudzona przez Ealin smsem. Jak to Hana określiła, krótko i na temat.

Isshi nie żyje.

A oni? Shin, Izumi, Akiya i Nao... Jak oni muszą cierpieć. Albo Keiyu. Jego przyjaciel.

Isshi nie żyje.

Oni to jeszcze. Ale rodzice. Rodzice Isshiego. Isshi był jedynakiem, co chwilę w trasie. I na dokładkę tak młodo umarł. Cytując Banshee, jak rodzic chowa dziecko do ziemi, to jest tragedia.

Isshi nie żyje.

Hano, twój post na pożegnanie Kagrry, wygląda teraz trochę dziwnie. Ponieważ rzeczywiście "ktoś umarł".

Isshi nie żyje.

Nie mogłam spać. Najpierw nie mogłam zasnąć, potem budziłam się w nocy z telepiącym sercem i łapałam w panice za telefon, by upewnić się, czy to, że nasz kochany Isshi umarł, to była prawda, czy może koszmar. Niestety to był koszmar na jawie. Obudziłam się dzisiaj o siódmej i  nie mogłam z powrotem zasnąć. Leżałam tak trzy godziny, zjadłam śniadanie, a potem ze stresu całość mnie opuściła. Hide, jeśli ja tak reaguję na śmierć Isshiego, to co by było... Nie. Nie powiem tego, nie będę myśleć. Nie wolno. Przyrzekłyśmy sobie z Nishi, że nigdy już nie będziemy pisać/myśleć, co by było, gdyby któryś z nich umarł. Bo teraz, kurde, wiem.

Isshi nie żyje.

Kagrra, nie wróci. Teraz jest to pewne. Jeśli jeden płatek sakury się oderwał i spadł zwiędnięty na ziemię, to ten kwiat już nigdy nie będzie taki sam.

*dźwięk kolan uderzających o ziemię* *cichy płacz*