Czasem mam tak, że przez jakiś czas nie chce mi się pisać na blogu. Tym razem też tak było. Postanowiłam najpierw zaaklimatyzować się w nowym otoczeniu, a później dopiero zdać sprawozdanie.
Mieszkanie nr 9 na czwartym piętrze w stuletniej kamienicy. Kiedy do niego wchodzisz, musisz przejść przez korytarz prawie że do samego końca i zatrzymać się przed drzwiami, nad którymi przyklejona jest litera E. Gdy zapukasz w białe drewno, prawdopodobnie otworzy ci dziewczyna w okularach, opasce na głowie i dresach. To będę ja i, jeśli cię znam, wpuszczę cię do swojego pokoju.
Ogółem mieszkam w bardzo dobrej okolicy. Wszystko mam pod ręką. Biedronkę, Żabkę, jeszcze jeden sklep spożywczy, dwie drogerie, McDonalda, kino, bar mleczny, rynek, aptekę, nawet bank. Nie muszę się ruszać poza Jeżyce, jeśli potrzebuję coś załatwić. No chyba, że idę na uczelnię albo dworzec, ale w jednym i w drugim przypadku 40 minut wystarczy, bym tam doszła.
Mój schemat dnia zawsze jest podobny. Zaczyna się od pobudki i śniadania, na które jem płatki z jogurtem. Później albo siadam przed laptopem, albo idę na uczelnię. Jak wracam (lub w dzień wolny - jak zgłodnieję), to idę na obiad do baru mlecznego, ewentualnie coś sobie odgrzewam albo zalewam zupkę chińską. Potem znowu siadam przed laptopem. Między 20 a 22 mój żołądek znowu daje o sobie znać, więc są dwie opcje - kanapki z serem i ketchupem albo tosty. Zawsze. A potem znów laptop i siedzenie tak długo, na ile pozwala mi godzina rozpoczęcia zajęć.
Mam współlokatorów. Trzy dziewczyny (dwie Anie i Iwona) i dwóch chłopaków (Kuba i Szymon). Nie będę się może zbytnio o nich rozpisywać, bo jak wejdą na tego bloga, to będą wiedzieć trochę za dużo. XD Napiszę jedynie, iż uważam, że wszyscy są towarzyscy i można z nimi miło porozmawiać. No i Ania i Kuba są otaku, tak w ramach ciekawostki. A druga Ania ma króliczka. ^o^
Poza tym, na uczelni też już zdobyłam znajomych. Ogólnie było to strasznie wzruszające dla mnie wydarzenie. Ci, którzy czytają tego bloga od początku albo znają mnie osobiście od wielu lat, wiedzą, że byłam prześladowana w szkole. Traktowana jak powietrze, chyba, że ktoś coś ode mnie chciał. Nie babram się w tym, że tak to określę. XD Mówię jedynie, jak było.
Minęły więc już dwa wykłady, a ja oparłam się o ścianę i obserwowałam otoczenie. Byłam do tego przyzwyczajona. Nawet jeśli w liceum nie miałam takiej traumy, jak w gimnazjum, to i tak częściej obserwowałam wszystko, stojąc z boku z Janette i Yami. W pewnym momencie usłyszałam głos.
- Przepraszam? - odwróciłam się. Stała przede mną ładna dziewczyna, uśmiechając się lekko. Pomyślałam, że chce zapytać o drogę do sali albo łazienki.
- Tak? - zapytałam, nie mając pojęcia, o co może jej chodzić. Przecież tylko obserwuję. Nikomu nie zawadzam...
- Chcesz się do nas przysiąść? Bo zauważyłyśmy, że zawsze stoisz sama - spytała delikatnym głosem.
Zamrugałam i poczułam, że chyba się rumienię. Ktoś zauważył moją obecność? Komuś zależy na tym, bym nie stała sama? Ktoś doszedł do wniosku, że to powietrze rusza się, bo ja tu jestem?
Fakt faktem, usiadłam z nimi przy stoliku. Jedna z koleżanek Laury miała torbę z dziwnie znajomym symbolem. Gdzieś w głowie mi dzwoniło, że pochodzi skądś, co znam, ale raczej ze słyszenia, a nie z bezpośredniego kontaktu.
Przed wykładem dziewczyna z torbą podała mi telefon i kazała znaleźć się na facebooku. Wpisałam więc to swoje Adawinry Chou Kurineko.
- Głupie pytanie, ale... Czym się interesujesz?
- J-japo-onią się in-te-re-su-ję - jakoś tak brzmiała moja odpowiedź. Wciąż byłam w trybie speszonej pensjonarki.
Nastąpiła chwila ciszy, a na twarzy mojej rozmówczyni pojawiał się coraz większy uśmiech.
- To tak jak ja! - wypaliła. No tak. Na torbie był symbol "Shingeki no kyojin". To anime jest wszędzie, więc nic dziwnego, że Uke je lubi. XD
A, może słówko o trzeciej dziewczynie, bo na razie jakoś nie wystąpiła w mojej opowieści. No więc Cafla, bo taki ma przydomek, bardzo ładnie rysuje. Osobiście jestem pod wielkim wrażeniem. Ktoś mógłby powiedzieć, że co się dziwić, jeśli skończyła liceum plastyczne. Ale według mnie, to można wysłać każdego na lekcję śpiewu, a jak nie ma talentu, to i tak będzie wył jak zażynana orka. Tak samo jest z rysowaniem. Także pokłony dla pani.
A, no i Uke i Cafla to hentaie. Poza tym, czasem przekręcają mój przydomek na Winiary. Jestem przyprawką. XD
Jak znam życie, wymienione w tym poście osoby, będą przewijały się w moich postach co jakiś czas. Muszę zapytać Ani otaku, czy ma jakiś przydomek, bo jakoś muszę odróżniać te Anie. XD
Jest jeszcze kwestia tego baru mlecznego. Ceny są poniżej 10zł, więc można dobrze i tanio zjeść. Oprócz tego, przychodzą tam osoby z opieki społecznej, więc lepiej nie ubierać się jak na spotkanie biznesowe, jak to jeden pan uczynił i patrzył na wszystkich wzrokiem "Jezu Chryste, z jakim ja plebsem muszę przebywać? =.=". Jeśli ktoś z was tak zrobi, momentalnie dostanie, za przeproszeniem, mentalny wpierdol ode mnie. :)
A, no i nie zamawiajcie w tym barze pyz. Ochyda. Za to gorąco polecam de volaille i kotlet szwajcarski. Pychota!
Do Hany dzwonię przynajmniej raz dziennie, z Kann rozmawiam przez gg, w sobotę wbija Nishi, a za tydzień Japanicon i będę gościć u siebie Carmen. Także nie zapominam o rodzinie, co to to nie.
To chyba tyle na dzisiaj. Mój organizm już się dostosował i ogarnął po tych wszystkich zawirowaniach, bo dzisiaj odwiedził mnie Potworek. Także jest dobrze. Bardzo dobrze. :)