Nie mogę dać tytułu, bo w tym komputerze (dokładniej w sali informatycznej) jest jakiś błąd na lj'u. Fakt faktem, mam dziwne wrażenie, że odwiedził mnie ktoś nieproszony, kto powinien przytuptać za jakiś tydzień i mam nadzieję, że kiedy otworzę drzwi, to go tam nie będzie. A jutro jadę na konwent i nie zamierzam go zabierać.
Tak więc, kiedy człowiek jest zbyt ambitny i potrafi zbyt wiele, potem nie wie, co ze sobą zrobić.
A ostatnio siedziałam na polskim i Żona Szatana powiedziała coś takiego :
"Herosi greccy pragnęli osiągnąć sławę, a dzięki temu - nieśmiertelność."
Przyszło mi do głowy coś takiego :
"Kiedyś sława przynosiła nieśmiertelność. Teraz śmierć przynosi sławę."
Nie pozwólmy, by "Kocham cię, bo żyłeś" zostało zastąpione przez "Kocham cię, bo nie żyjesz". Bo jak myślicie, co chciałby usłyszeć artysta po śmierci? Raczej to pierwsze, prawda? No właśnie.
Do końca lekcji zostało 20 minut. Chyba padnę z nudów.