Śniło mi się, że oglądałam film. I ten film był super.
Wszystko działo się w japońskim miasteczku. Główna bohaterka miała 16 lat, wszyscy myśleli, że ma 14, a wyglądała na 12, więc każdy się dziwił, że chodzi już do liceum. Jak dobrze pamiętam, profil jej klasy był na zasadzie tego, co my nazywamy biochemem.
Satoshi, bo tak miała na imię, nie była lubiana w szkole. Może to przez to, że miała loki w kolorze, którego nie potrafię określić inaczej niż mysi? A może to przez jej okulary, których szkła były jak denka od butelek?
To nie tak, że jej dokuczano. Raczej udawano, że nie istnieje. Kiedy ktoś tylko choć trochę zaśmiał się z niej, ginął w tajemniczych okolicznościach. Zostawał znaleziony bez jakiejkolwiek ilości krwi w organizmie.
Nie, Satoshi nie zabijała tych osób. Robiła to tajemnicza, blondwłosa dziewczyna w czerwonym płaszczu. Satoshi jej nie znała, ale ona ją - bardzo dobrze.
Pewnego dnia do jej klasy dołączyła niejaka Laura Fujimoto. Zaprzyjaźniła się z Satoshi i poznała osoby, które jako jedyne nie uznawały jej za dziwną - dziewczynę ze starszej klasy, Momo, i młodszej - Yukę oraz sąsiadkę - studentkę, której imię zaczynało się na "a" i było angielskiego pochodzenia. Annie? Coś w tym stylu chyba.
Ogółem Momo zachowywała się jak zbuntowana księżniczka, Yuka była bluszującą na nią pensjonarką, a ta sąsiadka sama była dziwaczką - najczęściej widywano ją w ręce ze szczoteczką do zębów i w piżamie, niezależnie od pory dnia.
Jak dobrze pamiętam, Satoshi mieszkała w slumsach z facetem, który się nią opiekował. Nie pamiętam, kim dla niej był. Na pewno nie ojcem ani dziadkiem.
Laura w końcu przyznała się Satoshi, kim jest - a tak dokładniej była wampirzycą i to ona zabijała te wszystkie uprzykrzające życie dziewczyny osoby. Satoshi, jak można się domyśleć, uciekła.
Znalazła się na festynie dla dzieci przed swoją kamienicą. Jako, że wyglądała na o wiele młodszą, dostała tak jak inni prezenty - pomarańczowy gwizdek, żółtą piłeczkę i dwa zielone rzemyki. Ale Laura ją znalazła. Zdawało się, że dobrze wie, gdzie Satoshi zaraz będzie.
Satoshi znów uciekła i dobiegła do zajezdni tramwajowej. Wściekła Laura zaczęła w nią rzucać pustymi tramwajami, by zamknąć jej drogę. Zagroziła, że zabije wszystkich, na których Satoshi zależy, jeśli jej nie wysłucha. I o dziwo, bo zdziwiło to również Laurę, ta się zgodziła.
Okazało się, że sąsiadka ma psychopatycznego, byłego chłopaka, który tej nocy przyjdzie do niej, by ją zabić, ale jej nie będzie. Pójdzie więc do Satoshi, by ją spytać, kiedy sąsiadka wraca, ale Satoshi rozpozna psychopatę z opowieści przyjaciółki i odmówi odpowiedzi. Ten się wścieknie, zgwałci ją i ją zabije.
Skąd Laura to wiedziała? Otóż za pierwszym razem, gdy to się stało, była normalną dziewczyną. Przyjaźniła się z Satoshi, a raczej była jej... dziewczyną. Pomijając to yuri, to ona ją znalazła. I wtedy ten opiekun Satoshi okazał się być wampirem. Zaproponował jej układ - on ją przemieni, a ona dla niego będzie chronić Satoshi przed osobami, które ją dręczą. Wampiry w tym uniwersum potrafiły bowiem cofać się w czasie. Ceną za cofnięcie się w czasie było jednak to, że nikt, prócz innych wampirów, jej nie pamiętał, a jako człowiek nigdy nie istniała.
Niestety Laura nie mogła ratować czyjegoś życia, bo czas znowu się cofał. Dlatego mogła dać Satoshi jedynie broń - wampirze moce.
Satoshi spytała tylko, ile razy Laura się już cofnęła, a po uzyskaniu odpowiedzi, że 16, zgodziła się na przemianę. Po niej nie musiała nosić już okularów. Zabiła swojego oprawcę i "żyła" z Laurą dlugo i szczęśliwie.
Tak, wyjawiła swoim przyjaciółkom prawdę.
Więcej takich snów poproszę. :D